wtorek, 12 maja, 2026
Strona główna Psychologia Dlaczego gówno prawda wygrywa we współczesnym świecie?

Dlaczego gówno prawda wygrywa we współczesnym świecie?

Popularne słowa Józefa Tischnera „Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda” w dzisiejszym świecie brzmią jak chichot losu. Pokazują, że ta trzecia, najbardziej uderzająca, przybiera na sile, zakłada koronę i śmieje się wesoło. Nieważne, że kiedyś miała szatę błazna. Ważne, że dziś mało kto widzi, że król jest nagi. Era bylejakości dała gówno prawdzie megafon i dlatego ona krzyczy jak opętana. Co ślina na język przyniesie. Nie bez powodu jest krzykaczką.

Mamy też erę potakiwaczy. Tych wszystkich, którym opłaca się wybierać źle pojęty święty spokój. Patrzeć i nie myśleć. I garstkę mówiących: ej… ale to wcale prawda nie jest. Takie czasy, gdzie podziały się mnożą, wygrywa ten, kto głośniejszy, a mądrość milczy, bo jest na tyle zażenowana i tak bardzo zajęta sobą, że wybiera swoją bańkę i nie wpuszcza do niej nikogo.

Dlaczego „gówno prawda Tschnera” wygrywa?

Najgorsze jest to, że świat nawet nie kryje, że blefuje. Mówi wprost, jak jest, a chwilę później kłamie bez mrugnięcia okiem. I ludzie, jak pelikany, łapią to kłamstwo, połykają w całości i trawią bezboleśnie, jak słodkie cukierki z automatu. Daj więcej, no daj.

Prawda jest trudniejsza. Prawdę trzeba żuć. Trzeba ruszyć szczęką, wysilić się, przetrawić coś, co nie jest miękką papką. A my nie mamy na to czasu. Nie mamy cierpliwości i ochoty też. 

Wolimy papkę: podaną, zmiksowaną na gładko, idealnie dostrojoną do naszych oczekiwań i lęków.

Bo dzisiejsze kłamstewka nawet nie próbują się chować. One są tak widoczne, że aż oczy bolą. Przerysowane jak kreskówka, ale za to fantastycznie skuteczne. Mają doskonały PR, błyszczący uśmiech i budżet na promocję.

I co najgorsze, działają szybciej niż prawda. A szybkość dziś wygrywa wszystko. Bo nam już nie chce się czekać, na nic.

Dlaczego gówno prawda wygrywa we współczesnym świecie?
Dlaczego gówno prawda wygrywa we współczesnym świecie?

Wszyscy udajemy, że nie widzimy prawdy

Najbardziej absurdalne jest to, że wszyscy udajemy, że tego nie widzimy. Jakbyśmy mieli zbiorową wadę wzroku, która działa tylko wtedy, gdy kłamstwo świeci nam po oczach jak neon z promocją. Bo przecież wygodniej jest powiedzieć: „No trudno, tak już jest”, niż przyznać, że daliśmy się zrobić jak dzieci na watę cukrową. Wygodniej jest udawać, że to normalne, że świat sprzedaje nam fikcję w opakowaniu premium, a my jeszcze dziękujemy za dostawę ekspresową, wręczając napiwek. 

Kłamstwo dziś nie musi się nawet starać. Ono nie musi być sprytne, subtelne, inteligentne. Wystarczy, że jest głośne i powtarzane. Wystarczy, że jest podane w formie, która nie wymaga od nas ani jednego aktywnego neuronu. I to wystarcza, żeby wygrało. Bo nie bez powodu kłamstwo wiele razy powtarzane staje się prawdą…

Prawda z kolei nie krzyczy, nie tańczy na TikToku, nie ma naklejki „glow”. Prawda jest cicha, uparta., taka niedzisiejsza… i niewygodna. A niewygodne rzeczy odkładamy na później. Na jutro, czyli nigdy nie przychodzące kiedyś.

prawd i kłamstwo w dzisiejszym świecie

Łatwiej kogoś oszukać niż sprawić, że zrozumie, że został oszukany

Najzabawniejsze  i jednocześnie najsmutniejsze jest to, jak ludzie bronią kłamstw, które im szkodzą. Jakby te kłamstwa były ich ukochanymi roślinkami w doniczce, które trzeba podlewać, pielęgnować i chronić przed każdym, kto powie: „Hej, to chwast”.

Człowiek potrafi stanąć na rzęsach, żeby udowodnić, że to, co łyknął bez zastanowienia, z wielkim odbiciem na końcu, jest jednak mądre, prawdziwe i wartościowe. Bo przyznanie, że dał się nabrać, byłoby zbyt bolesne. Zbyt ludzkie i ….prawdziwe. A od prawdy przecież z czasem się odzwyczajamy. I ona staje się nam obca, jak ciocia, która odwiedza nas zbyt rzadko i całuje zbyt głośno.

Więc ludzie bronią swoich kłamstw, które w nich wrosły, jak honoru. Jakby od tego zależało ich istnienie. Jakby każde „to nieprawda” było osobistym atakiem, a nie zwykłym faktem. I wtedy zaczyna się festiwal racjonalizacji: „bo ja tak czuję”, „bo wszyscy tak mówią”, „bo to ma sens”, „bo tak jest łatwiej”. Oczywiście, że łatwiej. Kłamstwo zawsze jest łatwiejsze. Dlatego ludzie trzymają się go jak poręczy w pędzącym autobusie, nawet jeśli ta poręcz jest tłusta, brudna i prowadzi ich w złym kierunku. I nawet jeśli przez nią mają później grypę – klasyczną, czy tą żołądkową.

Prawda zawsze wychodzi na wierzch

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że prawda zawsze wraca. Zawsze. Jak bumerang, którego nikt nie chciał rzucać, ale ktoś jednak cisnął nim w przestrzeń i teraz musi przyjąć go na klatę, prosto w serce. Prawda ma tę paskudną cechę, że nie potrzebuje PR-u, fleszy ani fanfar. Ona po prostu czeka. Cierpliwie. A kiedy kłamstwo zaczyna się sypać, a zawsze się sypie, prawda wychodzi z kąta, otrzepuje się z kurzu i mówi: „No hej, pamiętasz mnie?”.

I wtedy robi się cicho…i głupio. Bo nagle okazuje się, że to, co było takie wygodne, takie słodkie, takie łatwe do przełknięcia, zaczyna ciążyć jak kamień u szyi, a może u nogi, że ta papka, którą karmiliśmy się z przyjemnością, nie daje żadnej sytości. Że kłamstwo, które broniliśmy jak własnego dziecka, było tylko balonem, kolorowym, ale pustym w środku, który po przekłuciu daje wielkie boom, lekkie zdziwienie i…nic więcej.

A prawda? Prawda nie musi wygrywać szybko. Prawda wygrywa na długim dystansie. Zawsze. Nieraz przekonałam się o tym, że tak jest. Wystarczy tylko poczekać, żeby okazało się, co jest prawdziwe, a co nie.

Bo prawda nas wyzwoli…

 I tu jest paradoks, o którym nikt nie chce mówić: prawda boli, ale właśnie dlatego nas wyzwala. Nie jest słodka, nie jest miękka, nie jest podana w pastelowej miseczce z kwiatuszkami, ona działa jak zimna woda na twarz. Działa nagle, brutalnie, bez ostrzeżenia, zawsze zaskakuje, ale też błyskawicznie otrzeźwia… Ale po tym pierwszym szoku człowiek zaczyna normalnie oddychać. Bo prawda, choć niewygodna, daje coś, czego kłamstwo nigdy nie da: grunt pod nogami. Stabilizuje i stawia w “tu i teraz”.

Kłamstwo jest jak dmuchany materac, kolorowy, lekki, wygodny, ale wystarczy jeden mały kamyczek i robi „psssst”. Nie ma go, znika..wyglądał zjawiskowo, ale pokonała go drobnostka. Dlatego lądujesz na ziemi, zdziwiona, że to bolało. Prawda z kolei jest jak twarda podłoga, może nie jest najprzyjemniejsza, ale przynajmniej wiesz, na czym stoisz.

I to jest właśnie wyzwolenie: moment, w którym przestajesz trzymać się iluzji, które miały cię chronić, a tylko cię ograniczały. Moment, w którym patrzysz na świat bez różowych okularów i nagle widzisz, że to, co miało cię zranić, tak naprawdę daje ci siłę. Bo prawda nie musi być ładna, żeby była dobra. Ona musi być prawdziwa.

Czy prawda zawsze zwycięży? Tak, ale okazuje się, że to nie takie proste, zresztą…przeczytaj sama: Prawda zawsze zwycięży? Bo prawda broni się sama. Czy na pewno?

Dlaczego wybieramy gówno prawdę zamiast prawdę?

  • mózg kocha skróty, schematy, uproszczenia, nie lubi, gdy czegoś nie rozumie i nie może skategoryzować,
  • dąży do szybkich wniosków,
  • porządkuje przez generalizację,
  • prawdziwe życie jest skomplikowane, ale uproszczenia dają nam spokój i poczucie kontroli, dlatego po nie sięgamy,
  • kłamstwa potwierdzają to, co chcemy usłyszeć,
  • dają alibi, żeby nie pracować nad sobą, nic nie zmieniać.

Era potykiwaczy się kończy

I wiesz co? Jesteśmy już blisko muru, jeszcze walimy w niego głową, ale już niedługo… Era potakiwaczy powoli się kończy. Jeszcze nie spektakularnie, ale już słychać pierwsze trzaski w tym wielkim, miękkim murze „świętego spokoju”. Ludzie zaczynają mieć dość udawania, że nie widzą, nie słyszą, nie czują. Dość kiwania głową, żeby było miło i dość zgadzania się na bzdury, byle nie robić „problemu”.

Bo potakiwanie jest wygodne tylko do czasu. Potem zaczyna uwierać jak za ciasny but. Człowiek nagle orientuje się, że stoi w miejscu, bo całe życie mówił „tak”, kiedy w środku krzyczało mu „nie”. I wtedy zaczyna się bunt, uczucie dyskomfortu, pustka…Ludzie zaczynają zadawać niewygodne pytania, tak jakby odzyskali mowę po długim śnie…. Przestają łykać papkę i udawać, że kłamstwo jest prawdą tylko dlatego, że wszyscy tak mówią. Dostają alergii na to, co z ochotą jedli.

Era potakiwaczy kończy się, bo ludzie mają dość życia w wersji ściszonej. Coraz częściej irytuje ich to, że otaczają się tylko namiastką zamiast tworzyć prawdziwe relacje, prawdziwe związki, domy, sensowne zadania, itd. Papka zaczyna odbijać się czkawką, a jedzenie ciągłego syfu w końcu pogarsza samopoczucie i zdrowie. Wypala od środka. Bo jesteś tym, co jesz. Tu też zasada ta sprawdza się jak wszędzie indziej.

Na szczęście.

Gówno prawda wygrywa do czasu

„Gówno prawda” Tischnera wygrywa, bo jest jak tani cukier: szybko podnosi, szybko opada, zostawia kac moralny i niechciane nadmierne kilogramy. Zmienia Cię, a Ty, żeby powrócić do siebie, musisz się wysilić, zmęczyć, spocić. To nie jest łatwe. Trzeba wstać i powalczyć z lenistwem…

Ale prawdziwa siła kobiet, tych z krwi, kości i doświadczenia, polega na tym, że potrafią odróżnić cukier od wartości odżywczych. I kiedy już to zrobią, żadna gówno prawda w postaci łatwostrawnej papki nie ma szans. Bo stajesz się odporna na nią.

Jednak, żeby tak się stało, musisz mieć odwagę myśleć krytycznie…Znamienne, że nie uczą tego w szkole. Prawda?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj