Kolor to jedna z najbardziej zdradliwych rzeczy we wnętrzach. Na próbniku wygląda cudownie, w sklepie bywa, że jeszcze lepiej. A potem przywozisz go do domu, kładziesz na ścianie i… niespodzianka. To już nie jest ten sam kolor. I zachodzisz w głowę jak to możliwe? Dlaczego tak się stało? Bo kolor nie istnieje sam w sobie. Kolor zawsze jest w relacji. W każdym pomieszczeniu wygląda inaczej. To dlatego tak wiele osób wypożycza na próbę panele, płytki, czy też kupują próbniki farby. Ma to ogromny sens i naprawdę warto sprawdzić kolor w docelowym miejscu przed zakupem. Ja przy ostatnim remoncie bym się mocno “nacięła”, gdybym tego nie zrobiła…
Kolor nigdy nie wygląda tak samo w katalogu, sklepie i w twoim domu. i to jest największa pułapka urządzania wnętrz.

Kolor zmienia się w zależności od światła
Swego czasu wybierałam panele do pokoju, jakie było moje zdziwienie, gdy upatrzony kolor w jednym z salonów, w domu okazał się całkiem inny. Przy zwracaniu próbki, nie omieszkałam się zapytać, dlaczego tak się dzieje i otrzymałam informację zwrotną, bez cienia zaskoczenia po stronie sprzedawcy. To normalne, niemal każdy klient ma takie samo odczucie.
W sklepie jest mocne, równomierne i zimnie światło. Wystawa jest tak zaprojektowana, żeby każdy produkt wyglądał lepiej. To dlatego na żywo jest inaczej. Niemal w każdym domu jest cieplejsze, słabsze i bardziej zmienne światło, zależne od pogody, kierunków świata, a także ekspozycji okien.
I tak ten sam kolor beżowy może być w tym samym miejscu ciepły o poranku, szary w południe i zielonkawy lub nawet różowy wieczorem! I serio jest to dużo częstsza gra kolorów niż można byłoby się spodziewać.
Poza tym gdy masz las za oknem i duże okna, kolor na ścianach też wygląda inaczej niż wtedy gdy okna są mniejsza, a widok z nich mamy na drogę…
Wniosek? Oczywiście taki, że nie warto wybierać na oko. Dobrze zapłacić za próbkę, przymierzyć na miejscu, wypożyczyć panel lub kupić karton płytek…i rozłożyć większą ilość na sucho na podłodze…. Tak, to wydatek, fatyga, itd., ale biorąc pod uwagę, że istnieje realne ryzyko, że produkt oddasz po przetestowaniu, naprawdę warto to zrobić. Ma to tym większy sens, im mniej lubisz remonty i im rzadziej je robisz.
Jednak to nie koniec zmiennych, które warto wziąć pod uwagę… Jest też inny ważny czynnik, który wpływa na odbiór kolorów.
Kolor we wnętrzach żyje w otoczeniu innych kolorów
Beż obok bieli wygląda inaczej niż beż obok drewna. Szarość obok czerni jest elegancka, ale obok brązu bywa smutna. Zieleń obok złota jest luksusowa, ale obok niebieskiego w odbiorze najczęściej jest chłodna.
Można to podsumować bardzo prosto a jednocześnie nieco poetycko: kolor to relacja. Nie istnieje w próżni. Z tego też powodu ta sama farba może wyglądać inaczej u Ciebie i u przyjaciółki. Bywa też tak z meblami w odważnych kolorach. One to w ogóle mogą zmieniać oblicze w różnych przestrzeniach…
Kolor nigdy nie istnieje sam : odbija barwy mebli, podłogi, zasłon i światła. Dlatego ten sam odcień wygląda inaczej w każdym domu.
Osoby chcące bezpiecznych opcji, najczęściej wybierają neutralne kolory jako tło, a później jedynie grają dodatkami. Dzięki temu można stosunkowo łatwo zmienić dane wnętrze. Dobieranie odważnych barw do stałych elementów wyposażenia może być ryzykowne, zwłaszcza jeśli naprawdę nie wiemy, co robimy…i gdy nie akceptujemy, że może wyjść nie do końca tak, jak chcemy.
Próbki to nie fanaberia, to najczęściej konieczność
Jestem zwolenniczką próbek i powolnego wybierania, zwłaszcza wtedy, kiedy mamy czas i możliwości. Naprawdę nie warto się spieszyć, bo później zwyczajnie jesteśmy niezadowolone…
Próbki są po to, żeby:
- zobaczyć kolor w Twoim świetle, w danym wnętrzu,
- zestawić go z podłogą, meblami, płytkami, czy innymi elementami, które masz w danym pokoju,
- sprawdzić, jak wygląda rano, w południe i wieczorem,
- ocenić, czy nie wpada w niechciane tony, bo niestety w praktyce często jednak wpada…
- najlepiej pokryć farbą karton A3 lub fragment ściany, małe próbki są zbyt mylące.
To nie jest „zbędny etap”, czy coś, co można ominąć. Jeśli zależy nam na świadomym wyborze, jest jedyny sposób, aby uniknąć rozczarowania później.
Często na początku urządzania wpada się w pułapkę myślenia, że dana rzecz musi odgrywać dużą rolę…a potem okazuje się, że takich elementów grających pierwsze skrzypce jest zbyt dużo. Efekt? Chaos…przeciążenie. Zasada jest taka, w jednym pokoju jeden centralny punkt, a całościowo – w domu jeden taki najważniejszy. To zdecydowanie działa lepiej…
Światło zmienia kolor bardziej, niż większość osób się spodziewa. Rano jest chłodniejszy, wieczorem cieplejszy, a w północnych pokojach zawsze będzie bardziej przygaszony.
Materiały też kłamią
Płytki, tkaniny, drewno to wszystko naprawdę wygląda inaczej w sklepie niż w domu. Dlatego próbki to nie tylko farby, to również:
- kawałek płytki, ale nie najmniejszy, który decyduje się wysyłać znany sklep online, niestety bywa, że na danym kawałku nie ma wzoru,
- fragment blatu, dłuższy, metrowy, będzie łatwiejszy w przymiarkach,
- próbka tkaniny,
- element armatury.
Wnętrza to układanka, niczym lego, które ma do siebie pasować… układanki nie składa się na podstawie zdjęcia.
Kłamie też Internet
Uwaga również na zdjęcia w Internecie. Zdjęcia online są filtrowane, rozjaśniane i obrabiane, dlatego nie pokazują realnego koloru. Poza tym każdy może mieć inne ustawienia monitora, to też nie pozwala odzwierciedlić tego, co chcemy kupić.
A co z katalogami? Okazuje się, że katalogi są drukowane na idealnie białym papierze, pod studyjnym światłem, czyli w warunkach, których w domu nie ma nigdy….Warto o tym pamiętać, zwłaszcza jeśli jesteś perfekcjonistką.
Jak wyglądało moje doświadczenie?
- woziłam trzy razy próbki paneli a później trzykrotnie je odwoziłam, nie żałuję, wybrałam za czwartym razem,
- testowałam 5 kolorów farb, to i tak stosunkowo mało…ale tyle wystarczyło i to na ścianie docelowej, a nie jednej, to pomogło zadecydować, czy jest ok,
- zorientowałam się, jak wielkie znaczenie ma barwa światła – ciepła i zimna w dwóch pokojach obok siebie, na wschodzie, z takimi samymi meblami, póki co bez dodatku – naprawdę kolor światła robi ogromną różnicę,
- czasami jeden dodatek, np. w postaci zasłony diametralnie zmienia odbiór wnętrza,
- sporą różnicę przynosi też żyrandol, lampa…niby nic, a jednak,
- projektant wnętrz świetnie doradzi, ale jeśli z jakiegoś powodu nie możesz sobie pozwolić na fachową pomoc, to nadal można zrobić to dobrze samodzielnie. Klucz to konsekwencja w wyborze, bez diametralnych zmian decyzji w trakcie, trzymanie się jednego stylu, jednego głównego przewodnika kolorystycznego. Jedna baza, grupa kolorów działa lepiej niż przypadkowy miszmasz… Później można bawić się dodatkami.
W sklepie panele wyglądały neutralnie, w domu okazały się żółte. Dopiero próbki farb pokazały, jak bardzo zmienia je światło.
A Ty, jakie masz doświadczenia w zabawie kolorami we wnętrzach? 🙂