To, że mam męża, nie znaczy, że nikt inny mi się nie podoba

6
853

Początki związku bywają różne: gwałtowne, stonowane, zaskakujące…

Czasami zaczyna się od wybuchu niespodziewanych uczuć. Jest pożądanie, jakaś kosmiczna siła, która pcha nas w ramiona konkretnego mężczyzny. Wszystko inne przestaje się liczyć. Wystarczy spojrzenie, by wpaść i myśleć tylko o jednym.

Bywa też inaczej. Czasami uczucie rodzi się powoli, leniwie…i niespodziewanie. Najpierw rozkwita przyjaźń. Dwoje ludzi łączą wspólne rozmowy, pokrewieństwo dusz, by dopiero po jakimś czasie pojawiło się pożądanie.

Niezależnie od tego, jak się związek zaczyna, psychologowie podkreślają, że za każdym razem relacja przechodzi podobne fazy. Pierwszym cementującym ją etapem jest namiętność. Następnie, o ile związek się nie wypali na samym starcie, pojawia się stabilizacja.

Na tym drugim etapie pożądanie nadal trwa, ale rzadko jest ono tak duże jak wtedy, kiedy się zakochałyśmy. Teoretycznie sama fizjologia. Nie ma mowy o tym, by ciągle funkcjonować w „narkotycznym miłosnym upojeniu”…

Problem w tym, że w większości z nas, mimo zmieniającego się związku, pozostaje tęsknota za tymi zwariowanymi początkami. I tu pojawia się ryzyko, że będzie ona tak spora, że nad nią nie zapanujemy.

Jesteś tylko Ty

Teoretycznie decydując się na związek, przyjmujemy bez protestów założenie, że odtąd liczy się dla nas tylko ON. Oprócz codziennego bycia razem wybieramy w pakiecie wierność, uczciwość i dbanie o siebie nawzajem. „Umawiamy się”, że nikt inny nie dostanie tego, co oddajemy ukochanemu. Nie ma znaczenia czy chodzi o uściski, pocałunki, seks, czy po prostu bliskość psychiczną – zwierzenia, fantazje, rozmowy, które prowadzi się z ukochanym, nasz wewnętrzny świat.

Gdy decydujemy się na związek, rzadko jednak bierzemy pod uwagę, że coś pójdzie nie tak. Że dobrze rokująca relacja okaże się dla nas pułapką. Scenariuszy jest przecież nieskończenie wiele. On może się rozmyślić, my również z czasem możemy czuć się „opuszczone” i zaniedbane. Każde z nas może dojrzeć i znaleźć się na innym życiowym etapie, co sprawi, że przestaniemy się dogadywać i widzieć przyszłość razem.

Częstym problemem jest też nierozumienie podstawowej idei. Mianowicie to, że sam fakt pozostawania w związku nie sprawi nagle, że przestajemy widzieć inne osoby. Im dłużej trwa związek, tym bardziej naturalne staje się, że dostrzegamy atrakcyjność innych mężczyzn. I co wtedy?

Kocham męża, ale podoba mi się też ktoś inny

Psychologowie już dawno odkryli prawdę, w którą większość z nas nie chce wierzyć, bo jest niewygodna i burzy nasze poczucie bezpieczeństwa. Mianowicie – do zdrady dochodzi nawet w szczęśliwych związkach. Dzieje się tak często nie dlatego, że nie kochamy partnera, wcale nie dlatego, że nie mamy w domu wszystkiego, czego pragniemy. Paradoksalnie zdradzamy także dlatego, że tęsknimy za powiewem nowości, świeżości, zaskoczeniem.

Romans pojawia się niespodziewanie. Bo spędza się z kimś więcej czasu, bo kolega z pracy poświęca nam mnóstwo uwagi, jest taki zabawny, fascynujący, bo rozmowa z nim jest świeża, a niewinny flirt obiecujący, bo atmosfera robi się niebezpieczna, a jesteśmy tylko ludźmi…

Osoby o silnej osobowości i mocno ugruntowanym systemie wartości wystarczająco szybko dostrzegą zagrożenie i zrobią wszystko, by mocno ograniczyć kontakty z kolegą, który za bardzo się podoba. Skupią się na mężu, wybiorą się z nim na wycieczkę, kupią nową bieliznę, zrobią coś, co pozwoli znowu poczuć motyle w brzuchu, ale nie na boku, ale w ramionach ukochanego.

Jednak znajdą się także i takie osoby, które z różnych powodów dadzą się porwać nowemu uczuciu. Choćby pozostało ono w sferze platonicznej, to fantazjowanie o przystojnym znajomym może stać się niebezpieczną pokusą, by marzenia zrealizować w rzeczywistości. Wystarczy chwila, by puściły hamulce, trochę alkoholu, wyjazd służbowy…I bam. Stało się, choć nie powinno…

Czy zawsze będziesz wierna?

Kobiety, którym zdarzyło się zdradzić męża, często podkreślają w osobistych rozmowach, że nigdy nie zakładały tego scenariusza. Uważały się za szczęśliwe, zakochane i spełnione. Znajdą się wśród nich oczywiście osoby, które seks na boku traktują jak świetną rozrywkę, jednak zdecydowana większość romansów to wynik pożądania, które niespodziewanie uderza, na początku daje złudne poczucie, że jest kontrolowane, by po czasie opętać nas w pełni.

Sytuacja bez wyjścia? Niekoniecznie. Zamiast zakładać, że jesteśmy odporne, a romans nie jest w naszym stylu, warto zachować czujność. Nie tylko dbać o związek i ciągle w niego inwestować, ale również słuchać swoich uczuć. Dać sobie przyzwolenie do uczuć, których nie chcemy i których nie rozumiemy. Bo o ile ma prawo nam spodobać się ktoś inny poza mężem, o tyle jeśli nie chcemy ryzykować stabilności związku, warto zauważyć zagrożenie zawczasu. I wykazać się silną wolą. Najczęściej najskuteczniejsze jest profilaktyczne zminimalizowanie kontaktów z osobą, którą wpadła nam w oko. Im szybciej, tym lepiej. Bez łudzenia się, że jest się silną osobą i niewinny flirt nie zmieni się w coś więcej….

6 KOMENTARZE

  1. To, że jesteśmy w związku małżeńskim nie znaczy, że przestajemy dostrzegać atrakcyjność płci przeciwnej. To, że ktoś nam się podoba, jest normalną, zdrową relacją. Natomiast, problem występuje wówczas, kiedy tak, jak piszesz, kusi nas do tego, aby pójść o krok dalej.

  2. Żeby jeszcze wszyscy chcieli mieć tą silną wolę, ale nie ma tak lekko. Z każdej strony czyha niebezpieczeństwo i pokusa… Przyjdzie taka koleżanka i będzie tak drążyć, tak nachodzić aż zrobi. swoje, żeby pokazać kto jest „lepszy”…

  3. Myślę, że jeśli nasz partner jest nie tylko naszym partnerem, ale także przyjacielem, to ryzyko zdrady jest jednak dużo mniejsze. Bo przecież czy warto ryzykować tak niesamowitą więź dla chwili szaleństwa… Oczywiście każdy związek trzeba pielęgnować i nie można go zostawiać samemu sobie, bo każde ognisko do którego nie dokłada się drew w końcu wygaśnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here