Dlaczego tak trudno nam zakończyć toksyczny związek?

30

Istnieje pewien paradoks, który naprawdę trudno zrozumieć. Tkwienie latami w związku, mimo braku satysfakcji. Pozwolenie na poniżanie i nierzadko przemoc, ignorowanie sygnałów ostrzegawczych. Całkowite zatracenie się w bólu i smutku, z absurdalną wiarą, że toksyczny związek to najlepsze, na co można liczyć.

Dlaczego tak wiele kobiet latami nie odchodzi od mężów despotów? Skąd powszechna łatwość wybaczania kolejnych zdrad, skąd poczucie, że nie zasługuję na więcej? I dlaczego tak wiele z nas łudzi się, że on się zmieni?

Boję się, że nie ułożę sobie życia na nowo

Toksyczny związek rzadko jest taki od początku. Nie zakochujemy się przecież w despocie, osobie, która nas nie szanuje, poniża. Na wstępie jest miło, romantycznie, bajecznie. Typowe motyle w brzuchu, zauroczenie, przyjemność ze wspólnie spędzanego czasu i odkrywania własnych ciał.

toksyczny związek

Problemy zaczynają się pomału. Najpierw jedna sytuacja. On pijany mówi kilka słów za dużo. Przeprasza. Na powtórkę nie trzeba zazwyczaj za długo czekać. Tym razem to nie słowa ranią, ale gesty, za mocne chwycenie, potrząśnięcie za ramiona, odepchnięcie…Trzaśnięcie drzwiami. To nic. Przecież nie uderzył. Nic się nie stało. Kolejnym razem jest gorzej, tym razem on nie wytrzymuje i wymierza policzek. Bo przecież była niewdzięczna. Za chwilę przestraszony płacze i obiecuję poprawę. Co z tego, skoro bardzo szybko skrucha mija…a okazja znajdzie się zawsze.

W toksycznym związku co chwilę przekraczane są kolejne granice. Krok po kroku w taki sposób, że zachowania, które początkowo szokują, stają się normą. W chory sposób zaczynamy się do nich przyzwyczajać.

Jest coś jeszcze, typowe dla toksycznych relacji – izolowanie partnerki od rodziny i bliskich. Tak, by była zdana tylko na partnera. Ten fakt również utrudnia zakończenie związku, bo jak to zrobić, skoro mam tylko jego?

Im dłużej toksyczny związek trwa, tym strach przed nowym życiem jest większy. W myśl zasady – jest jaki jest, ale jest mój. A niepewna wizja przyszłości jest nie do wytrzymania.

Ale ja go kocham

Zapłakany głos w słuchawce. Prośba o pomoc. Mąż wrócił zdenerwowany z pracy, awanturuje się. Na miejsce przyjeżdża patrol policji. Doświadczeni funkcjonariusze wiedzą, jak to się skończy. Mężczyznę otrzeźwi widok funkcjonariuszy, a kobieta…odmówi zgłoszenia zawiadomienia o pobiciu. Ponieważ go kocha….Nie chce problemów.

Poza tym sam mężczyzna przekonuje swoją partnerkę wyznaniami: „nikt nie będzie Cię kochał tak, jak ja”, „nasz związek jest trudny, ale prawdziwy”, „jesteśmy dla siebie stworzeni, może nie idealni, ale znamy się najlepiej…”.

Nie brakuje też chwil, kiedy jest po prostu dobrze. I w takich momentach naprawdę można uwierzyć, że trudne momenty to tylko wyrzeczenia, że warto je przetrwać dla dobra wszystkich…

Kobieta tkwiąca w toksycznym związku zapomina jednak, że problemy w normalnych relacjach nie wyglądają tak, jak w toksycznych. I naprawdę nic nie usprawiedliwia przemocy fizycznej, czy wyzwisk pod tytułem „szmata, kur..” czy gróźb, że „zabiję Cię, jeśli…”. Tłumaczeniem dla nich nie może być alkohol, stres, trudny okres w życiu. Tego po prostu się nie robi. Zwłaszcza bliskiej osobie.

To prawda, że w każdym związku są kryzysy, ale w normalnej relacji nie kończą się one siniakami na twarzy.

Nie chcę być sama

Istnieje dziwne przekonanie wśród wielu kobiet, które naprawdę trudno zrozumieć – nie chcę być sama, mam jego, zawsze to facet. Nie jest idealny, ale jest. Innymi słowy, nieważne jaki, ważne, że jest. Nie chcę być sama, bo samotne kobiety mają gorzej.

Takie przekonanie nie są wcale rzadkie. Mają bezpośredni związek z wychowaniem i dorastaniem w wierze o wyższości mężczyzny nad kobietą. Niezwykle trudno z nimi walczyć, bo są tak ugruntowane, że nie da się ich pozbyć. Jedyny sposób to psychoterapia.

Nie znam siebie

Toksyczny związek zmienia każdego. Zmiana może mieć kształt rewolucji. Nie wiedzieć kiedy przebojowa, uśmiechnięta i ambitna kobieta zmienia się w szara myszkę, zaniedbaną, skuloną i przestraszoną osobę, która nie wierzy w siebie.

Po latach prawdziwej tyrady psychicznej kobieta zaczyna bowiem wierzyć, że to, co słyszy o sobie to prawda, że jest niewiele warta i nie zasługuje na nic więcej niż to, co ma. Wierzy, że mąż ma prawo ją poniżać, bo ona na to zapracowała, że ma prawo jej mówić przykre rzeczy, że bije, bo ona go sprowokowała – wyglądem, zachowaniem, zaniedbaniem.

Zależność finansowa

Dlaczego nie kończymy toksycznego związku?

Często z powodów prozaicznych. Zależności finansowej, braku perspektyw na samodzielne życie. Z obawy, że sobie nie poradzimy, boimy się zmian. Wszystkie te lęki są naturalne i jak najbardziej zrozumiałe. Jednak nie wolno się im poddać. Tkwiąc latami w toksycznym związku, niszczymy siebie i dzieci. Tak o tym pisze Kasia:

W moim związku, początki były świetne. Potem już tylko terror psychiczny. Trwałam w tym związku latami (do śmierci męża). Efekt…przeszłam dwa zawały, depresja i dwoje znerwicowanych dzieci! Nigdy sobie tego nie wybaczę, że je tak skrzywdziłam, tkwiąc w tak toksycznym związku.

Pomóż sobie…a może też jemu?

Jeśli tkwisz w toksycznym związku, pierwszy krok to poszukanie pomocy. Tak. Musisz poszukać pomocy, bo szansa, że poradzisz sobie sama jest minimalna.

Jeśli nie znajdziesz wsparcia z zewnątrz, nic nie zmienisz. Nawet jeśli chcesz ratować tę relację (co w nielicznych przypadkach jest możliwe), zacznij od siebie. Kolejny krok to ewentualna pomoc partnerowi, który może prezentować osobowość borderline lub narcystyczną. Jeśli jest ojcem Twoich dzieci, możesz chcieć mu pomóc, nawet nie po to, by tworzyć z nim związek, ale ze względu na dzieci…

Dobry psycholog pomoże Ci spojrzeć na sytuację z boku.

Zacznij od zmiany siebie, własnych wyuczonych zachowań, naucz się rozmawiać z osobą toksyczną.

Podstawy to:

  • wycisz emocje przed rozmową,
  • zachowaj spokój, nie przerywaj,
  • sparafrazuj to, co usłyszałaś: „czyli uważasz, że absolutnie nic nie zrobiłam przez cały dzień, tak?” – dzięki temu rozmowy nie będą opierać się na domysłach, unikniesz niezrozumienia i konsekwencji tego,
  • powiedz o swoich uczuciach – „To, co mówisz, wywołuje mój sprzeciw. Nie zgadzam się z tym”.
  • powiedz o swoich oczekiwaniach „Oczekuję, że następnym razem Ty poodkurzasz i będziesz zauważał, co robię w domu”.
  • trzymaj się konkretów, nie daj się ponieść emocjom, nie warto ich tracić dla toksyka.

Jeśli oprócz agresji słownej partner stosuje przemoc fizyczną i materialną, zbieraj dowody na to, że tak się dzieje: nagrania, obdukcje. Jeśli nie umiesz odejść od razu, zrób wszystko, by sobie to ułatwić później. Niezależnie od sytuacji jak najszybciej poszukaj pomocy u psychologa.

 

Wieloletnie tkwienie w toksycznym związku. Pozwalanie na poniżenie siebie i nierzadko dzieci. Przemoc fizyczna i psychiczna. Niereagowanie na krzyki, obelgi, puszczanie mimo uszu gróźb. Milczenie lub wypłakiwanie strachu w poduszkę. Samotność i poczucie beznadziei. Przemoc ekonomiczna i ciągłe łudzenie się, że będzie lepiej…Przekonanie, że nie mam dokąd pójść, że nie zasługuję na lepsze życie…Przy tym całkowita stagnacja. Dlaczego?  Często dlatego, że toksyczny związek uważany jest za…normalny. Nie przez otoczenie, bo ono widzi i często reaguje, ale przez samą osobę, która w nim tkwi.

30 KOMENTARZE

  1. Często też chodzi o zwykłe przyzwyczajenie, o którym w sumie też wspominasz. Na szczęście nie znam nikogo kto żyje w takim związku. Współczuję takim kobietom, oraz mężczyznom bo w drugą stronę też można się z tym spotkać- o wiele rzadziej ale można.
    Pozdrawiam

  2. Nie zawsze znajdziesz pomoc. Ja po 20 latach znęcania się nade mną przede wszystkim psychicznie ( kilka razy próbował fizycznie) zlozylam zeznania na policji, założyli niebieską kartę. Powiedziałam jak było i że uważam ten związek za definitywnie skończony. On jest teraz w drugim pokoju, ja z synem. Panie z OPS stwierdziły że nie jestem typem ofiary i zamknęły kartę. Teraz sąd rodzinny chce ograniczyć prawa rodzicielskie. Zawsze przy niebieskiej karcie interweniuje sąd rodzinny i proszę mi uwierzyć że patologia nie jestem. Tylko ja o tym wcześniej nie wiedziałam. Teraz uważam że taka kobieta musi sobie radzić sama jeśli nie chce walczyć dodatkowo z sądami. Musi być bardzo odważna. Taka mamy pomoc w Polsce.

  3. Bo ty naprawdę kochasz? Bo trudno dopuścić myśl, że tak jest? Bo myślisz, że się zmieni? Bo myslisz, że nie dasz rady? Bo są dzieci? Bo nie dopuszczasz do siebie myśli, że to prawda?
    Tak właśnie jest, a on ma Cię gdzieś jest z Tobą bo mi dobrze, bo zrobisz wszystko pod nos, bo myśli, że mu wolno wszystko, a ty jesteś kobietą więc to twój obowiazek. Tak właśnie wytrzymałam 14 lat i powiedziałam w koncu dość i nie żałuję ja i moje troje dzieci.😉

  4. Ważne żeby zareagować w pore i nie dać się zniszczyć, trzeba znać swoja wartość. Ja mam male dziecko i sie uwolinilam. Lepiej byc samej i skromnie żyć niż dać się zniszczyć. Na początku trudno ale potem czlowiek jest pewny że podjął właściwą decyzje. Nikt nie jest doskonały, ale każdy czlowiek ma prawo do godnego życia

  5. Sąd stwierdził że to mpja wina też o że nie może tego potraktować jak rozwód z winy męża bo to ja pozwoliłam na to żeby dzieci były w takim środowisku rodziców skłóconych

  6. Trudno z wielu względów, dla każdego będzie to coś innego, nie zrozumie ten kto nie przeżył na własnej skórze. Grunt to się z tego uwolnić… i cieszyć spokojem

  7. „Bo zupa była za słona,z resztą przecież ty i tak nie potrafisz gotować,klopsy ze słoika są lepsze….do niczego się nie nadajesz ,nic nie potrafisz zrobić dobrze”itp.moglabym wymienić tysiące ,miliony podobnych sytuacji,ale w końcu powiedziałam koniec,o wiele za późno,bo kupę lat zmarnowalam,ale warto było,teraz to wiem i wiem,że już nigdy więcej nie dopuszczę i nie pozwolę na taki związek,nie warto,a samej radzę sobie o wiele lepiej ,nawet nie przypuszczałam,że tak dobrze z tym wszystkim sobie poradzę,a jednak…..w końcu czuje ,że żyje….ps.16 lat związku

  8. Czytam to i nie dowierzam , aż jestem zdziwiona , jak bym to ja sama pisała i o mnie pisano , życze wszystkim krzywdzonym kobietom dużo odwagi , Ja po 22 latach małżeństwa z 3 dzieci w tym jedno juz na studiach a najmłodsze prawie 4 latka i odeszłam a raczej wyżuciłam męża .Jaka Ja jestem teraz szcześliwa .Polecam

  9. Uwierzcie …nic się nie zmieni. Tylko będzie wydawało nam się że jest lepiej… ja odeszłam. Postanowiłam zawalczyć o swoje zdrowie psychiczne i szczęście oraz spokój.

  10. Bo nadzieja umiera ostatnia… No i często boimy się zadawać pytania, na które usłyszymy niewygodna odpowiedź… Taka, która nie pozwoli nam się łudzić… To pewien mechanizm obronny. W końcu najprościej zostać w rzeczywistości która znamy, nawet jak jest słaba, niż rzucić się w nieznane…

  11. Żyjemy zludzeniami to jest tzw współuzależnienia,to chore emocje nami kierują,cierpimy boimy się odejść bo boimy się zmian jesteśmy słabi, ale jak już odejdziemy przeżywamy załamania,depresję A po jakimś czasie okazuje się to najlepsza decyzję w życiu i żałujemy że nie zrobiliśmy tego wcześniej więc na każde rozstanie przychodzi czas każdy musi sam do tego dorosnąć i zdecydować

  12. Ja tak poprostu uciekłam zabierając dzieci było nam bardzo ciężko wiem teraz że to było najlepsze co zrobiłam w swoim życiu

  13. Dobre pytanie?bo kwestia przyzwyczajenia się do toksyka i manipulanta???zabezpieczenie finansowe?albo po prostu to odpowiada kontrole na każdym kroku..10 tel z bzetami ..trudno pojąć i zrozumieć głupotę ludzką

  14. W pierwszej kolejności jest nam nawet trudno zdiagnozować, że w takim czymś tkwimy,bo na zmianę jesteśmy bombardowane miłością,a potem(w najlepszym wypadku)milczeniem lub wyzwiskami.I ciągle mamy głupia nadzieję,że on się jednak zmieni i będzie tym na kogo pozował na samym początku.

  15. Wcale nie jest trudno. Wystarczy mieć łeb na karku, znać swoją wartość i granice. I jeśli zaczynamy czuć, że facet w jakiś sposób zaczyna wpływać destrukcyjnie na nasze życie to po prostu mówimy narazie, chyba Cię chłopie poje…ło. Kobiety na litość boska uwierzcie w siebie

  16. Kazdy inny jest zakończyć łatwiej nawet jak sie kocha ale toksyczny najtrudniej…. Niestety to inni ludzie i inne schematy. Kto nie przeżył nie zrozumie .

  17. Ja cały czas tkwię w przekonaniu że się zmieni. Co dzień czekam na te nikłą iskrę poprawy i co dzień tłumacze sobię że jutro

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here