Czy macierzyństwo to poświęcenie? Skąd mit Matki Polki Cierpiętnicy?

2245

Rodzenie dzieci to nieodłączny element naszego życia. Można wręcz powiedzieć – to podstawa ludzkiej egzystencji, bo żeby walczyć o jedzenie, dom i nadprogramowe dobra, najpierw trzeba się po prostu urodzić. A jednak dzisiaj nie wydaje się to wcale tak naturalne i coraz więcej kobiet zastanawia się nad tym, czy w ogóle warto decydować się na potomstwo.

I bardzo często odpowiedź brzmi: nie, nie warto, dzieci to samo utrapienie. Dla kobiety dziecko jest jak kamień u szyi i jeśli już koniecznie musi ona stworzyć swoją mniejszą kopię, to tak mimochodem, żeby przypadkiem macierzyństwo nie stało się sensem życia. Dlaczego? Bo nic kobiety tak nie ogranicza jak posiadanie dzieci.

Z pełną świadomością

Kiedy tylko pojawia się temat równouprawnienia kobiet, od razu zaczynają się kontrowersje związane z rodzeniem i wychowywaniem dzieci. Pełno wtedy głosów o inkubatorach i krowach rozpłodowych, co kończy się stanowczym: produkcja ludzików to nie jest jedyna kobieca umiejętność!

I gdyby na tym się kończyło, bardzo możliwe, że promowany obecnie wzorzec nowoczesnej kobiety nie wywoływałby aż takiego sprzeciwu. Rzecz w tym, że odrzucenie roli ‘inkubatora’ to dopiero początek, zaraz potem pojawiają się bowiem teksty tak obrzydzające macierzyństwo, jak gdyby było ono czymś wymyślonym przez wrednych samców, żeby biedne kobiety zniszczyć i sobie podporządkować.

Rodzenie dzieci nie jest już naturalną koleją rzeczy. To niebywała przysługa dla całego świata i po części można takie podejście zrozumieć – za wychowanie potomstwa medali nie rozdawano, kobieta miała się tym po prostu zająć i już, nie uważano tego za jakikolwiek wysiłek zasługujący na uznanie. Dzisiaj wahadło poszło w drugą stronę – macierzyństwa absolutnie nie wolno postrzegać w kategoriach jakiejkolwiek powinności, kosztuje ono kobietę tak wiele, że nikt nie ma prawa oczekiwać podobnego poświęcenia. Czy jednak z tym poświęceniem troszkę się nie przesadza?

Wyłącznie daję

Mamy dzisiaj do wychowywania dzieci dość specyficzne podejście. To zrozumiałe, że pojawienie się dziedzica wywraca świat do góry nogami i każe na nowo ustalić życiowe priorytety. Czy jednak nie na tym polega dorosłość, na dopasowywaniu się do zaistniałych okoliczności? Jeśli chcesz mieć dach nad głową i smaczny obiad każdego dnia, musisz zarabiać, praca zaś oznacza między innymi konieczność wstawania rano, słuchania nielubianego szefa, zostawania po godzinach, wykonywania nużących obowiązków. Decydujesz się na psa, musisz go wyprowadzać bez względu na pogodę, wozić na szczepienia, zabierać na wakacje albo szukać domu zastępczego. Mieszkasz w domku na wsi, masz na głowie koszenie trawnika, odśnieżanie drogi, naprawianie zerwanego przez wiatr dachu. Jesteś sportowcem, musisz pilnować diety, odstawiasz alkohol, pilnujesz reżimu treningowego.

Słowem, cokolwiek w życiu robisz, musisz pójść na pewne ustępstwa, dostosować się do określonych wymogów. I raczej nie mówi się wtedy o jakimś niewiarygodnym poświęceniu, a nawet jeśli, to nie jest poświęcenie na darmo, efekt końcowy jest jak najbardziej tego wart – wkładasz sporo, ale i niemało wyjmujesz. W przypadku dziecka ten bilans jest wyraźnie na niekorzyść. To koszmar, studnia bez dna, inwestujesz w dzieciaka nie tylko kasę, ale i swój czas, energię, grzebiesz własne ambicje, a na koniec nie masz nic. Bo najwyraźniej dziecko samo w sobie nie może być dla kobiety wystarczającą nagrodą.

Naprawdę, stać cię na więcej

Pojawiają się nawet opinie, że dziecko to taka ostatnia deska ratunku, by kobieta mogła coś w życiu znaczyć – jak niezbyt jest kumata, nic wielkiego sobą nie reprezentuje i nie nadaje się do poważnej pracy, zawsze może zajść w ciążę i tym sposobem zyskać na wartości. Bo mądra, świadoma kobieta nie bawi się w takie przeżytki, to niemal powód do wstydu, tak zostać matką i uważać to za najpiękniejsze doświadczenie w swoim życiu, takie uczucia są niegodne prawdziwie wyzwolonej kobiety. Co z karierą, samoświadomością, prawidłowym rozpoznaniem własnych potrzeb? No nie, dziecko jest taką potrzebą? Ależ porażka, czy wiesz na co się skazujesz?

I tak macierzyństwo nie cieszy się powszechnym szacunkiem, a ci, którzy go okazują, dostają łatkę ciemnogrodu i uwstecznienia. Nic dziwnego, że tak wiele młodych dziewczyn nie pali się do roli mamy, skoro to coś dla mało ambitnych, nierozgarniętych panienek, które bez faceta nie przetrwałyby jednego tygodnia. Kto dobrowolnie zakuje się w kajdany? Da pogrzebać żywcem? Jedynie desperatka.

Och, moje życie jest takie straszne!

Ten mit Matki Polki Cierpiętnicy nie jest jednak wyłącznym dziełem sfiksowanych feministek. Robią to, niestety, także same matki, bo ich opowieści o macierzyństwie nader często są zwyczajnie przerażające. Swoje życie przedstawiają one w samych czarnych barwach, nie szczędzą dramatycznych opisów. Niby nie żałują i kochają swoje dzieci, ale w ich słowach jest tak wiele goryczy, że w sumie to tylko tym biedaczkom współczuć, w żadnym razie nie zazdrościć.

Ani słowa o tym, co można zyskać w zamian za cały poniesiony trud, no choćby zwykłe, rozgrzewające serce ‘kocham cię, mamo’. Gdy zaś wypowie się matka szczęśliwa i spełniona, od nie-matek usłyszy, że to wszystko, a nawet więcej można osiągnąć także bez dziecka, a matki sfrustrowane wtrącą jeszcze, że to zaklinanie rzeczywistości, świat tak przyjemnie nie wygląda, owa radość jest wysoce podejrzana i na pewno fałszywa.

Bo w realu matka jest swoimi dziećmi zniewolona. Od porodu do 18-tki potomka praktycznie się nie śpi. Nie ma czasu na wypicie ciepłej kawy, posiłki jada się w przelocie, nie ma kiedy się uczesać, nawet pójście do toalety to kosmiczny problem, a ubranie czegoś innego niż powyciągany dres nie ma sensu, bo za pięć minut maminy strój i tak będzie upaćkany najgorszymi substancjami, których nie spierze najdoskonalszy proszek. Do tego nieustający stres, nerwy, płacze, przykre rozmowy i zero wsparcia od otoczenia. Taka niemalże współczesna Kołyma.

To nic trudnego?

Słuchając podobnych historii, trudno jednak nie odnieść wrażenia, że czasami to cierpienie jest na własne życzenie. Dziecko jest absorbujące, lecz nie na tyle, by nie znalazło się kilku minut na zaspokojenie podstawowych potrzeb – udowadniają to mamy, które mimo posiadania dzieci, potrafią wyrwać kapkę czasu dla siebie i to wcale nie dlatego, że stać je na nianię albo olewają swoje dzieci. Raczej nie mają tego przekonania, że matka zobowiązana jest poświęcić się totalnie, a miarą miłości jest ilość czasu włożonego w zaspokajanie dziecięcych potrzeb. A to trochę jak z pracą zawodową – siedząc w biurze 16 godzin wcale nie musisz być lepsza od tej, która na swoje obowiązki przeznacza ustawowe 8h.

Z drugiej strony, nie przygotowuje się młodych mam na to, że dzieci są, no cóż, niekiedy po prostu straszne. Nawet gdy są względnie grzeczne i spokojne, w międzyczasie robią rzeczy, które rodziców irytują. Nie dają się wytresować jak owczarki niemieckie, mają swoje fochy i prywatne upodobania, więc to nie jest tak, że jak się powie ‘a teraz sobie porysuj’, to dziecko grzecznie przez trzy godzinki pobawi się w małego van Gogha i na koniec posprząta wszystkie kredki.

A to właśnie drugi przekaz, jaki dominuje w rozmowie o macierzyństwie – dziecko jest projektem. I to takim, który nic w dotychczasowym życiu nie zmienia, jest po prostu dodatkową opcją, jak domek nad jeziorem albo sportowy samochód. Działa według określonego planu. Można się nim pochwalić w internecie, wstawiając zdjęcia uroczego bobasa, później szkraba o nieprzeciętnych umiejętnościach i wreszcie nastolatka geniusza. Oczywiście w pięknej scenerii, czystych ubraniach i z szerokim uśmiechem na buzi. I kiedy kobieta widzi, że jej dom jest jak po przejściu huraganu Andrew, dzieciak marudzi, nie chce się uczyć, ma wiecznie lepkie ręce i brudne spodenki, trudno by nie pomyślała – poległam. Poległam sromotnie, jestem beznadziejna, nie wyszło mi nawet to, co teoretycznie powinnam mieć we krwi. Te drobne sukcesy dnia codziennego przestają cieszyć, widzi się samą orkę i zrujnowane życie.

Można się wtedy poużalać nad sobą w gronie podobnych nieszczęśnic, zyskując potwierdzenie, że macierzyństwo to największa katorga. Można poszukać wsparcia gdzieś na zewnątrz, ale wtedy jest ryzyko, że się wyjdzie na okropną matkę, bo albo się nie nadąża za projektem ‘dziecko’, albo ma się czelność narzekać na ów cudny dar od niebios.

Nie jesteś nikim wyjątkowym

Traktowanie macierzyństwa jako poświęcenia ponad miarę wynika też z tego, że ignoruje się trud włożony w wychowanie dziecka. Bo cóż to takiego, miliony kobiet są matkami, wielkie mi wyzwanie! Ale to samo można powiedzieć o wielu rzeczach – miliony chodzą do pracy, awansują, dobrze zarabiają, umieją wbić prosto gwóźdź i nie zabłądzić w lesie. Za co niby te pochwały?

Zamiast pokazywać, że wychowywanie dzieci to piękne, ale i ciężkie zajęcie, niemal cały wysiłek wkłada się w to by przekonać, że powiększenie rodziny w żadnym razie nie wpływa na dotychczasowy harmonogram dnia, da się to migiem ogarnąć, możesz robić wszystko na co masz ochotę, chyba że jesteś skończoną ofermą, wtedy rodzinne obowiązki zaburzą wcześniejszą harmonię. Bądź – w opcji numer dwa – do macierzyństwa zniechęcić, jest przecież tyle fajnych rzeczy, które kobieta mogłaby robić, po co jej się pchać w pieluchy, przecierane zupki, wywiadówki i nastoletnie bunty? Popatrzcie tylko na sterane matki człapiące ulicą z siatami zakupów, zaniedbane, bez uśmiechu, bo i cóż dobrego je w domu czeka? Tyranko, wrzaski, brud i pan mąż, którego również trzeba obsłużyć.

Ze strony życiowego partnera też nie zawsze słyszy się słowa uznania – na co ona tak narzeka, inne matki jakoś dają radę i nie jęczą dzień w dzień jak to są straszliwie zagonione. Co boli podwójnie, gdyż zaangażowany w wychowanie potomka ojciec zewsząd zbiera oklaski. On jest dzielny i wspaniały, zasługuje na zachwyt i podziękowanie, kobieta jedynie robi swoje, żadna łaska. Tacie się współczuje, pyta o samopoczucie, chętnie udziela pomocy, mama może co najwyżej usłyszeć, że wiedziała na co się pisze i mogła trzymać majtki na tyłku, jeśli macierzyństwo tak strasznie ją uwiera.

27 KOMENTARZE

  1. Mam takie wrażenie, że jak się rozmawia np z 3 kobietami w młodym wieku i każda z nich powie, że jeszcze nie chce mieć dzieci …to zaczynamy generalizować lub uogólniać że “wszystkie kobiety” – a chyba nie do końca tak jest. Jako socjolog jestem ciekawy czy były prowadzone jakieś badania w tym temacie i na jakiej próbie ..że stwierdzono że co raz więcej kobiet ma takie zdanie. Co do kwestii macierzyństwa zawsze intrygowało mnie co innego, nie wiem czy zwróciliście Państwo uwagę na to że w każdej gazetce dla mam – kobiet czy w każdej reklamie zawsze mamusie są z makijażem ..uśmiechnięte i wypoczęte, a dzieci niemowlaki (lub starsze) to też uśmiechnięte rumiane pucułowate “grubaski ” To sprawia (tak mi się wydaje) że obraz macierzyństwa i bliższego mi ojcostwa ma być taki sam uśmiechnięty i lekki.. a jak jest w realu …kolki, kupy, refluksy i zarwane noce.. patrząc na taką reklamę czy zaglądając do jakiegoś czasopisma, zaczynałem się zastanawiać co jest nie tak.. ale niczego nie żałuję.

    • Też jestem socjologiem i sama w sobie musiałam pokonać w sobie mnóstwo stereotypów jeśli chodzi o rodzicielstwo. Zwalczyć dysonans poznawczy. Dzieci nie mam. Ale to nie ma NIC wspólnego z obecną sytuacją socjoekonomiczną w Polsce i na świecie, pewnymi trendami, czy też modą. To po prostu konsekwencja wyboru, którego dokonałam dawno temu.

      • Na ile poznałem życie szanuję ludzkie wybory..wierzę w to, że każdy człowiek do nich dojrzewa, każdy podejmuje różne decyzje; jedni będą to nazywali powołaniem inni misją a jeszcze inni po prostu wyborem. Dysonans..obecnie co raz częściej jest (nie wiem jak to nazwać) – zwiększany…myślę ze to zależy od tego skąd lub jak czerpiemy informacje o tym co nas otacza. Są ludzie którzy by poznać coś wychodzą z domów na ulicę, rozmawiają z innymi, czytaj rozwijają się ale ą też ludzie którzy żeby się czegoś dowiedzieć włączają TV . Jeśli czujesz się szczęśliwa .tak w głębi serca to chyba zdecydowałaś słusznie – sama to wiesz najlepiej. Ja mam dwoje dzieci (teraz to już nastolatki) i uważam że to były najlepsze w moim życiu decyzje. Pozdrawiam.

  2. Mam 18 lat dopiero, ale gdybym miała warunki razem z moim partnerem to chętnie sprawilibyśmy sobie pociechę, wiec niestety to tylko takie gadanie

  3. nie wiem, jakie są badania w tym zakresie, ale rzeczywiście, z tego co widzę, czytam i słucham to coraz więcej młodych kobiet nie chce mieć dzieci, bo to jest obowiązek, a one same są jak wieczne dziewczynki, które same potrzebują opieki. Również po prostu nie chcą rodzić dzieci, bo nie chcą, aby one cierpiały, tak jak one cierpią żyjąc. Takie słyszałam argumenty. Poza tym jeśli zarabia się po 1600 zł to gdzie tu mieć dzieci – taka jest średnia krajowa w Polsce. Dziś oglądałam program, w którym mówiono, że nawet jeśli 2 osoby dorosłe zarabiają po 1600 zł i mają dwoje dzieci plus 500 plus to na życie zostaje im 300 zł – tak wysokie są koszty utrzymania (kredyt na mieszkanie albo wynajem, opłaty za światło, gaz, telefon, telewizję etc,) nie mówiąc już o wyposażeniu dziecka do szkoły.

    • Aniu – dotknęłaś tego wszystkiego co najistotniejsze..może z tymi zarobkami trochę nie doszacowałaś bo to ok 4000 – mojej rodzinie to wystarcza …a jeśli jest kiepsko to dorabiam.. Chcieć to znaczy móc …

      • no tak, ale jeśli ktoś ma 2 dzieci i razem mają nawet 4 tyś. a kredyt mają za 2 tyś plus opłaty, to nie wiele na życie zostaje. Takie są realia w Polsce. Przecież to wstyd, aby pracownik naukowy z tytułem prof. zarabiał ok. 600 euro, czyli ok. 2,5 tys. jak mój znajomy zarabia w sklepie 1200 euro.

  4. a jestem z tego ów młodego pokolenia które nie chce mieć dzieci 🙂 mój partner to popiera więc coś w tym jest bo podobne zdanie na moje otoczenie, koleżanki, koledzy znajomi w podobnym do mojego wieku czyli skala 22-30 kilku lat

  5. bierze młoda osoba kredyt na mieszkanie ,będzie go spłacać do 50 =tego roku życia ,teraz pracuje po 250 godzin miesięcznie żeby mogła choć raz w miesiącu wyjść do kina ,spotka faceta który myśli tylko o sobie,ale oczywiście dziecko się zdarzy i zostaje sama bo facet ma to gdzieś a nawet alimenty ciężko wyegzekwować bo pracuje na czarno albo większość wypłaty bierze pod stołem więc nieraz woli zrezygnować z macierżyństwa niż się męczyć ze wszystkim sama może to jest wygodnictwo ale uzasadnione

  6. Ja raczej myślę, że obecnie w końcu rola kobiet nie sprowadza się do zajmowania domem. Mają wybór i go dokonują. Mentalność społeczeństwa zmienia się bardzo powoli. Dziewczynki do tej pory są wychowywane tak, że za pewnik przyjmuje się, że kiedyś będą matkami i żonami. A jednak to młode pokolenie dostrzega, że sam fakt posiadania macicy nie zmusza do zajścia w ciążę.

  7. Wychowywalam sie rodzinie prawie niepelnej, moi rodzice sie rozwiedli. Wiem jak ciezko miala moja mama . Wiem, mityczna szklanka wody, poczucie bezpieczenstwa, wspolnoty…. Ale balabym sie powolac na swiat istote, co do ktorej nie mam pewnosci ze dam rade wychowac, utrzymac, dac cos w zyciu….

  8. W zyciu dokonujemy wyborow Idealnie by bylo aby urodzenie dziecka bylo bylo swiadome zaplanowane Czy trzeba tlumaczyc samym sobie jak wazna i trudna jest rola Mamy i Taty w wychowaniu dobrego czlowieka ??? W koncu wszyscy jestesmy dziecmi ….. Tak trzeba poswiecenia aby wychowywac Tak trzeba milosci madrej aby robic to dobrze Tak mozna miec z tego poczucie szczescia Ale gwarancji nie ma Gwarancje to mamy tylko na to ze kiedys wszyscy umrzemy. Tak wiec cokolwiek robimy robmy to dobrze Kobieta ma prawo jak kazdy czlowiek wybrac czy chce zostac matka NIE GLORYFIKUJMY TEJ ROLI ALE NIE ODBIERAMY JEJ WAZNOSCI I ZNACZENIA

  9. Wychowywałam sie w rodzinie wielodzietnej/byó nas 8/ w trudnych czasach, ale było wspaniale. Do tej pory mamy świetny kontakt z żyjącym rodzeństwem. Wychowałam 3 dzieci w tradycyjnej rodzinie. Mąż nie żyje, ale dzieki wsparciu dzieci , wnuków , rodzeństwa czuje sie spełniona.Pozdrawiam!

  10. ale nie tylko od matki zależy wychowanie dziecka , a gdzie jest dawca nasienia , czyli jak to mówili ,, chłop zapnie portki i pójdzie ,, a ty się babo martw

  11. Na rezultat wychowania sklada sie wiele czynnikow geny rodzice srodowisko szkola etc Tematem naszej dyskusji jest czy macierzynstwo to poswiecenie Mozna zadac pytanie czy warto poswiecic czas pieniadze wiele lat naszego zycia na wychowanie czlowieka A brutalnie co ja z tego mam za korzysci Czy mam wypelniac role narzucona przez nature i srodowisko czy mam inne podejscie do mojego zycia Nikt nam na te pytania nie da wlasciwej odpwiedzi A co rozumiemy jako poswiecenie ? Kazdy ma prawo do sposobu zycia jaki sam wybierze Dla jednych to poswiecenie dla innych wypelnienie obowiazku a jeszcze dla innych odnalezinie sie jako czlowiek w roli rodzica Tolerancja do pogladow i sposobu zycia jest droga do zrozumienia i porozumienia

  12. Wychowałam (wychowaliśmy) dwójkę, a trzecie najmłodsze ma 13 lat…Wcale się nie czuję, że się poświęciłam. Rodziłam, studiowałam, a mój mąż pomagał cały czas. Wychowujemy oboje i chociaż mieszkam w Szwecji to powiem, że to nie ma znaczenia w jakim kraju się mieszka tylko jak ludzie na problem patrzą. Ja nie Szwedka mój mąż też nie Szwed rodowity…Chcieliśmy oboje mieć dzieci, karierę…Trzeba się dogadać…

  13. Są dzieci i dzieci. Jedne sypiają całe noce od piątego miesiąca życia. .. Inie w wieku 4 lat wciąż mają trzy nocne pobódki.
    Są takie co jedzą wszystko i takie które grymaszą.
    Są takie które biegają w rozpiętej kurtce przy -5 i nic im nie jest. .. I takie które xo rusz chorują.

    W zależności od tego jaki masz w domu egzemplarz. .. masz czas na ciepłą kawę bądź nie. No oczywiście przy założeniu że normalnie prowadzisz dom… zakupy… pranie … gotowanie… sprzątanie.

    Można różnymi patentem sobie pomóc, ale nie na wszystko ma się wpływ.

    • Tak, ale tylko nieliczni są gotowi. Jednak wpadki są częste, a dwa nierzadko inaczej sobie wyobrażamy macierzyństwo i później, gdy stajemy się rodzicami, to jest szok…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here