Dorosła córka toksycznej matki, czyli o dramacie, który nigdy się nie kończy

16

Dorosła córka toksycznej matki nie ma łatwego życia. Jest na straconej pozycji, uwikłana w relację, która nie kończy się nigdy. Na zawsze pozostaje w niej żal i poczucie wybrakowania, nawet gdy mamy już nie ma i co najwyżej można ją odwiedzić na cmentarzu. Odrzucenie przez własną mamę – psychiczne czy fizyczne – boli tak samo. Można nauczyć się z nim żyć, ale zadra, która przeradza się w bliznę w sercu zawsze zostaje.

Córka toksycznej mamy ma trudniej

Córka toksycznej mamy zawsze pozostaje niezrozumiana – przez jedną z najważniejszych osób w życiu i osądzana – przez wszystkich naokoło.

Bo jak można odpuścić sobie matkę, nie odwiedzać lub spotykać się bardzo rzadko? Co z Ciebie za córka, mówią? Lub milczą i patrzą znacząco, dodając w myślach lub na głos, że za takie traktowanie matki odwdzięczą Ci się własne dzieci. Bo patrzą i…zapamiętują. Ale czy rzeczywiście?

Szacunek, który się należy

Panuje przekonanie, że szacunek należy się z samego faktu bycia mamą. Bo urodziła, nie utopiła, nie udusiła, wychowała, jak umiała. Na pewno się starała. I chociażby z tego powodu należy mamie dziękować, przychylać jej nieba, wspierać, itd.

To jedna z teorii. Druga brzmi całkiem inaczej. Mianowicie, że dziecko na świat się nie pchało. To rodzice powołali je do życia. I już z tego prostego faktu wzięli na siebie obowiązki: opieki i wychowywania. Każdemu dziecku to po prostu się należy. I to nie kwestia dyskusyjna.

Można odwrócić logikę pod tytułem – każdą matkę należy kochać i szanować. Skoro mamy dziękować losowi, że się urodziliśmy, a ktoś nam potem zmieniał pieluchy, to dlaczego nie mamy narzekać na to, że nie trafiliśmy do rodziny, w której byłybyśmy więcej tulone, wysłuchiwane, szanowane? Czy mamy myśleć, że mogło być gorzej, czy o tym, że zasługujemy na znacznie więcej, po prostu na zdrową, normalną relację, której nie miałyśmy?

Szanuj dziecko swe

Są dzieci niewdzięczne, zepsute, trudne. Jednak to rolą rodziców jest ich wychowywanie. Co prawda mama czy tata nie mają niestety wpływu na wszystko, mogą jednak wiele.

Po pierwsze powinni szanować swoje dziecko.

To prosta zależność. I nie ma tu właściwie innej możliwości. Dzieci uczą się szacunku do rodziców, gdy same go dostają. Gdy nie są szanowane, istnieje większe ryzyko, że także nie będą szanować bliskich.

Po drugie dziecko powinno mieć poczucie, że może być sobą, że zostanie wysłuchane, zrozumiane. Niezależnie co się stanie, będzie kochane. Dziecku należy się miłość bezwzględna, bezwarunkowa, pełna, niezależna od wszystkich przeciwności losu.

Niestety toksyczne matki  nie potrafią tego dać swoim dzieciom. Dlaczego? Zazwyczaj dlatego, że same nie dostały tego od swoich rodziców. Być może ich własna mama była trudna, niedostępna emocjonalnie, nie dostrzegała, nie doceniała. I w ten sposób stworzyła dziecko niedostępne emocjonalnie, wycofane, często po latach nauczone, jak ukrywać emocje.

Toksyczna matka zazwyczaj nie ma kontaktu ze swoimi uczuciami (jedyne, co ją przepełnia to złość), chwali się, że jest spokojna, zawsze opanowana, choć bardzo często za jej spokojną miną kryje się wielki gniew. Nie musi mówić nic, a można usłyszeć jej krzyk w gestach i bezwzględnym odrzuceniu. Chwali się, że nie płacze, bo jest silna, tymczasem brak kontaktu z własnymi łzami to ostrzeżenie, temat, nad którym powinna się pochylić. Bo skoro nie płacze nigdy, to znaczy, że nie czuje w pełni… Stoi jak dziecko przed sklepem, przez szybę obserwując słodycze i smakując je. To bezpieczna pozycja, ale mdła i pozbawiona wyrazu.

Toksyczna matka, odrzucająca siebie i własne emocje, nie umie porozumieć się z najbliższymi. Odrzuca córkę tym mocniej, im bardziej się ona od niej różni. Im bardziej córka czuje, jest wrażliwa, tym bardziej od niej się izoluje. Nie potrafi znieść jej naturalności, spontaniczności i prawdziwości. Nie lubi jej…dlatego ją krzywdzi.

Niektóre toksyczne mamy są inne – manipulują emocjami, płaczą z byle powodu, udają smutne, w ten sposób kontrolując otoczenie i wymuszając pełne posłuszeństwo. Bo ma być tak, jak one chcą, lub wszyscy pożałują.

Co będzie dalej?

Toksyczna matka musi uzmysłowić sobie swój problem. Tylko to pozwoli jej rozpocząć trudną pracę nad sobą.

Córka toksycznej matki z kolei powinna zrozumieć, że potrzebuje pomocy, wsparcia. Niestety będzie całe życie borykać się z niższym poczuciem wartości, niepewnością, brakiem wiary, że zasługuje na miłość. Może co prawda wiele zmienić, ale potwory przeszłości zawsze będą gdzieś kryć się w szafie…

Jeśli nie przepracuje przyszłości, może mieć ogromne problemy w relacjach partnerskich…Niestety istnieje ryzyko, ze skrzywdzi własne dzieci. Dlatego tak ważne jest, by działać i zadbać o siebie. Najlepsze, co można zrobić to przerwać łańcuch toksycznych wzorców zachowania i wychować swoje dzieci w innej atmosferze. To jest ta wygrana – o którą trzeba walczyć z całych sił!

16 KOMENTARZE

  1. Toksyczna relacja z matką może być zarówno pełna krzyków, agresji oraz przemocy, jak i milczenia i obojętności. Może także wpływać na najważniejsze życiowe wybory – męża, żony czy ścieżki zawodowej i odbijać się echem przez całe życie…

  2. Niestety przerwanie tego łańcucha nie jest wcale proste i często mimo nie małego wysiłku włożonego w obronę przed powielaniem negatywnego wzorca, nie zawsze udaje się przed tym ustrzec i mimo starań wpada się od czasu do czasu w zasadzkę wyniesionych wzorców.

  3. Oj to prawda,znam to dobrze z własnego doświadczenia,tylko mam pytanie – dlaczego odnosi się tylko do jednej córki ( do mnie,pierworodnej)?Mam jeszcze 2 młodsze siostry,a one tego odtracenia nigdy nie zaznaly?

  4. Najgorsze co może spotkać dziecko to toksyczna matka .Jestem córką toksycznej matki do końca życia będę nosić ból i uraz. Dopiero zrozumialam jak wygląda życie gdy opuscilam toksyczna matkę. Trzeba od toksykow “uciekać “tylko w ten sposób możemy uratować siebie

  5. To najgorsze co matka może zrobić córce . No ale cóż . Później tylko droga terapia jeżeli wogole na nią trafi i próba życia poza tym wszystkim i bez tego bagażu

  6. Mam i ja 👍
    Myślałam, że na starość odpuściła, ale dzie tam 🤣
    Odrabiałam ostatnio z synem lekcje, ona dołączyła i tam od zadania do zadania wyszło, że nie potrafię pisemnie dzielić. Bo nie potrafię i już 😁😝. Spojrzała na mnie tym swoim wzrokiem pełnym pogardy, a ja niewiele myśląc rzuciłam “i co, zawiodłam ciebie znów?”. Nie zgadniecie, co odpowiedziała 🤣🤣🤣. A zresztą zgadniecie 🤦‍♀️🤷‍♀️. Mam to w tyle, co ona o mnie myśli, gorzej, że nie radzę sobie w relacjach z innymi. Ciągłe odrzucenie, krytyka, źle spojrzenia, znów nie dałam rady…
    Tak, to tylko moje projekcje i mam świadomość, że rzeczywistość może być inna od tego, co ja widzę swoimi chorymi oczami i co czuję swoją pokaleczoną duszą.

  7. Nie wystarczy spłodzić, by być ojcem. Nie wystarczy urodzić, by być matką.Nieważne jak wygląda moje drzewo genealogiczne, ale ja decyduję o tym, kto jest moją rodziną, a kto nie i nikomu nie jestem winna nawet szklanki wody.

  8. W przekonaniu mojej rodzicielki ( matki tylko z nazwy ), cörka jest tylko objektem do zasobu jej potrzeb. Nie potrafi i nie chce dostrzec cörki jako indywidualna istote , röwniez pelna potrzeb i tesknot…Wczoraj zdecydowala, ze nie rozumie dlaczego ma takie niewydarzone dzieciaki ( dot. mnie i mojej siostry )…

  9. To bardzo ciężka praca ale ciężko też potem już po własnej krucjacie pracować na linii toksyczna babcia/matka- świadoma matka/córka-nieświadome wnuki/dzieci żeby je chociaż uchronić,żeby ich nie zdążyła zniszczyć

  10. Mnie odrzucili oboje rodzice..bo byłam tylko córką. Córki są nic nie warte i do niczego nie są potrzebne według moich rodziców. Interesowali ich tylko synowie. Tylko ja byłam bita, wręcz katowana, wyzywana, poniżana. Złamali, zniszczyli mnie psychicznie. Dopiero teraz próbuję dochodzić do siebie, w wieku 56 lat i bardzo, bardzo daleko od nich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here