Jestem kobietą po 30-tce i dopiero teraz naprawdę kocham życie

121

Gdy słyszałam hasła pod tytułem, że po 30-tce się zmienię i na nowo docenię życie, pukałam się w czoło. Uważałam to za totalną głupotę. Jak można przywiązywać wagę do dat, liczb, tworzyć sztuczne podziały? Gdy skończyłam 30 lat, niewiele się zmieniło. I byłam pewna, że tak już pozostanie. Że prognozy wielkich życiowych rewolucji w czwartej dekadzie życia to bujda na resorach. Jednak los upomniał się o mnie i głośno zagrał mi na nosie. Pewne prawdy dotarły również do mnie. Zrozumiałam historie o przełomowym czasie w życiu kobiety, gdy nadeszły moje 32 urodziny. Trochę późno, ale jak mawiają – lepiej późno niż wcale. I wiecie co? Teraz jestem kobietą po 30-tce i wiem, jak smakuje życie.

Czuję się piękniejsza, choć metabolizm to nie mój przyjaciel

Jestem kobietą po 30-tce i czuję się piękniejsza niż 20-latka. To chyba największy fenomen, którego się nie spodziewałam. Wydawać by się mogło, że młodsza twarz, szczuplejsze uda i węższa talia będą atutami, za którymi szybko zatęsknię. Nic bardziej mylnego.

Choć muszę bardziej uważać na to, co jem, bo metabolizm przestał być moim sprzymierzeńcem, to czuję się o wiele lepiej niż dekadę wcześniej. Być może dlatego, że nie muszę wybierać, czy kupić dobry krem czy tusz do rzęs. Może też dlatego, że znam swoją wartość i wiem, jakie są moje atuty. Może też z powodu wewnętrznego spokoju i poczucia, że wcale nie muszę ganiać za modą, by wyglądać dobrze? Z nowinek modowych wybieram to, co mi się podoba i nie kusi mnie, żeby ślepo dążyć za wskazówkami projektantów…A może moje wnętrze się zmieniło i to po prostu widać na zewnątrz?

jestem kobietą po 30-tce

Jestem kobietą po 30-tce i kocham seks

Choć moje ciało nie jest idealne, to akceptuje je. Napiszę więcej – kocham je. To rodzi wolność i otwiera na nowe doświadczenia.

Moje zmysły właśnie teraz są najbardziej wyczulone, a ja czerpię radość z seksu. Nie mam oporów przed testowaniem nowych pozycji i rozwiązań. Mam dystans i umiem się śmiać zamiast być śmiertelnie poważną. Nie boję się dawać rozkoszy i jej przyjmować. Czytam książki, wprawiam się w sztuce kochania, bez młodzieńczych rumieńców na policzkach…Wiem, że to mi się należy.

Akceptuję wszystkie emocje

Teraz już wiem, że nie ma dobrych i złych emocji. Są tylko te, które zapierają dech w piersiach i uwalniają delikatny ruch skrzydeł motyla w brzuchu oraz te, które stawiają nas pod ścianą i wyciskają łzy. Każda z nich jest jednak dobra, bo prowadzi nas dalej, pozwalając lepiej zrozumieć świat i to, co nas otacza.

Nie ma sensu zaprzeczać emocjom, bo one są szalenie złośliwe. Im bardziej będziemy je wypierać, tym one będą powracać z większą siłą. Zamiast tego lepiej je po prostu zaakceptować, dać im wybrzmieć i…odejść. Teraz już to wiem.

Nie muszę zadowalać innych

Jeszcze kilka lat temu bardzo liczyłam się ze zdaniem innych. Słowa rodziców, choć często mnie drażniły, zapadały mi w pamięć i nie pozwalały działać “po swojemu”. Były jak natrętne muchy, których bzyczenie irytuje w ciemnym pokoju, w którym nie możesz włączyć światła.

Na szczęście dotarłam do takiego momentu, że doczekałam się wybawienia. Pomoc nie przyszła jednak z zewnątrz, ale ode mnie samej…

Dzisiaj już wiem, że nie muszę zadowalać innych. Nie muszę czuć się odpowiedzialna za samopoczucie najbliższych. Nie mam takiej mocy, by ich uszczęśliwiać. Rozumiem, że nie każdy musi mnie lubić i ja również mogę wybierać osoby, z którymi chcę spędzać czas.

Jestem niezależna

Niezależność to niesamowity dar, który każda z nas może sobie sprezentować. Jestem kobietą po 30-tce i czuję się wolna. Mam pracę, która pozwala mi zadbać o siebie. Nie muszę się tłumaczyć z wydanych pieniędzy rodzicom, którzy dekadę temu utrzymywali mnie na dość wymagających studiach dziennych.

Mogę decydować sama o sobie. I to nie budzi już mojego lęku, raczej satysfakcję. Niewiadoma przyszłość teraz jest szansą, a nie listą możliwości, która przytłacza i paraliżuje. Popełniam błędy, jak każdy. Jednak one już mnie nie blokują. Przeciwnie dają siłę i motywację, by żyć jeszcze lepiej. Stając się najlepszą wersją samej siebie.

Wiem, że trzeba łapać chwilę, bo drugiej takiej samej już nie będzie

Łapać chwile – nie zachłannie, jak kilkanaście lat temu, ale z rozmysłem, smakując każdy jej kęs. Uświadomiłam sobie, że każdy z nas ma tylko jedno życie. Jakkolwiek banalnie to brzmi, to prawda.

Lepiej działać, nie zawsze skutecznie, niż zdecydować się na “bezpieczną” stagnację, która jest szalenie nudna. Drugiej szansy nie będzie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here