Osobowość ofiary – też uważasz, że inni mają lepiej?

11
1357

Większość z nas choć raz w życiu spotkała osobę, która sprawiała wrażenie, jakby przyciągała wszystkie nieszczęścia świata. Wykluczona, wyśmiewana, nieakceptowana, ofiara losu. Czy rzeczywiście istnieją takie cechy, które sprawiają, że zyskujemy osobowość ofiary?

Osobowość ofiary – różne twarze

Kasia je w kącie szkolnego holu kanapkę, patrzy bezradnie, jak koledzy kopią jej plecak i rozsypują zawartość piórnika. Marta ukrywa się na studiach w bibliotece, poprawia grube okulary i wchodzi do auli dokładnie minutę przed rozpoczęciem wykładu, by nie musieć z nikim rozmawiać. Mariola drżącym głosem i z uciekającym wzrokiem występuje przed szefem. Przedstawia swoje osiągnięcia, ale nie wierzy, że uda jej się uzyskać podwyżkę. Monika bezskutecznie próbuje zamaskować sińce pod oczami, zakłada długi sweter, szczelnie się nim otula, by ukryć ślady przemocy na ramionach. Wyrzuca sobie, że nie była wystarczająco dobra i mąż się znowu zdenerwował….Jest też Patrycja, która mimo że świetnie sobie radzi, to ciągle jej mało, jest znana z tego, że użala się nad sobą, podkreśla, jak to ma w życiu ciężko i jak wiele dobrego ją omija. Ma wieczny żal i uczucie urazy.

Osobowość ofiary, to termin znany w psychologii od dawna. Może kształtować się wtedy, kiedy krzywdy są namacalne i łatwe do wskazania. Może również powstawać u osób, które są skłonne do przesady i mają problem, by realnie ocenić swoją sytuację. Niezależnie od sytuacji życiowej tożsamość ofiary staje się więzieniem dla osoby, którą dotyka. Sprawia, że trudno z niego wyjść i rozpocząć nowe życie. Decyduje również o tym, że w towarzystwie ofiary jak grzyby po deszczu wyrastają osoby o osobowości toksycznej, psychopaci. Ofiarę bowiem bardzo łatwo skrzywdzić. Tak bardzo, że osoby dysfunkcyjne są święcie przekonane, że „sama się o to prosi”.

osobowość ofiary

Takie są prawa biologii. Ofiary potrzebują swoich katów, a kat potrzebuje ofiar. Brzmi brutalnie?

Czy jesteś ofiarą?

Ofiara to osoba mająca poczucie krzywdy, bezsilności i winy. Co istotne trudne wydarzenia w życiu nie działają na nią mobilizująco, ale sprawiają, że staje się ona pasywna. Pozostaje w martwym punkcie i obserwuje wydarzenia z boku, nie próbując zmienić ich biegu. Poddaje się temu, co przynosi los, wierzy przy tym, że potrzeby innych osób są ważniejsze niż jej samej.

W odróżnieniu od innych osób, które w obliczu niepowodzeń, denerwują się, nierzadko czują się oszukani, ale próbują wyciągnąć lekcję z danej sytuacji i zmienić swoje życie, ofiara poddaje się na samym wstępie. Jest bezradna i bezkrytyczna, przyjmuje życie takie, jakie jest, święcie wierząc, że nie zasługuje na nic lepszego. W konsekwencji „obrywa” coraz bardziej. Inni zauważając jej słabość, celowo lub przypadkowo wykorzystują sytuację, a to jeszcze bardziej utwierdza ofiarę w przekonaniu, że nie może niczego dobrego spodziewać się od życia. Sama się nakręca, przekonując, że wszyscy mają lepiej, a wszystkie nieszczęścia spadają na nią. Tym sposobem sama dla siebie staje się zagrożeniem.

Dlaczego bycie ofiarą jest niebezpieczne?

Osobowość ofiary przyciąga do siebie ludzi, którzy potrafią wykorzystać jej słabości. Wszystkich tych, którzy nie mają problemów, by sięgać po manipulację, szantaż, wykorzystywanie, krzywdzenie. To dlatego do ofiary jak do magnesu lgną osoby o despotycznych skłonnościach, wszyscy ci, którzy znajdują ukojenie, wyżywając się na innych.

Ofiary bardzo szybko stają się uzależnione od toksycznych osób, z którymi nierzadko budują związki. Na początku słyszą, że nie muszą pracować, potem, że są bezwartościowe, bo nie mają własnych pieniędzy, że mają siedzieć cicho i słuchać. Po uzależnieniu finansowym przychodzi uzależnienie psychiczne, wynikające z przekonania, że cały świat się na mnie uwziął, tylko na niego mogę liczyć. Nieważne, że pije, bije, ważne, że jest „swój”.

Jak zerwać z rolą ofiary?

Wyjście z roli ofiary nie jest proste. Gdyby tak było, tysiące kobiet nie tkwiłoby w toksycznych związkach przez lata, a mnóstwo nastolatków nie stawałoby się łakomym kąskiem dla agresywnych rówieśników.

Droga do ozdrowienia jest niestety długa i męcząca. Dobra wiadomość jest taka, że możliwa.

Po pierwsze należałoby wyjść od realnej oceny rzeczywistości, bez ubarwiania, wpadania w tragiczne tony. Trzeba spojrzeć na swoje życie z boku i spróbować ocenić, jak ono naprawdę wygląda. Uświadomienie sobie, że odgrywamy rolę ofiary to najważniejszy krok do zmian.

Po drugie, gdy już zmierzymy się z przeszłością, pora na akceptację, zrozumienie, że to co było, już nie istnieje. Pozwolenie na to, by przeszłość odeszła i skupienie się na tym, co można zrobić tu i teraz, pozwoli nastawić się na działanie w miejscu dotąd wybieranego pasywnego trwania.

Po trzecie trzeba odwagi i optymizmu, które są niezbędne, by wyjść ze strefy komfortu, którą paradoksalnie stanowi rola ofiary. Zrezygnowanie ze znanych schematów zachowania, może być bardzo trudne i wymagać czasu. By to się udało, trzeba zadbać o poczucie wartości, wzmacniając je na wiele sposobów oraz naukę asertywności, która uzdrowi budowane relacje międzyludzkie.

Wyjście z roli ofiary nie jest proste. W wielu przypadkach niezbędna jest intensywna terapia, by mogło być to możliwe. Warto podjąć ten trud, bo w rodzinach, w których jedno z rodziców jest ofiarą wychowują się dzieci bardzo narażone na przyjęcie tożsamości ofiary.  Ludzie mają bowiem silną potrzebę do odtwarzania wzorców obserwowanych na wczesnych etapach życia. Dlatego rola ofiary to wyuczony, nabyty wzorzec zachowania, a nie coś, z czym się rodzimy.

11 KOMENTARZE

  1. wychowywanie w dysfunkcyjnej rodzinie na pewno ma ogromny wpływ na ukształtowanie charakteru, ale myślę, że tak naprawdę wszystko zależy od nas samych
    każdy z nas z czymś się zmaga, też mam słabości które utrudniają mi życie, nie widzę sensu by użalać się nad sobą z tego powodu lub szukać winnych

  2. Ciekawy wpis, na szczęście ja nie mam tych cech, chociaż u mnie bywa różnie w drugą stronę – po części jestem typem A, ale staram się walczyć z tą presją nakładaną na samą siebie 🙂

    Szkoda, że często wiele osób nawet nie jest świadomych, że tkwi w krzywdzącym dla siebie światopoglądzie :C

  3. Wychowanie w rodzinie na pewno jest wyznacznikiem tego jakie obierzemy spostrzeżenie na świat, jednak z wiekiem trzeba wiele doświadczyć czy zaobserwować aby to myślenie weszło na odpowiednie tory. Rodzice wielu rzeczy nam nie mówią bo jesteśmy za młodzi, bo jeszcze coś innego. Charakter kształtujemy całe życie.

  4. Pracuję z dziećmi, które wchodzą szybko w rolę ofiary. Rozpoznaję ją natychmiast. Niestety, rodzice i dziadkowie bardzo ją wzmacniają np. poprzez to, że wszystkie problemy zgłaszają za dziecko czy przy nim mówią, że jest bezradne i słabe. To generuje jeszcze większe wczuwanie się. Ja staram się nad nimi nie użalać, przenosić na nie odpowiedzialność choćby za zgłaszanie sprawy od razu nauczycielowi, a nie popłakiwanie w domu bez wcześniejszego słowa w szkole. To ciężki kawałek chleba, czasem trudniejszy niż praca z agresorami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here