Kiedy zaczyna się problem? Być może w kołysce, kiedy płaczemy za dużo. Nie umiemy mówić, a mama jest zmęczona. I przestaje reagować. Nasze komórki ciała uczą się, że nawet głośny płacz nie gwarantuje otrzymania pomocy. Może problem zaczyna się później? Kiedy płaczemy jako dziecko i słyszymy, że nie mamy się mazgaić. Tupiąc nogą, od razu rykoszetem – “złość piękności szkodzi”. Przestajemy rozumieć, co czujemy i sami zaczynamy się karać za emocje, które przecież tylko przeszkadzają. Wycofujemy się. Bez wzorców, drogowskazów, zaczynamy przypominać ślepców próbujących iść po omacku. To nasz powszechny problem, który odpowiada na pytanie, dlaczego nie umiemy kochać tak, jak chcemy być kochani. Wiecznie głodni miłości, niespełnieni, samotni i zagubieni. Przylepieni z nosem do telefonu, z marzącym spojrzeniem zerkamy na telewizor, gdzie miłość jest piękna. I klniemy, dlaczego wszyscy ją mamy, ale my niestety nie.

Chcemy miłości, ale boimy się bliskości
Chcemy, żeby ktoś nas przytulił, ale kiedy ktoś próbuje, napinamy się jak struna. Nasze ciało pamięta, że na miłość trzeba zasłużyć. Szuka podstępu, nie umie się wyluzować.
Chcemy być ważne, ale kiedy ktoś zaczyna traktować nas poważnie, uciekamy. Bo robi się za poważnie, a to powoduje lęk.
Chcemy stabilności, ale wybieramy chaos, bo chaos znamy lepiej. To coś, co poznaliśmy od pierwszych dni życia, co wchłonęło nasze ciało niczym lekkostrawną kaszkę na śniadanie i pozwoliło nam urosnąć. Dlatego słaby facet, ale taki, co gwarantuje adrenalinę jest lepszy, a miły uważany jest za nudnego. Przeczytaj: Gdy taki związek jest dla Ciebie nudny
Psychologia zna odpowiedzi na pytania, dlaczego tak się dzieje. Oto one. Dwa podstawowe.
Lęk przed odrzuceniem
Boimy się, że jeśli pokażemy siebie naprawdę, ktoś odejdzie. Więc pokazujemy wersję „do kochania”, a nie tę prawdziwą. To proste, daje nawet efekty, ale nie daje ukojenia. Nie pozwala na długie, spokojne życie. Ponieważ druga osoba nie jest tak naprawdę z nami, ale z awatarem, który dla niej stworzyliśmy. Została oszukana, zresztą my sami też ją oszukujemy.
Lęk przed utratą siebie
Boimy się, że miłość nas połknie w całości i nie zostawi nic dla nas.
Że stracimy wolność, przestrzeń, tożsamość. Więc trzymamy dystans, który wydaje się nam bezpieczniejszy, nawet wtedy, gdy pragniemy bliskości.
Nie umiemy kochać, bo nikt nas tego nie nauczył
Miłość nie jest instynktem, czymś, co po prostu przychodzi i jest.
Miłość to umiejętność, to decyzja, która wymaga zaangażowania, a przede wszystkim działania.
A większość z nas dorastała w domach, gdzie emocje były problemem, a nie drogowskazem, gdzie trzeba było się zamykać, a nie wychodzić do ludzi. To rodzi przeświadczenie, że jak jest trudno, to znaczy, że jest to niewłaściwa osoba, a nie że po prostu trzeba poszukać rozwiązania…
Wzorce z domu
To jest naprawdę proste. Jeśli widzieliśmy zimno, uczymy się chłodu, widzieliśmy krzyk, uczymy się krzyczeć, było znaczące milczenie, uczymy się znikać. To wszystko schematy, które nie pomagają nam budować stabilnej, zdrowej relacji, ale…związki, które nam nie pomagają, tylko nas niszczą. Każde koleje rozczarowanie pogarsza naszą sytuację jeszcze bardziej. I odbiera wiarę, że kiedyś może być lepiej.
Brak języka emocji
Nikt nas nie nauczył mówić: „jest mi smutno”, „jestem zraniona”, „potrzebuję bliskości”.
Więc mówimy: „nic mi nie jest”. A potem dziwimy się, że nikt nas nie rozumie, a my same płaczemy, bo czujemy się opuszczone…. Skoro same nie mówimy, jak jest, to nie ma szans na czytanie w myślach – w teorii to brzmi seksownie, ale w praktyce to nie działa.
Mylimy miłość z emocjami
Wydaje nam się, że miłość to motyle, fajerwerki i chemia. Nie wiemy, że miejsce motyli jest na wolności, a nie w brzuchu i że tak zwana romantyczna miłość opłaca się w Hollywood, a nie w dorosłym życiu.
Dlatego kiedy mija uniesienie, myślimy, że to koniec. Że to nie ta osoba, że coś jest nie tak i trzeba szukać dalej. Dlatego mamy związki na dwa lata i zero stabilności. Uciekamy dokładnie wtedy, kiedy mogłybyśmy budować coś wartościowego.
Uczucie mija, relacja zostaje
Tymczasem prawda jest taka, że motyle nie są miłością.
Są jedynie zaproszeniem, wabikiem, który powinien zmotywować do pracy.
Bo prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, kiedy emocje opadają.
Miłość to wybory, nie motyle
Miłość to decyzja, że chcę być z tobą także wtedy, kiedy mnie wkurzasz, kiedy jestem zmęczona i naprawdę zła. Życie to niestety nie film, to wspólne spanie, chorowanie, upadanie i wstawanie. To rzadko jest romantyczne, piękne, najczęściej to wyzwania…i ciągła praca nad sobą.
Chcemy być kochani „idealnie”, ale sami kochamy po swojemu
Chcemy, żeby ktoś nas rozumiał bez słów, ale sami nie mówimy, czego potrzebujemy. I nie umiemy tak poważnie domyślić się, o co chodzi drugiej stronie. Chcemy, żeby ktoś nas wspierał, ale sami nie umiemy wspierać. Bo gdy zaczyna się poważny problem, to uciekamy. Druga osoba wygląda wtedy zbyt prosto, zbyt słabo, a gdy boimy się słabości, to łatwiej taką osobę zostawić, niż pomóc jest wstać…
Różne języki miłości
Jedni okazują miłość słowami.
Inni gestami.
Jeszcze inni obecnością, prezentami.
W praktyce wygląda to często tak, że często kochamy w języku, którego partner nie zna. To rodzi mnóstwo problemów. Więcej o językach miłości przeczytasz tutaj.
Różne potrzeby emocjonalne
Jedni potrzebują bliskości, inni więcej przestrzeni. Są tacy, co chcą długich rozmów o wszystkim i analizowania tego samego wiele razy, inni z kolei dojrzewają i odpoczywają w ciszy.
A do tego wszyscy myślą, że ich sposób jest „normalny”. Tymczasem możemy bardzo się różnic w banalnym porannym wstawaniu, kiedy jedna strona potrzebuje – spokoju, a inna energii.
Dlaczego tak trudno nam okazywać miłość?
Historia rodzinna to jedno. Wyzwaniem mogą być też doświadczenia miłości romantycznej – i to jest to drugie, co bywa naprawdę skomplikowanym bagażem. Im bardziej nie miałyśmy szczęścia, tym mocniej później możemy się dystansować.
- pojawia się lęk, że jeśli damy za dużo, znowu ktoś to wykorzysta.
- jeśli jako pierwsze powiemy “kocham”, staniemy się słabe.
- pokażemy emocje, odsłonimy się, ktoś to wykorzysta.
Jedna bolesna, naprawdę trudna miłość może znacząco wpłynąć na nasze postrzeganie świata i niestety działać w przyszłości jak samospełniająca się przepowiednia, w której dzieje się dokładnie to, czego najbardziej się boimy.
Wstyd i blokady
Trudno nam budować dobre relacje, bo się wstydzimy:
- potrzeb,
- tęsknoty,
- słabości,
- pragnienia bliskości.
Nie chcemy pokazać, że potrzebujemy drugiego człowieka, jakby sama potrzeba bycia razem, to było coś złego.
Perfekcjonizm emocjonalny
Jest też inna pułapka, w którą niestety wpadamy, zwłaszcza w dzisiejszym trudnym świecie. Mianowicie: chcemy kochać „idealnie”. A kiedy nie wychodzi, poddajemy się, utwierdzając się w przekonaniu, że nie zasługujemy na miłość.
Jak nauczyć się kochać dojrzale?
Nie pomaga nam niestety też współczesna kultura, która rzadko mówi, że miłość to decyzja, nie chodzi tu o wielkie gesty, czy też romantyczne deklaracje, ale po prostu codzienność. Chodzi o deklarację, a nie oczekiwania, codzienne wybory, a nie nagrody w postaci pluszowych misiów i bukietów kwiatów.
Tu kluczowa jest odpowiedzialność za swoje emocje, za to, jak reagujemy, gdy jest trudno, co czujemy. To dawanie sobie prawa do emocji, ale nie przerzucanie ciężaru na drugą osobę, tylko wzięcie odpowiedzialności.
Bo to, co czuję jest moje, a nie partnera.
Chodzi o zrozumienie, że miłość to codzienna praca, to uczucie, które rośnie w rozmowie, obecności, trosce, małych gestach. To wybory, żeby kochać. Nie chodzi o same emocje, ale o coś zdecydowanie większego.
Większość chce być pięknie kochana, ale tylko niektórzy chcą i potrafią mądrze kochać. Bo to jest sztuka, która wymaga odwagi, ogromnej świadomości i pracy nad sobą.
Miłość nie jest czymś, co się „ma”. Ona jest czymś, co się robi. Codziennie, niezależnie, czy się ma ochotę, siłę, czas…To priorytety i zaangażowanie. Coś trudnego, a nie łatwego.
Dołącz do newslettera, jeśli chcesz uczyć się miłości, która nie boli. Piszę o emocjach tak, jak naprawdę wyglądają.