Budując związek, trzeba się wysilić…a że się nie chce, to się rozstajemy

7

W świecie fast, gdzie mamy wszystko od razu, czekanie i staranie się jest nudne. Komu by się tam chciało zabiegać, bawić w jakieś tam prehistoryczne „zalecanie się”. Po co chodzić, uśmiechać się, czekać na „tę jedną”, skoro obok jest tyle gotowych i chętnych. No nie ma sensu. To wbrew logice. Tak, jak naprawianie tego, co się psuje się nie opłaca, tak też czekanie na coś, co można mieć od razu – również. Idziesz kawałek dalej i jest nowe, piękne, nawet obiektywnie ładniejsze niż poprzednie. Bez trudu, od razu i z gratisową ekscytacją, która towarzyszy nowości. Nic tylko bawić się, śmiać i polewać szampana.

W tym stylu można przeżyć całe życie, nie czując tęsknoty za czymś większym. Bez świadomości z wysoko uniesioną głową i głośnym rechotem na chwiejących nogach. Upojeni, z mglistym spojrzeniem, coraz mniej czujemy, ale coraz więcej doświadczamy. Z przygodami, bez większych emocji. Tej pustki i wszechobecnej bylejakości, której jesteśmy…częścią nie ogarniamy. Zasypiamy, gdy urywa się film. Z ulgą, że nie zdążyła dopaść nas cisza.

Zabieganie

Nie ma dwóch tych samych historii. Każda jest inna. Nie ma też reguły. Można tworzyć fantastyczny związek z kimś, kogo poznało się w pełni już na pierwszej randce. Można też przekonywać się do kogoś długo. Początek o niczym w gruncie rzeczy nie świadczy. Choć związek z dłuższym startem, według statystyk i badań, ma nieco wyższe szanse na powodzenie, to gwarancji na pewno nie daje żadnej.

Liczy się bardziej to, co następuje później. Mianowicie, jak bardzo się nam chce i na ile umiemy działać. Czy kogoś zaklepujemy – „mój, nie ruszaj” i odpoczywamy, czy raczej harujemy dalej dla wspólnego dobra.

Chodzi o wysiłek mierzonymi prozaicznymi czynnościami takimi jak zaparzenie drugiej osobie kawy, przytulenie i danie wsparcia, gdy jest naprawdę źle, milczenie, gdy nie ma słów i mówienie, gdy jest na to czas. To odłożenie telefonu i spoglądanie w oczy, to wspólny spacer i posiłek. PO prostu wybieranie jego/jej niż…tego wszystkiego, co kusi każdego dnia.

Jednak wybieranie drugiej osoby każdego dnia na nowo to nie wszystko. Liczy się coś jeszcze.

Nie liczy się tylko to, co ja robię

Problemem wielu par jest mierzenie i ważenie, które następuje na pewnym etapie (jeszcze mocno niedojrzałym) związku. Kiedy jedna ze stron wyciąga całą listę tego, co robi dla związku i dla partnera i nadaje jej wielkiej wagi. Z miną rozkapryszonego dziecka domaga się oklasków. W klasycznym układzie po to, by pokazać, że ta druga strona robi niewiele…lub prawie nic. I że tak dalej być nie może.

W dojrzałych związkach takich rozmów nie ma. W ogóle się o tym nie mówi i nie myśli. Nie rozlicza się. Nie przekonuje ja to, a ty tamto. Bo każda ze stron działa na rzecz wspólnego dobra i niczego nikomu nie wylicza. Nie przecenia swoich starań i nie wpada w pułapkę niedoceniania czyichś zabiegów.

W szczęśliwych związkach podłogi „same się myją”, a śmieci po prostu się wynosi. Obie strony się doceniają. Dają sobie prawo do odpoczynku, gorszego dnia i lenistwa. Jednak generalnie działają.

Nikt nikogo nie wykorzystuje, a wysiłek wpisany jest w codzienność. Rozmawia się nie o tym, że ty znowu nie umyłeś zlewu, ale o ideach, marzeniach i wspólnych planach na przyszłość. Brzmi jak bajka? Całkiem nierealnie? Dla wielu tak, ale dla osób, które zdecydowały się zainwestować w związek i starać się w 100% – to norma.

I żyli długo i szczęśliwie

Bajki i komedie romantyczne są szkodliwe, a karmi się nimi na każdym kroku.

Są szkodliwe zwłaszcza dla osób, które wierzą, że tak wygląda życie. Że przychodzi pewien moment, w którym spotykamy właściwą osobę i po prostu…żyjemy długo i szczęśliwe. Wszystko się układa, bo do siebie pasujemy. I jest nam razem miło, lekko i przyjemnie. Jest cudownie, pięknie i bezproblemowo. No nie. Nie jest. Nie ma nic za darmo. Nic nie dzieje się bez wysiłku.

  • Nawet wyjątkowo dobrze dobrane pary się kłócą.
  • Przechodzą kryzysy.
  • Muszą się starać.
  • Dbać o związek.
  • Inwestować czas w bycie razem.
  • Ciągle pracować nad sobą.
  • Przepraszać i wyciągać wnioski.

Bycie razem to harówka. To staranie się, nieodpuszczanie, działanie. Nic nie jest dane raz na zawsze. Drugi człowiek nie jest naszą własnością. Wszystko może się zmienić, dlatego jeśli nam zależy, to warto sobie to uświadomić.

Potrzeba pokory, cierpliwości, dystansu, umiejętności wybaczania sobie i drugiej osobie. Nie jest to łatwe, ale daje dużo więcej niż wymaga. Jasne, że nie da się osiągnąć takiego porozumienia, wsparcia i zaufania w przelotnych związkach jak w dojrzałych relacjach. Nie ma tu nawet miejsca do porównań.

To, że media karmią nas papką to wiadomo nie od dzisiaj. To, że bardziej sprzedają się chwilowe barwne historie – to zrozumiałe. Tak, jak to, że nie pokazuje się całej reszty – zabiegania, starania, błędów, codzienności, szarej otoczki, która w gruncie rzeczy jest ważnym elementem życia.

7 KOMENTARZE

  1. W tych czasach pojęcie związku to kłamstwo nie ma czegoś takiego bo tak jak tu wiele ludzi pisze pojawia się problem i do widzenia a czasem tak nie dużo trzeba zwyczajnie szczera rozmowa trochę empatii I tak na prawdę wszystko da się naprawić ale po co jak nowe bardziej intryguje itd ogólnie ludzie chcą teraz żyć bez problemów i bez jakichkolwiek zobowiązań.

  2. Nazwijmy to po imieniu tacy co nie potrafią usiedzieć w miejscu z jednym partnerem to zdrajcy i oszuści- sami siebie też oszukują,kiedyś obudzą się z ręką w nocniku,nie warto z nimi się zadawać i przeciąć to chamstwo-szkoda na nich czasu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj