Dlaczego każdego dnia warto się porządnie spocić?

404

Moda na sport to jeden z nielicznych snobizmów, któremu naprawdę warto się poddać. Regularne treningi to nie tylko przepis na zgrabne, szczupłe ciało, to też świetny sposób na rozwinięcie w sobie wielu wartościowych cech, które przydają się również po zrzuceniu dresu. A jednak, choć moda na fit zatacza coraz szersze kręgi, większość kobiet trzyma się od sportu z daleka. I to niekoniecznie z powodu wrodzonego lenistwa.

U płci przeciwnej sport oddziela prawdziwych samców od leszczy – rasowy mężczyzna musi być sprawny fizycznie. U kobiet taka zależność nie zachodzi, nie staniesz się bardziej kobieca bo szybko biegasz albo skaczesz o tyczce, wręcz przeciwnie, sport może ci odebrać ‘naturalne predyspozycje’. Tymczasem sport wcale nie zabija kobiecości, za to często pomaga stać się bardziej świadomą swoich możliwości kobietą.

Dziewczynka się nie poci

Teoretycznie obie płcie mają taki sam dostęp do sportu, ale zarówno sport profesjonalny, jak i amatorski, to wciąż domena facetów. Kobieca aktywność w tym względzie traktowana jest z przymrużeniem oka, bo dziewczyny przecież słabsze, wolniejsze, gdzie im do męskich atletów? Niech się nie wygłupiają. I tak jak chłopców pcha się do sportu od najmłodszych lat, by rozwijali swoją męskość, tak w przypadku dziewczynek zachęta jest wyraźnie mniejsza. Wręcz wyśmiewa się dziewczyny kopiące piłkę, no bo co to jest, w chłopaczyska chcą się zamienić? A może chcą udowodnić, że nie są w niczym gorsze? Hahaha, każdy wie, że są, idiotyczne jest to parcie na sportową rywalizację. Nic dziwnego, że dziewczyny tak szybko odpuszczają sobie treningi i unikają wf-u.

W dorosłym życiu jest podobnie. Mnóstwo kobiet stosuje diety odchudzające i stara się w miarę zdrowo odżywiać, ale ruch wciąż traktowany jest po macoszemu. Zwłaszcza gdy ma się dużo domowych obowiązków. Mąż i ojciec, jeśli jest zapalonym sportowcem, zwykle pozostaje przy swojej pasji. Kobieta szybciej się poddaje – mając do wyboru dom i trening najczęściej wybierze to pierwsze, bo w głowie się nie mieści, by rodzina sama prasowała sobie koszulki, gdy w tym czasie matka się wygłupia na zumbie.

Kobiety zraża się do sportu także z powodów estetycznych, bo nikt nie chce patrzeć na spocone, zdyszane baby w sportowych buciorach. Cóż, najwyraźniej ci esteci zapominają, że piękna, smukła sylwetka nie bierze się z powietrza i samych kiełków sojowych – najgorętsze modelki przeważnie dlatego są tak gorące, bo regularnie fundują sobie seanse pocenia. Tyle że i ta wizja pięknych ćwiczących jest nieco fałszywa. Modelki w ‘sportowych’ reklamach prezentują się niezwykle ponętnie, gwiazdy fit na Instagramie są perfekcyjnie umalowane i uczesane, w designerskich ciuchach, nawet pocą się seksownie, bez żadnych plam pod pachami, te występują jedynie u facetów. Innymi słowy kobieta, nawet jak ostro trenuje, to olśniewa wyglądem, choć w rzeczywistości trening to najczęściej potargane włosy, specyficzny zapach, skrzywiona grymasem twarz, czerwone plamy, no nie wygląda się jak gwiazda. Między innymi właśnie ta wizja ślicznotek z siłowni zniechęca do ćwiczeń – ja tak nie wyglądam, więc nie będę się pchała do klubu i ośmieszała przed resztą. I tak wpada się w błędne koło – wyglądam fatalnie, więc ze wstydu nie pójdę potrenować, ale ponieważ nie trenuję, powoli zamieniam się w ludzika Michelin, co w ogóle mnie nie cieszy.

Kuźnia charakterów

Efektowna sylwetka to raptem jeden z profitów, jakie daje sport. Ruch to w końcu niezbędny element profilaktyki zdrowotnej. Umiarkowana, dopasowana do własnych możliwości aktywność fizyczna pomaga zapobiegać osteoporozie, zmniejsza ryzyko cukrzycy, wzmacnia kręgosłup, ma dobroczynny wpływ na układ krążenia, chroni przed depresją, by wymienić tylko kilka prozdrowotnych właściwości. Im dłużej się ćwiczy, tym łatwiej wyrobić w sobie kolejne zdrowe nawyki – osoby regularnie trenujące częściej zwracają uwagę na to co jedzą, fast foody omijają szerokim łukiem, rzadziej sięgają po używki, starają się porządnie wysypiać, po prostu bardziej o siebie dbają. Jasne, to może się przerodzić w niezdrową obsesję, ale większość na szczęście zachowuje rozsądek.

Sport to także świetna szkoła życia. Uczy na przykład współpracy z innymi kobietami, tego, że warto się wznieść ponad osobiste animozje dla wyższego celu, jakim jest wynik całego zespołu. To szczególnie ważne u nastolatek, które w tym trudnym okresie często pałają do siebie nienawiścią, budując sojusze oparte głównie na niechęci do innej grupy. A sport to zupełnie inne, wspólne emocje – razem przegrywamy, razem walczymy, razem wygrywamy, razem chcemy coś udowodnić. Prawda, atmosfera w żeńskich zespołach bywa bardzo napięta, ale mimo kłótni sportowe doświadczenia spajają, bo jesteś częścią drużyny, a jej sukces zależy też od ciebie. Potem przydaje się to w pracy – może i niezbyt lubię koleżankę Mariolkę, ale jak dobrze popracujemy nad wspólnym projektem, sporo na tym zyskamy, dużo więcej niż na strzelaniu fochów.

Oprócz współpracy jest i nauka zdrowej rywalizacji, czyli takiej, w której wykorzystujesz swoje konkretne umiejętności i argumenty, a nie dziwne gierki bądź zachowania typu tupanie nogami i bezradne płakanie. Sport uczy działania, wytrwałości, godzenia się z przegraną i traktowania jej jako wyzwanie, a nie ostateczną klęskę. A tego właśnie wielu kobietom brakuje – przyzwyczajane od dziecka do łagodności i uległości, nie są one w stanie zaryzykować, panicznie boją się przegranej, kompletnie nie widzą się w roli lidera.

Główka pracuje

Dziewczyny odciąga się od sportu z jeszcze jednego powodu – treningi niepotrzebnie odrywają od książek. Szkoda czasu na ganianie po bieżni, lepiej ten czas poświęcić na naukę, to się bardziej w życiu przyda. A to nieprawda, bo ćwiczenia rozwijają nie tylko mięśnie. Jeśli grasz w nogę, siatkę czy hokeja, nie wystarczy siła mięśni i szybkość w nogach, musisz też używać mózgu. Tak rozwija się myślenie taktyczne – żadna sztuka kopnąć daleko i mocno, sztuką jest kopnąć tak, by strzelić gola. W sporcie ważna jest spostrzegawczość, szybkie reagowanie, rozpoznanie przeciwnika, kontrola nad emocjami, umiejętność działania pod presją, a to bez wątpienia cechy, które przydają się w codziennym życiu.

Typowo dziewczyńskie zabawy nie uczą takich rzeczy, raczej rozwijają samą opiekuńczość, empatię, delikatność, co oczywiście jest bardzo dobre, ale fajnie, gdyby dodało się do tego jeszcze trochę waleczności. Kobiety często nie odnoszą w pracy wielkich sukcesów nie dlatego, że wstrętny patriarchat, ale przez zwyczajny brak śmiałości i strach przed porażką. Zaangażowanie się w sport może to zmienić. Może nawet pozytywnie wpłynąć na normalną naukę – badania przeprowadzone wśród amerykańskich studentek wykazały, że te trenujące mają statystycznie lepsze oceny od dziewczyn, które w ogóle nie zajmują się sportem. Widać to zwłaszcza w dziedzinach uchodzących za wybitnie męskie, jak matematyka czy fizyka, choć nie do końca chodzi tu o sam intelekt, raczej o wewnętrzne przekonanie, że da się radę.

Bo sport zwiększa pewność siebie. Każdy sportowy sukces przekłada się na wyższą samoocenę. I gdy dziewczyna widzi, że może biegać, skakać i rzucać tak jak chłopcy, to nie czuje już takiego przerażenia wchodząc na inne męskie poletka. Łatwiej jej uwierzyć, że mechanika jak najbardziej może być też dla bab, a w pracy da się rywalizować z mężczyznami jak równa z równym.

A właśnie, że mogę

Rywalizacja jest tym łatwiejsza, że sport uczy także samodyscypliny. Jak ktoś wyrobi w sobie nawyk wstawania codziennie o szóstej rano, żeby pójść na basen, bez względu na pogodę, humor i inne usprawiedliwiacze, jest wielce prawdopodobne, że szybciej zbierze się w sobie, by zapisać się na kurs doszkalający, korepetycje z języka obcego, studia podyplomowe. Znika po prostu gnuśność, i choć ma się więcej obowiązków, umie się też znacznie lepiej gospodarować swoim czasem.

I coraz mocniej się wierzy, że ten wysiłek ma sens. Pewnie, że siła fizyczna nie zawsze idzie w parze z siłą mentalną, niemniej mnóstwo kobiet odkrywa dzięki treningom swoją wewnętrzną moc. Kobiety są mało przebojowe po części i dlatego, że czują się słabsze fizycznie. To je onieśmiela, także na polu zawodowym. A sport to idealna metoda walki ze strachliwością, i nie chodzi wyłącznie o konfrontacje czysto fizyczne – treningi w większej grupie czy udział w zawodach pomagają przełamać strach przed publicznymi wystąpieniami, uporać się z kompleksami, zerwać z wizerunkiem zahukanej sierotki. Wystarczy posłuchać dziewczyn, które zaczęły na przykład startować w biegach masowych – w pewnym momencie zgrabna figura przestała być jedynym liczącym się plusem, sport stał się impulsem do poważnych życiowych przemian, zwiększył wiarę w siebie, zainspirował do kolejnych wyzwań. Może i te wszystkie wypowiedzi o pokonywaniu własnych słabości brzmią ckliwie i pretensjonalnie, ale nie zmienia to faktu, że wskoczenie w sportowe buty pomogło wielu kobietom wreszcie wyjść ponad przeciętność.

Siła też jest kobieca

Chłopcy muszą się wybiegać, wyszaleć, wykrzyczeć, dziewczyny od nadmiernej aktywności dziczeją. Ten dziwaczny mit wciąż pokutuje – jeśli dziewczyna koniecznie musi się ruszać, to powinna być to joga, pilates, ewentualnie taniec. Jak gdyby kobieta nie miała w sobie emocji, które chciałaby rozładować w agresywniejszy sposób. Ale nie wiedzieć czemu, gdy kobieta woli ‘męskie’ formy aktywności fizycznej, zaraz podejrzewa się ją o jakieś dziwne preferencje, zarzuca brak kobiecości albo nadmierną ambicję.

Jednocześnie tak niby cenioną kobiecą wrażliwość traktuje się jako słabość i pretekst do patrzenia na kobiety z góry. Bo rzeczywiście, jeśli dziewczynka jest uczona od małego, żeby nie biegać, nie pocić się, nie walczyć, a podrapane kolanko jest niebotyczną tragedią, trudno oczekiwać, by w przyszłości, jako dorosła kobieta, umiała ona wziąć się z problemami za bary. No jak, skoro ani razu nie upadła, nie potłukła się, nie zaryła noskiem w błocie, nie stanęła oko w oko z żadnym przeciwnikiem.

Oczywiście, sport nie jest żadną stuprocentową receptą na życiowy sukces, są przecież dziewczyny mega wysportowane, a jak miały siano w głowie, tak mają je nadal. Lecz gdy uzna się aktywność fizyczną za jeszcze jeden ważny element osobistego rozwoju, bardzo szybko da się zauważyć płynące z niej korzyści. Pewnie nie zawsze się wygra, ale przynajmniej będzie odwaga, by w ogóle stanąć do wyścigu.

7 KOMENTARZE

  1. Z tego co mi wiadomo, to kobiety nie ćwiczą bo głównie zależy im na schudnięciu, a nie wyrzeźbieniu sylwetki, a ćwiczeniami się tego nie osiągnie. Dla najlepszych efektów, najpierw należy zrzucić wagę, a dopiero potem ćwiczyć i się pocić. Pewnie, pocenie jest zdrowe bo oczyszcza organizm z toksyn, ale warto pamiętać że nadmierny wysiłek fizyczny także postarza organizm bo przyspiesza namnażanie się wolnych rodników, więc wszystko z umiarem 😀

    Zapraszam na koreańskie rozdanie u Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

  2. Nie wyobrażam sobie dnia bez treningu. Muszę się porządnie spocić, lepiej się czuję i mam dużo siły. Mam luksus,że mieszkam w takim miejscu, gdzie są lasy, mnóstwo lasów i codziennie idę z psami na długie wędrówki, a ponieważ są to lasy w górach, więc i w ten sposób mam sporo ruchu.
    Pozdrawiam serdecznie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here