Czy nowoczesne technologie oddalają ludzi od siebie?

386

Typowy obrazek przedstawiający współczesnych ludzi? Grupka młodziaków siedzi razem, ale każde z nich wpatrzone jest w swojego smartfona. I typowy komentarz – och gdzie te czasy, kiedy to normalnie się ze sobą rozmawiało! A dzisiaj coraz mocniej zamykamy się w swoich wirtualnych światach i drugi człowiek zupełnie przestaje nas obchodzić. Stajemy się sobie obcy, zanikają przyjaźnie, nawet rodzina traci na znaczeniu, bo po co zawracać sobie nimi głowę, jeśli mamy do komputera podpięty cały świat.

Nie da się zaprzeczyć, że internet mocno zmienił sposób komunikacji, jednak mówienie, że zmienił wyłącznie na gorsze, wydaje się sporym nadużyciem. Z internetu korzysta obecnie blisko połowa ludności całego świata, a jakoś życie towarzyskie i rodzinne nie zanikło. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że pod pewnymi względami te relacje stały się nawet bliższe niż kiedyś.

Każdy przed swoim ekranem

Nowoczesne technologie bardzo ułatwiają nam życie, ale są też pułapką. Internet potrafi wciągnąć, a telefon tylko kusi, by znowu coś przy nim pogrzebać. Zapomina się o najbliższych, którzy tak samo, zaaferowani swoim sprzętem, nie zwracają uwagi na otoczenie. Gdzie ta bliskość, która łączyła ludzi przed nadejściem ery cyfrowej? Ano wcale tak daleko nie odeszła. Dawna bliskość często wynikała bardziej z konieczności niż z potrzeby serca. W jednym domu mieszkały dwa, trzy pokolenia, każdy siedział komuś na głowie, nie było siły, trzeba było być ‘blisko’, czasami aż się miało tego po dziurki w nosie. Wystarczyło jednak, by ktoś z rodziny wyjechał poza swoją mieścinę i więzi bardzo często zupełnie się rozluźniały. Podróże były drogie i zabierały czas, na listy czekało się tygodniami, telefon przez długi czas uchodził za dobro luksusowe i nawet jak był w domu, to kogo było stać na kosztowne zamiejscowe i międzynarodowe? A dzisiaj? Dojście do internetu jest praktycznie standardem, wystarczy komputer, Skype i można gadać godzinami, za darmochę, można się nawet oglądać w kamerce! Coś nie do pomyślenia jeszcze trzy dekady temu.

Podobnie jest z przyjaciółmi czy znajomymi. Trudno orzec, by 50 czy 100 lat temu te więzy były znacznie silniejsze. Owszem, ludzie chętnie spotykali się ze sobą, ale dokładnie to samo robią ludzie dzisiaj. Też urządza się w sobotę grilla, są domówki, kawiarnie pękają w szwach, jak pogoda dopisze to ciężko znaleźć w parku pustą ławeczkę, są koncerty, mecze, festyny, a na nich bawią się przecież nie tylko obywatele pamiętający dawne, lepsze czasy. Zresztą, wystarczy popytać rodziców bądź dziadków, czy prowadzili aż tak strasznie bujne życie towarzyskie – większość wcale nie, bo obowiązki rodzinne, bo nie było gdzie chodzić albo nie było pieniędzy.

Oczywiście, problem ochłodzenia wzajemnych stosunków istnieje. Ludzie siedzą przed telewizorem, konsolą do gry albo komputerem i nie mają czasu by ze sobą pogadać. Choć znowu, naiwnością jest zakładać, że dawniej rodzina dzień w dzień po kilka godzin dziennie z pełnym zaangażowaniem pracowała nad integracją. Były rodziny zżyte i kochające się, były też takie, w których panowała wrogość i obcość. I nie spajał ich nawet brak rozpraszających technologii.

Zmiany, zmiany, zmiany

Na nowe technologie patrzymy z nieufnością, bo w gruncie rzeczy jesteśmy dość konserwatywni i często się nam wydaje, że nowe tylko namiesza i popsuje obowiązujący porządek. Lubimy to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, a im bardziej rewolucyjny przełom, tym większe kontrowersje i obawa. No i po prostu sobie z tymi zmianami nie radzimy. Dla wielu seniorów smartfony i komputery to niemal narzędzie szatana, bo przez większość ich życia nic takiego nie istniało, a to naprawdę niełatwe, tak wziąć i się przestawić na nowy system komunikacji. Nawet gdy bardzo ułatwia on codzienne funkcjonowanie.

Dla osób 50+ normalne było to, że po lekcje szło się do kolegi, do jego domu. Stąd szok, że dziecko albo wnuczek do żadnego kolegi nie idzie, tylko sobie ściąga z netu zeskanowane notatki, a do klasówki przygotowuje się przed własnym biurkiem, z kolegami na komunikatorze. I od razu jest przekonanie, że dziecko samotne, że się odcina od rówieśników, pewnie dziwaczeje i co to będzie w dorosłości. A przecież dokładnie to samo można powiedzieć o każdym wcześniejszym pokoleniu. Weźmy telefon stacjonarny, dzisiaj coś tak oczywistego jak bieżąca woda i prąd w gniazdku. Po prostu telefony są i nikt się specjalnie nad tym nie rozwodzi, a też można by powiedzieć – wymyślili ten telefon i teraz ludzie zamiast chodzić do siebie w gości mają lenia i gadają do słuchawki, co za upadek obyczajów! Że niby trudno to porównać do współczesnych komórek? To tylko kwestia naszego przyzwyczajenia do telefonu z kablem.

I podejścia do tych technologii. Z telewizora można sobie zrobić bożka albo włączać go sporadycznie, na dobry film czy ciekawy dokument. Przez internet można prowadzić jałowe rozmowy o niczym, można też pasjonująco dyskutować o polityce czy nauce. Tak jak w kontaktach twarzą w twarz – cóż tak wartościowego jest w bezproduktywnym siedzeniu pod blokiem i piciu tanich win? Czy to rzeczywiście z definicji lepsze od wirtualnej znajomości? Bo na żywo?

Pokolenie samotników?

Jest trochę taka wizja, że internet to jakieś mroczne siedlisko dziwaków, którzy od tygodni nie zmieniali bielizny, siedzą na brudnych łóżkach i wśród okruchów starego jedzenia komunikują się ze światem, panicznie bojąc się wyjścia do realu. A rzeczywistość wcale tak przerażająca nie jest. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, internet wcale tak strasznie nie zniszczył społecznych więzi. Badania pokazują, że do internetu większość ludzi zagląda właśnie po to, by wejść z kimś w interakcję. I nie, chęć zhakowania komuś konta w banku bądź wylanie jadu w złośliwych komentarzach to nie są główne motywacje.

Internauci są w większości normalni, szukają kontaktu, nowych znajomości, chcą na przykład z kimś pograć w szachy, pogadać o czołgach, wymienić się przepisami bądź po prostu poznać człowieka z drugiego końca świata, dowiedzieć się, jak on żyje, jak myśli i czy rzeczywiście jest tak egzotyczny, jak to się wcześniej sądziło. Co więcej, bycie online niekoniecznie oznacza brak zainteresowania ‘żywymi’ znajomymi – według badań Uniwersytetu Kalifornijskiego, 54 procent Amerykanów rozmawia o ważnych dla siebie sprawach z ludźmi spoza swojej rodziny, wśród internautów do takich kontaktów przyznaje się 55 procent.

Z badania wynika też, że internetowe znajomości są często bardziej zróżnicowane niż te w realu, np. więcej rozmawia się z ludźmi z zupełnie innego kręgu kulturowego. Dużo łatwiej jest znaleźć rozmówcę o identycznych pasjach – jak ktoś mieszkał na prowincji i interesował się nietypowymi rzeczami to zwykle nie miał z kim o tym pogadać, dzięki internetowi wreszcie może, pogłębia swoją wiedzę na ten temat, ma się przed kim pochwalić własnymi osiągnięciami, staje się częścią oryginalnej społeczności. Słowem, internetowe więzy potrafią być bardzo ubogacające. A niekiedy wręcz są najważniejszą formą kontaktu z innymi ludźmi, bo na przykład ktoś jest ciężko chory i nie wychodzi z domu.

Tradycja wciąż wygrywa

Mimo przywiązania do nowoczesnych technologii i przesiadywania godzinami w necie, zdecydowana większość ludzi wciąż na pierwszym miejscu stawia kontakt tradycyjny. Internautom komputer wcale nie zastępuje żywego człowieka, i nawet nie chcą oni, by tak się stało. Według badań przeprowadzonych dla Pew Research Center, internauci o 42 procent częściej niż inni ludzie wychodzą do kawiarni lub parku, a liczba osób wyizolowanych społecznie jest niemal taka sama jak w 1985 roku, gdy z internetu i komórek jeszcze nie korzystano.

I raczej ciężko będzie znaleźć człowieka, dla którego internetowy romans okaże się cenniejszy od prawdziwej miłości w realu. Bo fajnie jest sobie pogadać przez sieć, ale to w żadnym razie nie zastąpi dotyku, pocałunków, przytulania, patrzenia sobie w oczy. A seks w prawdziwym łóżku jest zawsze przyjemniejszy od erotycznych zabaw online.

Bez kabla ani rusz

Co oczywiście nie znaczy, że wszyscy do nowych technologii podchodzą równie rozsądnie. Internet ma swoje ciemne strony i nie powinno się tego bagatelizować. I tak jak jedni dzięki sieci nauczą się nawiązywania kontaktów, tak drudzy dojdą do wniosku, że świat poza internetem nie jest im do niczego potrzebny. W wirtualnej rzeczywistości niektórzy zatracają się tak mocno, że nie potrafią już bez niej normalnie funkcjonować. Są uzależnieni, jak alkoholicy czy narkomani, i po odłączeniu od internetu mają dokładnie takie same objawy jak inni nałogowcy.

Według najnowszych danych, siecioholizm dotyka około 8 procent światowej populacji. Niby nie tak strasznie dużo, ale ta wartość stale rośnie, poza tym mnóstwo osób przyznaje, że choć nie czuje się nałogowcem, to jednak dłuższe przebywanie z dala od komputera czy komórki jest dla nich trudne i wywołuje irytację. Około 8 procent przyznaje, że internet to dla nich ucieczka od kłopotów w realu, 6 procent jest zdania, że ich związki popsuły się właśnie z powodu zbyt długiego przebywania online.

Groźne jest nie tylko uzależnienie. Internet daje poczucie anonimowości i bezkarności, a to zachęta do obrażania, nadmiernej krytyki, radykalizmu. W sieci łatwiej kogoś zaszczuć, oczernić, doprowadzić do rozpaczy. Sieć po prostu ośmiela podłych ludzi, którzy dawniej pewnie siedzieliby cicho w kącie, a dzisiaj mogą się wykazać. Są w mniejszości, ale są, i potrafią bardzo boleśnie uderzyć.

A po co wychodzić?

Prawdą jest też, że internet trochę rozleniwia i spłyca międzyludzkie relacje. Nie rezygnujemy zupełnie z przyjaciół, ale ileż to razy, zamiast wyjść z koleżankami do pubu, wolało się zostać w domu żeby pogadać z przypadkowymi ludźmi na Facebooku? Nawet nie że to przyjemniejsze. Po prostu wygodniejsze. Zorganizowanie spotkania w realu to większy wysiłek niż włączyć komputer – nie trzeba się stroić, tracić czasu na dojazdy, sprzątać mieszkania. A jak towarzystwo zmęczy,  jeden klik i po zabawie.

Łatwo się na taki tryb przestawić, wszak cały czas konwersuje się z żywym człowiekiem, maszyna to tylko pośrednik. I to prawda, lecz po drodze coś umyka, więź nie jest tak do końca pełna. Kamerki, mikrofony, emotikonki – ile by tych udogodnień nie było, to wciąż nie to samo co siedzieć obok siebie. Internet po prostu nie jest w stanie zastąpić normalnej bliskości, może być jedynie jej cennym uzupełnieniem. I na szczęście większość ludzi to rozumie, nawet u młodych internet nie zabija tego pragnienia bezpośredniego kontaktu, dla nich to po prostu jeszcze jedna możliwość, by pobyć trochę ze sobą. Można nawet w ciemno strzelać, że ci młodzi, za kilkadziesiąt lat, będą tak samo narzekać na podłe czasy i zepsutą młodzież, która zamiast wymieniać się postami jak normalni ludzie gra sobie w scrabble ze sztuczną inteligencją.

11 KOMENTARZE

  1. Trudno powiedzieć, trochę zależy od wieku, ja jestem z pokolenia przedcyfrowego, dlatego kontakty w realu pozostają dla mnie najważniejsze, dla dzieci i młodzieży to już nie jest takie oczywiste 🙂 dzisiaj słyszałam, że we Włoszech organizuje się specjalne dodatkowe zajęcia dla dzieci, dotyczące posługiwania się długopisem, bo z odręcznym pisaniem jest coraz większy problem 🙂

  2. Wśród młodych ludzi i dzieci widać duże uzależnienie od laptopa, tabletu czy smartfona i to na pewno nie jest dobre bo wolą siedzieć w domach niż spotkać się czy wyjść pobiegać na zewnątrz. Całkiem inaczej jest z moim pokoleniem i starszym, którym nowe technologie służą do innych celów. Mnie bardzo często zdarza się nie używać telefonu przez cały dzień lub po prostu wyjść z domu bez niego 😉

  3. Przykre jest to, że teraz o imieninach, urodzinach i innych wąznych dniach ludzie dowiadują się z facebooka – już nawet pamiętać nie muszą i nie chcą. Rodzina rozmawia ze sobą po przez telefony, facebooki, smsy itp. – już nie zasiada razem przy stole, nie śmieje się, nie ma gier, zabaw, opowiadania historii…. dzieciaki zamiast grać w piłkę na podwórku ślęczą przed monitorem komputera – to nie jest zdrowe i dobre. Pamietam czasy, kiedy rodzice nie mogli zagnać dzieci do domu, bo te grały wieczorami w podchody, chowanego itp. a potem zrobił się przełom – żaden z dzieciaków nie chciał wychodzić na dwór, bo każdy żył swoim życiem. To jest przerażające i przykre… po cześci to wina rodziców, ktorzy juz dzieciakom w podstawówce (nauczanie I-III) kupują smartfony itp lub je “uciszają” tego typu technologiami 🙁
    ale jest nadzieja… ostatnio, kiedy u nas na osiedlu zrobili boisko, zauważyłam, że chłopcy latem często grają w piłkę 🙂

  4. Według mnie narzekanie na rozluźnienie więzi z powodu technologii to typowe malkontenctwo ludzi, którzy patrzą przez różowe okulary na swoje lata młodości – dla nich kiedyś nawet trawa była bardziej zielona, i słońce mocniej świeciło. Do tego często nie nadążają za rozwijającym się światem, i stąd bierze się jego niezrozumienie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here