Jak rozmawiać z osobą ciężko chorą?

6

Nowotwór, czy poważna choroba serca. Widmo śmierci. To nas przytłacza. Nie tylko wtedy, kiedy dotyczy nas samych, ale również w sytuacji, gdy problem zdrowotny dotyka bliskiej nam osoby. Zaczynamy się bać. Nie wiemy, jak być obok, jak wspierać, jak z kimś rozmawiać, żeby nie było banalnie. Przecież nie powiemy, że „to nic”, „wszystko będzie dobrze”. A jeśli nie będzie? A może nie poruszać tego trudnego tematu? Udawać, że nic się nie dzieje? Tylko jak to zrobić, gdy widzimy zmieniony wygląd drugiej osoby i jej cierpienie?

Jak się zachować, gdy choruje nasza znajoma, ktoś z dalszej rodziny? Dzwonić, pytać o samopoczucie, jeśli dotąd kontaktowaliśmy się rzadko? A co jeśli chora osoba wcale nie chce rozmawiać o tym, co się z nią dzieje? Jest zła, a nawet prawdziwie wzburzona? Przecież ma prawo…Co wtedy? Jak być obok?

Chora osoba ma prawo do słabości

Ciężka, trudna w leczeniu choroba lub choroba nieuleczalna to wielki sprawdzian. Trudno z nim się mierzyć, niezależnie od tego, czy to my jesteśmy chore, czy chora jest bliska lub dalsza nam osoba.

Chora osoba może pragnąć być heroiczna, dzielna i zazwyczaj taka jest. Warto jednak pamiętać, że może mieć też gorsze dni, kiedy brakuje jej nadziei i sił, by walczyć, kiedy boli zbyt mocno. Wtedy rozmowa czy odebranie telefonu to wysiłek ponad miarę. Chory zapada się w sobie tak bardzo, że czasami chce zniknąć. Pozostaje tylko potrzeba samotności, której się chce i której się boi. To czas dla osoby chorej i jej najbliższych, którzy będą umieli milczeć i być w tych najtrudniejszych chwilach obok.

Pytaj, ale niekoniecznie chorego

Bywają osoby chore, które potrzebują kontaktu, i takie, które chcą być same, widywać się tylko z najbliższymi im osobami.

Jak to sprawdzić? Najlepiej zapytać, ale nie osobę chorą, ale kogoś z jej najbliższego otoczenia. Po prostu zaoferować pomoc, podpytać, czy osoba chora będzie komfortowo czuła się podczas odwiedzin, czy można do niej zadzwonić.

Jeśli otrzymamy zielone światło, to spróbować, ale…gdy chory nie odbierze, nie obrażać się. Być może nie mógł, nie miał siły…ochoty. Zrozumieć. To wcale nie chodzi o nas. To chodzi o to, co go uderza zbyt mocno – chorobę. Czasami spotkania nie są możliwe, z uwagi na stan zdrowia, np. z powodu spadku odporności i ryzyko infekcji. O tym też warto pamiętać.

Wszyscy o mnie zapomnieli!?

Gdy mierzymy się z ciężką chorobą bliskiej lub dalszej osoby, często nie wiemy, jak się zachować. Nie umiemy zacząć rozmowy, zapytać o samopoczucie. Boimy się, że będziemy niedelikatne, nieostrożne, że sprawimy komuś przykrość. W konsekwencji przestajemy się odzywać, dystansujemy się.

Zdarza się, że chcemy kogoś podnieść na duchu i w dobrej wierze bagatelizujemy to, co się dzieje. Mówimy, że to nic, że przecież wiele osób miało raka i wyszli z tego. To też nie zawsze dobra droga. Osoba walcząca z całych sił, mająca wiele przykrych objawów, może poczuć się niezrozumiana, jak ktoś, kto tak naprawdę udaje, wyolbrzymia, ma „zwykłą chorobę”, a zbyt mocno skupia się na sobie i przesadza…

Najlepszy jest złoty środek. Nie unikać tematu choroby, ale nie skupiać się na nim za bardzo. Nie bagatelizować, ale też nie okazywać litości, bo tej nikt nie lubi. Trzeba ważyć słowa, więcej milczeć niż mówić bez sensu. To trudne. Nawet bardzo trudne.

Temat ten podjęła w książce „Dałeś mi siłę” Karolina Wilczyńska. Autorka opisuje historię walki z białaczką. Przedstawia losy dwóch kobiet – młodszej Klary i dojrzałej Joanny.

„Gdy Joanna prosi napotkaną w parku malarkę o portret zmarłego przed laty ojca, nie spodziewa się, że sama zostanie modelką. Jest dojrzałą i silną kobietą, która nie boi się otwarcie opowiedzieć Klarze o swoich przejściach, by dzięki temu jej portret był pełny, prawdziwy. Klara, malując i dobierając barwy, słucha historii Joanny i jej rodziny: o ciężkim porodzie, chorobie ukochanego męża, niełatwym życiu w czasach PRL-u i o rezygnacji z marzeń i ambicji dla czyjegoś dobra. Oraz o własnej, długiej i bolesnej walce o zdrowie.
Historia Joanny jest utkaną z emocji opowieścią o sile woli, walce i miłości do najbliższych. Lecz jest w niej także przesłanie dla każdego – przypomni nam o tym, co w życiu jest naprawdę ważne.

Karolina Wilczyńska w serii „Ja, kobieta” przedstawia prawdziwe historie kobiet, które opowiedziały jej o swoim życiu. Może bohaterką kolejnej części będziesz właśnie Ty?”/materiał wydawcy

„Dałeś mi siłę” to przejmująca lektura. Bardzo polecam Wam po nią sięgnąć. To niezwykła lekcja empatii, wrażliwości…i siły.

„…życie nie zawsze jest łatwe, ale zawsze powinno być dobre.

Nie porównuj nigdy swojego życia z losem innych. Nie masz żadnych podstaw, by wiedzieć, czym jest dla nich podróż od narodzin do śmierci.

W życiu nie zawsze  wygrywasz, nic na to nie poradzisz, więc pogódź się z tą niedogodnością.

Nie szukaj zwady, życie jest zbyt krótkie, żeby nienawidzić.

Wszystko może się zmienić w okamgnieniu. Ale nie bój się. Bóg zawsze jest przy Tobie.

Jeżeli nie możemy żyć tak, jakbyśmy chcieli, musimy czynić to tak, jak możemy.

Nie da się żyć na próbę. Zawsze pokazuj siebie z jak najlepsze strony i chciej wykorzystać to, co potrafisz już teraz, bo może zabraknąć Ci czasu.

Zdaj sobie sprawę, że prawdziwych przyjaciół jest zawsze niewielu.

Nie zazdrość nikomu, ciesz się tym, co masz. Zwykle masz to, czego potrzebujesz…”

K. Wilczyńska „Dałeś mi siłę”

„Nigdy się nie poddawaj! Czasami mówią Ci, że nie dasz rady. Wznieś się jednak ponad swoje wady i słabości. Bądź cierpliwa. Czasami trzeba przejść to, co najgorsze, by osiągnąć to, co najlepsze”.

K. Wilczyńska „Dałeś mi siłę”

Książka została objęta patronatem Fundacji DKMS.

6 KOMENTARZE

  1. Ja starałam się być przy takiej osobie pogodna, rozmawiać, pomagać tyle ile mogłam i na ile dało się pomóc. Przekonałam się, że osoba śmiertelne chora zmienia swój stosunek do nas, czasami trzeba zacisnąć zęby, wstrzymać łzy i starać się być wyrozumiałym. Jedynie nigdy nie należy osoby chorej zostawiać samej sobie, wmawiać niestworzonych rzeczy. W obliczu ciężkiej choroby przekonujemy się ile człowiek może znieść, na kogo liczyć, na kogo nie.

  2. A dajcie spokój. Dla mnie nie ma żadnej rozmowy. Co najwyżej pragnęłam być wysłuchana. Tego nie da się opisać. Często się też zmienia. Raz chcę milczeć i nie widzieć nikogo, a czasami być z innymi mówić. Innym razem zapomnieć, nie myśleć, udawać, że nic się nie dzieje.Byle nie bolało.Tego się nie da opisać, co czuje człowiek w stosunku do innych i świata w takiej sytuacji. Po prostu trzeba przeżyć by zrozumieć śmiertelnie chorego.
    A na marginesie.Dobry artykuł

  3. Każdy śmiertenie chory człowiek,zdaje sobie z tego sprawe.Padają trudne pytanie,ludzie bardzo szybko dojrzewają,nie interesują ich kłamstwa.W takiej sytuacji zawsze trzeba być szczerym,nie mówić głupot tylko to,co uważamy i tak jak chory do końca ma nadzieje,źe stanie się cud to my też musimy w to wierzyć.Kontakt jest bardzo dla chorej osoby waźny,to,że pamiętamy,więc dzwońmy,odwiedzajmy,choć to „zdrowych” wiele kosztuje.Takie wizyty mogą pomóc.Taka relacja jest trudna.

  4. Jak? Szczerze. Potrzeba dużo empatii i zrozumienia , i schować dumę do kieszeni ,bo nie raz chory wybuchnie . Wcale się nie dziwię . Najtrudniej było kiedy już postawili diagnozę,nic się nie da zrobić . Rozmawiałyśmy o śmierci jak o wyjściu na spacer. Mamo,to ja Ci kupię najpiękniejszy żakiet .Dobrze,kup. Trudne ,ale do końca byłyśmy razem ,bez klamstw, że wszystko będzie dobrze .

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here