To nie jest łatwy wpis. Jednak nawet to, co trudne, a może zwłaszcza to, co trudne, wymaga uwagi. Jako lekcja czy przestroga, żeby się zastanowić nad sobą i własnym życiem. Niestety jako kobiety bywamy na wskroś głupie. Naiwne i pogubione. Jednym z objawów naszej głupoty jest tkwienie w związkach, w których robimy wszystko: dosłownie wszystko. A ta druga strona ogranicza się do strzelania fochów.
![]()
Kobieta od wszystkiego
Nie brakuje kobiet, które są od wszystkiego. Zarabiania, gotowania, sprzątania, wychowywania dzieci, ogarniania na bieżąco oraz wtedy, gdy coś się dzieje. Takie kobiety o wszystkim myślą, pilnują każdego terminu. Gaszą pożary i sprzątają bałagan – dosłownie i w przenośni.
On, ich partner życiowy, jest nieobecny. Dosłownie lub mentalnie – z puszką piwa na kanapie. Wiecznie niezorientowany, nieprzygotowany. Jak dziecko we mgle, zagubiony i naiwny. Nie wie, nie umie i nie chce się nauczyć. Ona przecież zrobi to lepiej.
Skąd się to bierze?
Kobieca zaradność i superbohaterstwo to nie kwestia dziedziczna, ale problem wyuczony.
Zaobserwowany najczęściej we własnym domu, w którym mama była zawsze przewodniczką, ogarniaczką wszystkiego. Wszyscy wiedzieli, że lepiej gdy taty nie było w domu…. Wtedy, gdy on znikał, było spokojniej. Lepiej, gdy to mama się zajmowała wszystkim, a tata pozostawał w cieniu. Bo on co najwyżej plątał się pod nogami lub krzyczał i denerwował się. Nie ogarniał, nie pomógł, co najwyżej zburzył spokój. Nakrzyczał, rozwalił, nie pomógł, a jedynie przeszkadzał.
Bycie bohaterką, która trzyma na ramionach całą rodzinę to konsekwencja wyrastania w domu, w którym kobiety są odpowiedzialne za wszystko.
Mężczyzna, który nie daje z siebie nic
Niestety jako kobiety mamy tendencję do „hodowania” mężczyzn, którzy nie czują się odpowiedzialni.
Na początku bywa, że postępujemy tak z miłości. Dajemy z siebie wszystko. Znacznie więcej niż trzeba.
Czasami dlatego, że chcemy dobrze, jesteśmy zdesperowane, mamy niezdrowe podejście do związku, zbyt niskie poczucie wartości.
Bywa, że powodem jest coś zupełnie innego: niewiara w mężczyzn. Uważamy, że lepiej ogarniemy: dom, dzieci, wszystko, że on jeśli pozwolimy mu, to nie da sobie rady, nie warto zatem nawet próbować.
Gdzie zaprowadza nas taka postawa?
Niestety trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: jesteśmy same sobie winne. Nasze myśli i nasza postawa kreują rzeczywistość. Im bardziej mu usługujemy, tym bardziej on nie ogarnia.
Zazwyczaj też brakuje nam asertywności, jasnego postawienia sprawy i wymagania działania. Potrzeba bowiem uporu, cierpliwości i konsekwencji, żeby zmienić układ, który trwał przez lata i do którego wszyscy się przyzwyczaili.
Nie pozwól na to. Już od samego początku
Jak rozwiązać problem? Najlepiej wtedy, kiedy jeszcze go nie ma. Od razu włączać mężczyznę w obowiązki. Nie dawać z siebie nadmiernie. Nie traktować pana jak jajko, nie usługiwać. Pracować nad swoim poczuciem wartości. Dbać o siebie i sprawiedliwy podział ról.
Nie popadać też w drugą skrajność. Niestety badania pokazują, że mamy tendencję do przeceniania swojego wkładu pracy i niedoceniania czyichś działań. Być obiektywną, spokojną. Dbać o harmonię w życiu.
Niestety życie z nieodpowiednio zachowującym się mężczyzną to często nasza wina. My same hodujemy sobie lenia w domu, a po latach narzekamy, że mężczyzna nic nie robi. Nie róbmy tego sobie! Nie róbmy też tego własnym synom. Wymagajmy od mężów i chłopców. Od samego początku. Tak, to takie proste.