Najgorzej, że nie ma dokąd uciec. To trudny czas szczególnie dla wrażliwców

2

Osoby wrażliwe czują mocniej i widzą więcej. Intuicyjnie wyczuwają zagrożenie, tam, gdzie osoby twardo stąpające po ziemi mówią, że to niemożliwe, że to na pewno się nie zdarzy, one trafnie przewidują przyszłość i…mają rację. Przeżywają to, co się dzieje podwójnie mocno. Zwłaszcza teraz, w świecie, w którym nic nie jest takie, jak być powinno. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że nie ma dokąd uciec. A jeśli nie ma dokąd uciec, to trzeba spojrzeć zagrożeniu w oczy. I wytrzymać to spojrzenie, a potem wyciągnąć wnioski. Mądre wnioski.

Jeśli nie ma dokąd uciec, to…

Jeśli nie ma dokąd uciec, to są dwa wyjścia.

Jedno to uciec wgłąb siebie, znajdując tam schronienie. Dla osób wrażliwych to kusząca opcja, można dobrze się urządzić, poczuć się wyjątkowo dobrze. Bogate wnętrze, mnóstwo przemyśleń, refleksji, zachęca do zostania na dłużej. Można podążać fascynującą drogą samorealizacji. Uczyć się, czytać, oglądać mądre filmy lub po prostu takie, które wzruszają i dają nadzieję. Można czegoś nowego się nauczyć, zdobyć ważne umiejętności. Można się odciąć i nie widzieć tego, co się dzieje. Pocieszać się, że będzie dobrze, że przetrwamy, że wszystko dobrze się skończy. Skupić się na sobie i na najbliższych.

Jest też druga opcja.

Można stawić czoła rzeczywistości i nie godzić się na to, co zastajemy każdego dnia po otwarciu oczu. Jedni się buntują i zamieniają siłownie w miejsca przygotowujące ćwiczących do zawodów. Restauracje serwują dania stacjonarnie, oferując za 50 złotych nocleg lub pracę w postaci testowania i recenzowania serwowanych dań. Inni wychodzą na ulicę, by protestować przeciwko obostrzeniom. Jeszcze inni działają na rzecz dzieci, by uczyć je i kształtować ich charaktery w taki sposób, żeby nauczyć ich krytycznego myślenia, a nie niewolnictwa….Opcje są różne.

To się dzieje naprawdę

Cofnijmy się dwa lata wstecz. Czy gdyby ktoś wtedy powiedział Ci, że świat będzie wyglądał tak, jak dzisiaj uwierzyłabyś?

Czy raczej puknęłabyś się w czoło i powiedziała, nie ma mowy. Nigdy do tego nie dojdzie. A jednak doszło. Mamy to, co mamy. I pytanie, co teraz z tym zrobimy.

Damy się jeszcze bardziej podzielić? Jeszcze bardziej znienawidzimy tych innych, tych, którzy nie są „po naszej stronie”? Damy sobą pomiatać? Będziemy żyć w ciągłym strachu, niepewności, w rzeczywistości, w której decyzje ogłaszane są z godziny na godzinę, zmieniając całkowicie nasze życie?

Mamy jeszcze jakiś wybór? Czy już nie?

Gdzie uciekniemy? Gdzie się schronimy?

2 KOMENTARZE

  1. Jeszcze rok temu nawet przez mysl by mi nie przeszlo ze cos takiego może sie stać… Mąż mój od jakiegoś czasu cos tam pod nosem bąkał że za długo jest dobrze i cos się wydarzy lada dzień… Patrzyłam na niego i pukałam się w głowę… A dziś jak ma zamiarar się odzywać każe mi byc cicho…
    Ka tez szimukam ucieczki ale niestety nie mam dokąd uciec… chyba że w góry, ale co dalej…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here