Im mam więcej lat, tym bardziej doceniam naturę

9

Jeszcze 20 lat temu wypoczynek w prawdziwej głuszy byłby dla mnie mordęgą, katorgą nad katorgami, czymś, czego zdecydowanie nie zniosłabym zbyt długo. Wiem, jak myślałam gdy dopiero zaczynałam mieć „(20)-dzieścia lat”, bo jeszcze pamiętam (wysyłam Wam w tym momencie uśmiech, szeroki i to bardzo). Im więcej ludzi, tym lepiej, im głośniejsze imprezy, tym bardziej udane, a gdy są wakacje musi ciągle się coś dziać jak w młynie, bez ustanku. Zero spoczynku, ciszy i chwili wytchnienia. Pełna torpeda i ani momentu na nostalgię. Plan działania i wyciskanie z dnia, ile się da. Taki aktywny wypoczynek ma wiele plusów, ale ma też pewne drobne mankamenty.

Być może dlatego po latach moje podejście się nieco odmieniło. To nie tak, że przestałam chłonąć rzeczywistość jak gąbka. Raczej nauczyłam się odpoczywać na wiele sposobów. I to otworzyło mnie na nowe. Nie stałam się pustelniczką, ale już rozumiem urok i fenomen małego białego domku z dala od cywilizacji. Lubię ciszę, szum drzew, piękno natury. Coś, co kiedyś było dla mnie nudne i zbyt monotonne, dzisiaj staje się często rzeczywistością, której bardzo potrzebuję. I o którą dopomina się moje ciało!

Czasami wolę zdecydowanie to, co stworzyła Matka Natura niż człowiek. Co nie znaczy, że głośne imprezy są mi obce, bo nie są. Jednak proporcje są nieco odmienne. I wiecie co, dobrze mi z tym.

Kiedyś bym tego nie napisała, ale teraz już mogę, bo właśnie tak czuję.

  1. Lubię nie robić nic. Siedzieć i odczuwać. Nie potrzeba mi do tego zbyt wiele. Wystarczy święty spokój, to wyjątkowo mocno mnie regeneruje.
  2. Czasami wybieram się na wakacje od ludzi. Wystarczą mi najbliżsi i bardzo wolne tempo życia. W kategorii – wsłuchania się w siebie. Życie zgodnie z tempem bicia serca. Właśnie wtedy, kiedy ono kojąco spowalnia i nagle okazuje się, że właśnie tak jest najlepiej.
  3. Dużo bardziej od wymuszonych imprez w towarzystwie, które w pełni akceptuję tylko po kilku głębszych wolę bycie blisko zachodów słońca, rozgwieżdżonego nieba i płonącego ognia w ognisku.
  4. Ładuję akumulatory, słuchając szumu drzew i śpiewu ptaków niż głośnej muzyki (to drugie czasami oczywiście też).
  5. Już rozumiem, jak to jest przytulać się do drzew i myśleć o tym, jak długo rosną te najwyższe i jak wiele widziały.

Natura jest piękna. Mam wrażenie, że potrafię docenić jej urok dopiero teraz. To nie tak, że wcześniej się nie zachwycałam, bo widziałam i czułam. Jednak mam wrażenie, że bardziej powierzchownie, teraz częściej czuję głębokie przywiązanie do tego, z czego pochodzimy. I nie wypieram się już swoich korzeni. Nie bagatelizuje też ich znaczenia.

Z wiekiem po prostu dobrze mi z tym, gdy widzę potęgę przyrody. Jestem małym jej elementem. Ta myśl może nieco przerażać. Może też uzbrajać w poczucie odpowiedzialności za to, co się dzieje wokół nas. I ja wybieram tę drugą opcję.

9 KOMENTARZE

  1. W samo sedno. Nigdy jak dotąd nie słyszałam takiego śpiewu ptaków i nie zachwycałam się ich różnorodnością. Nie zauważałam uroku chmur na niebie.. tak – świat wygląda inaczej z punktu widzenia metryki 50 plus i jest coraz piękniejszy. Pomimo tego że tempo życia codziennego przyspiesza i czasem dołuje to apetyt na życie rośnie. Wspaniałe!

  2. Ja też uwielbiam ciszę ale taką od miast i ludzi. Mogę całymi dniami siedzieć na tzw zadupiu nie mając kontaktu z ludźmi. Tłum mnie męczy (troje to już tłum)

  3. Chyba jestem dobrym przykładem na to co natura robi z człowiekiem. Ja jestem uzależniona od przebywania z nią, uwielbiam budzić się i patrzeć na góry, wodę, słuchać siewu ptaków, szumu potoków… To jest coś pięknego co mnie ładuje i wycisza…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here