Konsumpcjonizm to przekleństwo naszych czasów. Kolekcjonujemy rzeczy, łapiemy w zęby coraz dłuższe listy wyborów, ściskamy możliwości. Nie potrafimy zdecydować się na jedną opcję — chcemy mieć wszystko, na wszelki wypadek. Byle nie poczuć tego nieznośnego ukłucia, że coś nas ominęło, że czegoś nam brakuje.
W związkach wygląda to tylko częściowo podobnie. Ma być dobrze, miło, idealnie — tu się zgadza. Ale gdy robi się trudniej, często wolimy odpuścić. Po co się męczyć, skoro świat oferuje tyle innych opcji. Skoro można szukać bez końca, ulepszać rzeczywistość, wymieniać emocje na nowszy model. Przecież zasługujemy na więcej…
Wystarczy otworzyć jeden z internetowych katalogów i znaleźć kogoś „w zastępstwie”. Na próbę. Tak jak wcześniej. A potem następny, proszę. Związek na trzy lata, maksymalnie, a potem wymieniamy model na nowszy.
Takie czasy, że nie umiemy być razem?
Mówią, że to wina naszych czasów. Bo kiedyś podobno się naprawiało, a dzisiaj się wyrzuca. Obecnie nikt nie zaprząta sobie głowy czymś, co jest stare, skoro można mieć nowe. Jednak czy to rzeczywiście prawda?
Czy kiedyś związki były naprawdę lepsze? Te aranżowane lub formalizowane po miesiącu i kilku randkach?
Przecież to nieprawda, że były genialne! Bo nie były. Wiele długoletnich związków trwało, nie dlatego, że parze było cudownie razem, ale dlatego, że tak było wygodniej. Bo wcale się im nie chciało budować czegoś nowego. Ludzie woleli tkwić razem, a właściwie obok siebie. Drzeć koty albo milczeć.
Niewiele o sobie wiedzą, choć teoretycznie przeżyli razem więcej niż można było się spodziewać. Pobili razem średnią w…udawaniu.
![]()
To w czym problem?
Dzisiaj związki dużo częściej się rozpadają, nie dlatego, że kiedyś było lepiej. Przyczyna jest inna. Mamy więcej opcji i większą odwagę. Istnieje też przyzwolenie na to, by ciągle szukać, eksperymentować, przebierać, dobierać.
W świecie, w którym mamy na tacy przedstawione sylwetki kobiet i mężczyzn gotowych na spotkanie, palec po ekranie sam się przesuwa. Oglądamy, czytamy i idziemy dalej. Kto wie, może za chwilę trafię na kogoś lepszego? Atrakcyjniejszego? Zabawniejszego?
Pokusa ciągłego wybierania jest zbyt silna, żeby z niej tak po prostu zrezygnować.
Dlaczego mam się ograniczać do danej osoby, skoro być może druga jest lepsza? Może dać szansę komuś innemu?
3 lata. Nie chce mi się więcej
Stąd mamy dzisiaj rzeczywistość, w której dominują krótkotrwałe związki. Takie, które trwają w najlepszym wydaniu 2-3 lata. A potem bach. Nie ma, skończyło się.
Psycholodzy wiedzą, dlaczego przeciętny staż związków jest dzisiaj tak krótki.
3 lata to miej więcej tyle, ile potrzeba na zakochanie się, krótkie odkrycie się (tego, co znajduje się “na wierzchu”), zrobienie kilku ważnych, atrakcyjnych rzeczy…i zauważenie własnych błędów i niedoskonałości. Po dwóch-trzech latach zazwyczaj opadają klapki. Już nie mamy różowych okularów, ale lupę, pod którą jak na dłoni widać to, co nie pasuje.
I albo wejdziemy w związek głębiej, z większym zaangażowaniem, a tym samym wysiłkiem, bólem i rozczarowaniem, które się tym wiążą, albo odpuścimy i pójdziemy dalej. Bo okaże się, że druga osoba wcale nie jest taka, jak nam się wydawało. Uznajemy, że nie warto się dla niej starać, czy po prostu jest tak, że nie pasujemy do siebie… Dlatego po co tracić czas?
A może to wcale nie byłaby strata czasu?
Nie mamy złudzeń
Nie mamy złudzeń. Istnieje też inna teoria, o której warto wspomnieć.
Jeśli ktoś do trzydziestki nie ułoży sobie życia, później bywa trudniej o stabilną relację. Najbardziej trwałe związki to często te pierwsze, ewentualnie drugie, zaczynane bardzo młodo, zanim zdążyliśmy nabrać dzisiejszych przyzwyczajeń. Budowane powoli, bez presji, rok po roku.
Jeśli z jakiegoś powodu taki związek się nie uda i dojdzie do rozwodu, oczywiście nadal istnieje szansa na szczęście w kolejnej relacji. Jednak ból i rozczarowania, których się doświadczyło, potrafią skutecznie utrudnić drogę do happy endu.
Bo jako dojrzali ludzie jesteśmy ostrożniejsi, mniej ufamy, uważniej obserwujemy i rzadziej wybaczamy. Nie mamy złudzeń, a to wszystko sprawia, że szanse maleją. Co nie znaczy, że znikają całkowicie.
Co dalej?
Nowe życie po 40: tak wygląda druga młodość, o której nikt Ci nie mówi
Mam to szczęście, że jestem z kimś, kto każdego dnia stara się dla mnie na nowo i ja chcę robić to samo dla niego. 😊
Moja babcia mawiała, że lepsze jest wrogiem dobrego i jeśli chodzi o związki często tak właśnie jest.