czwartek, 30 kwietnia, 2026
Strona główna Artykuł sponsorowany K18Hair – maska, która odmieniła moje włosy. Recenzja

K18Hair – maska, która odmieniła moje włosy. Recenzja

Masz wrażenie, że wszystkie “wspaniałe”, “cudowne”, “niesamowite” kosmetyki do włosów kompletnie nie działają na Twoje pasma? Ja tak właśnie mam. Co bym nie stosowała, to efekt jest w najlepszym przypadku przeciętny, a najczęściej – w ogóle niezauważalny. Myślałam, że taka po prostu uroda moich włosów – nic nie da się z nimi zrobić, będą wyglądać przeciętnie przez cały czas. Jednak po zastosowaniu maski K18Hair zmieniłam zdanie.

Co kilka miesięcy rozjaśniam i farbuję włosy, suszę je co drugi dzień, kilka razy w miesiącu używam prostownicy. Włosy są podniszczone na długości, a bardzo ładne u nasady (gdzie farbuję czy rozjaśniam najmniej lub wcale). Mam więc porównanie, jak moje włosy mogłyby wyglądać, gdyby były nieskazitelnie zdrowe i mocne na całej długości.

Włosomaniactwo nie jest dla mnie. K18Hair to wie

Maska K18Hair (stronę marki można znaleźć tutaj) bardzo przypadła mi do gustu jeszcze przed testami z prostego powodu – nie trzeba jej spłukiwać! Muszę przyznać, że włosomaniactwo nigdy nie było w zasięgu mojej ręki z powodu niechęci do długich zabiegów pielęgnacyjnych, nakładania kosmetyków i czekania kilkanaście czy kilkadziesiąt minut, aż będzie można je spłukać. No po prostu jestem ultraleniuchem w tej kwestii 🙂 Wolę szybko umyć włosy, nałożyć kosmetyk, który ułatwi rozczesanie i od razu przystąpić do suszenia, by móc wyjść z domu lub zająć się innymi ciekawszymi czynnościami. K18Hair jest super pod tym względem – wymaga jedynie umycia włosów i ich lekkiego osuszenia ręcznikiem. Wręcz zabronione jest aplikowanie odżywki! Tylko szampon i maska, której nie muszę spłukiwać – to takie proste. W końcu ktoś pomyślał o osobach, które nie lubią spędzać swojego wolnego czasu w łazience aplikując, czekając i spłukując produkty pielęgnacyjne.

Efekty stosowania maski K18Hair

Dobra, napiszę to, co wszyscy wiedzą – tak, ta maska jest droga. Jest na poziomie droższych profesjonalnych marek używanych w najlepszych salonach fryzjerskich. Jednak jej wydajność – i jak okazuje się także jej działanie – całkowicie równoważą jej cenę. Kupiłam 4 miniopakowania maski, każde o pojemności 5ml (czyli łącznie 20ml, o 10ml mniej niż pełnowymiarowe opakowanie). Myślałam, że 5ml wystarczy mi na maksymalnie jedno-dwa użycia, a ostatecznie jedno opakowanie stosowałam 5 razy! Czyli blisko półtora tygodnia regularnego mycia włosów i nakładania tylko tej maski. Bardzo wydajny skubaniec. Informacyjnie – moje włosy są bardzo cienkie i sięgają do połowy łopatek, dlatego też nie potrzebowałam bardzo dużej ilości specyfiku. Choć pamiętajmy, że 1ml kosmetyku to – wbrew pozorom – całkiem sporo. Na pewno bardzo dobrze wiedzą to choćby osoby zagłębione w tajniki poprawnego stosowania filtrów przeciwsłonecznych na twarz. Jedna przepisowa aplikacja filtra na twarz to właśnie 1ml, czyli krem nałożony dość cienkimi strużkami na DWA palce u rąk na całej ich długości. To już trochę zmienia perspektywę, prawda? 🙂

Maska ma perłową, świetlistą konsystencję i – mimo obecnych w składzie składników zapachowych – dość chemiczny, trochę leczniczy aromat.

A samo działanie?

Po pierwszym użyciu – “oo, moje włosy są bardzo mięciutkie, cały czas je dotykam i mają taką fajną teksturę, jak nie moje włosy!”.

Po drugim użyciu – “Są cały czas fajnie miękkie, a do tego o wiele bardziej gładkie, mniej jest tych krótkich, odstających włosków, wszystkie są takie proste i śliskie. Podoba mi się!”

Po kolejnych użyciach – “Ej, moje włosy wyglądają lepiej i są widocznie zdrowsze z zewnątrz! Nie plączą się tak, jak wcześniej, są naprawdę przyjemne i miękkie w dotyku (cały czas je macam, czego w sumie powinno się unikać, ale nie mogę się oprzeć). Super efekt!”

Po kilku tygodniach – zgodnie z zaleceniami producenta – zmniejszyłam częstotliwość stosowania maski. Już nie po każdym umyciu włosów, a co drugie, czasem co trzecie. A efekt utrzymuje się na takim samym poziomie. Najwidoczniej największe ubytki w strukturze włosów już zostały uzupełnione, a podtrzymanie efektu jedwabistych włosów jest już bajecznie proste i nie wymaga stosowania maski za każdym razem, można jej stosowanie przeplatać zwykłymi odżywkami czy maskami innych firm.

Podsumowując: maska K18Hair, którą można kupić na https://estyl.pl/k18-hair-mask-weganska-maska-odbudowujaca-i-regenerujaca-bez-splukiwania-50ml z użycia na użycie poprawia wygląd włosów. I to jest fakt – sama to przetestowałam na własnej głowie! A uwierzcie mi, że do tej pory żaden kosmetyk nie dał mi zauważalnych efektów w tak bardzo odczuwalny sposób. Maska jest skierowana do posiadaczek pasm zniszczonych, chropowatych i szorstkich (czyli generalnie do każdych po regularnym farbowaniu oraz do kręconych, bo one zwykle są ekstremalnie przesuszone).

Jeśli szukasz produktu, który W KOŃCU zrobi coś dla Twoich włosów i przemieni te sianowate końcówki oraz szorstkie długości w pukle gładkie i śliskie, po których nie widać efektów nieudanych koloryzacji i mocno nadużywanej prostownicy, to ten specyfik powinien zdecydowanie być na Twojej liście produktów do przetestowania.

Autorka: Agnieszka Solnica

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj