Jak bardzo odeszłaś? Na którym etapie jesteś?

22

Na początku było pięknie. Wiadomo. Motyle w brzuchu. Ekscytacja połączona z lekkim stresem i niepewnością. Można było całymi dniami nie wychodzić z łóżka. Każde rozstanie bywało długie i bolesne, a kilka godzin bez partnera jak największa udręka. Takie szaleństwo z oczywistych względów nie mogło trwać zbyt długo, dlatego Matka Natura zadbała, żeby dość szybko się kończyło. Zawsze.

Co jest dalej? Gdy hormonalny koktajl wykipi?

To już zależy od nas. Dla jednych każdy następny rok razem to kolejne ogniwo, które silnie spaja. Dla innych krok w tył, wycofujący z relacji i sprawiający, że coraz więcej nas dzieli niż łączy.

Związek zazwyczaj rozpada się etapami, podstępnie, usypiając naszą czujność (przeczytaj – kobieta odchodzi powoli). Po latach budzimy się z przerażeniem obok osoby, która kiedyś była nam najbliższa, a teraz wydaje się obca. Jak to się stało? Dlaczego?

Na którym etapie jesteś dzisiaj?

jak bardzo odeszłaś

 

Pocałunki przestają być normą

Pocałunki stają się coraz krótsze. Nie z pośpiechu, braku czasu czy zdenerwowania, ale z braku potrzeby. Coraz mniej się całujemy. Długie namiętne pocałunki stają się zawsze wstępem do seksu. Tak bez okazji, tak po prostu? Już nie. Bo i po co?

Na początku jest tylko cmok w usta na dzień dobry i do widzenia. Później nie wiedzieć kiedy zamienia się w całus „ciotki” w polik lub czoło (jeszcze gorzej). Długie, relaksujące przytulenia zmieniają się w pośpieszne uściski, a z czasem jedynie w poklepaniu po plecach, czy w pomachanie na do widzenia.

Coś, bez czego kiedyś nie wyszlibyśmy z domu, teraz już nie jest potrzebne. Można rzucić „cześć” nawet bez „kochanie” w przestrzeń i wyjść. Nie patrząc sobie w oczy.

Rozmowy czy komunikaty?

Długie rozmowy zamieniają się w krótkie komunikaty. Z partnerów mocno zaangażowanych w związek stajemy się nastolatkami, u których zawsze jest dobrze, a w szkole, tfu w pracy nic się nie dzieje.

Nie czujemy już potrzeby odbywania długich rozmów. Jedynie dowiadujemy się, czy druga osoba odebrała dzieci, zaprowadziła auto do naprawy, wyszła z psem, przygotowała kolację i zrobiła zakupy.

Nie masz potrzeby, by podzielić się z partnerem czymś ciekawym. Nie dzwonisz, gdy coś się wydarzy. To może poczekać…potem i tak zapominasz mu o tym powiedzieć. Przecież i tak nie zrozumie. Lepiej pogadać z przyjaciółką, czy z…kolegą w pracy.

Nie mam czasu

Wszystko wydaje się ważniejsze. Sen zamiast seksu, raport w pracy zamiast randki, kłopoty dziecka zamiast problemów męża. W głowie już na dobre zadomawia się myśl, że on może poczekać. Przecież nie jest dzieckiem, zrozumie. Rzeczywistość jest zbyt wymagająca. Nie sposób mieć wszystkiego, a żeby nadążyć, to trzeba z czegoś zrezygnować. Wymówki same wysypują się z głowy…

Po co się stroić? Starać jakoś specjalnie? Przecież to mój chłop, zna mnie od dawna, nie będę wariować. On też w dresie i brudnej koszulce. Przecież sami swoi w domu..

Kwiaty? Po co. Szkoda pieniędzy. Restauracja w knajpie? Nie ma czasu, zresztą lepiej zjeść w domu. Koncert? To już było. Wyjazd bez dzieci? Co my razem będziemy robić tyle dni?

Widzę innych…znowu

Jesteśmy tylko ludźmi. I pewne rzeczy dostrzegamy, czy nam się to podoba, czy nie. Na przykład, że ten kolega z biura to niezłe ciacho, zawsze zadbany, dobrze ubrany. I…jaki błyskotliwy, jak z nim się świetnie rozmawia. Przyjemnie spędza się razem przerwy. W końcu to nic takiego. Dzwoni często po pracy? Bo jest odpowiedzialny, chce dobrze przygotować ten projekt. A „stary” (dawniej „kochany”) nawet nie potrafi wstawić szklanki do zmywarki. Ile bym nie powtarzała, on zawsze zapomina. To drobiazg, ale skoro nawet tego nie potrafi dla mnie zrobić!

W końcu sama wstawiam szklankę. Ten raz i setki innych.  Piorę też, sprzątam, wkurzam się, ale zaciskam zęby. Dla dzieci, dla świętego spokoju. Zasypiam pierwsze wieczorem, bo nie chcę z nim być. Jestem zmęczona.

I co, to właśnie tak ma wyglądać? A gdzie w tym wszystkim ja?

Moje „ja” odpływa ze związku na fali frustracji i rozczarowania. Wydaje się, że przestałam istnieć jako kobieta. Rozmyłam się.

Ale nie…

Znajduje je w uśmiechu innego mężczyzny, w zainteresowaniu kolegi w pracy, w porównywaniu do życia innych, w przekonaniu, że mogłam lepiej trafić…I wtedy dostrzegam, że już odeszłam. Nie ma mnie już z nim. Jestem tam. Gdzieś indziej. Być może za jakiś czas z drugim NIM. Z wiarą, że tym razem będzie inaczej. Lepiej.

22 KOMENTARZE

  1. Einstein kiedyś powiedział że szaleństwem jest robić coś tak samo wiele razy spodziewając się innego efektu. Kobiety szukają miłości idealnej, faceta który nie przestanie o nas dbać nie widząc że on jest z natury nastawiony na własne dobro i leniwy, leniwy, leniwy… Mężczyzn którzy dbają latami o swój związek, dom, kobietę znam tylko z opowieści… Kobiet. Mam wrażenie że związek jest tak szczęśliwy jak bardzo wmówi to sobie kobieta.

  2. 10 lat razem ale rozmowy nie mają końca, Pocałunki a tak sobie gotując obiad w kuchni ,mój mąż, moja żona, nie zapominamy że to my a nie ja albo on.

  3. To wszystko jest za szybko….zauroczenie i potem nagłe milczenie. BARDZO bolesne, bowiem w tej dzikiej teraźniejszości za szybko następuje zmiana partnera! Niewiarygodnie jak szybko można zapomnieć o drugiej niegdyś tak ważnej i kochanej osobie….żal i ból ogromny

  4. Sto lat za związkiem. Na szczęście. Patrząc wstecz, to gdyby nie dzieci, powiedziałabym głośno: zmarnowane 20 lat życia. Obustronnie.

  5. Hmmmm u mnie jakoś 11 lat razem i…nie odeszliśmy od siebie za daleko. Być może to kwestia tego, że nie zapomnieliśmy, aby się starać?
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

  6. To wszystko jest za szybko….zauroczenie i potem nagłe milczenie. BARDZO bolesne, bowiem w tej dzikiej teraźniejszości za szybko następuje zmiana partnera! Niewiarygodnie jak szybko można zapomnieć o drugiej niegdyś tak ważnej i kochanej osobie….żal i ból ogromny pozostaje…

  7. Przestałam się starać, przestałam się „czepiać” czyli interesować. Cieszy mnie bardziej to że go nie ma jak jest, jestem dużo spokojniesza jak jest pracy niż w domu. Przestałam pytać co jest kłamstwem a co prawda, bo nie jest na tyle odważny by się przyznać. Przestałam oglądać nagranie z naszego wesela i drukować jakiekolwiek wspólne zdjęcia (o ile jakieś mamy), już nawet zapomniałam co to znaczy za kimś tęsknić…

  8. Sto lat za związkiem. Na szczęście. Patrząc wstecz, to gdyby nie dzieci, powiedziałabym głośno: zmarnowane 20 lat życia. Obustronnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here