Gdy Twoi rodzice się do Ciebie nie odzywają, uparcie milcząc, to jest to przemoc

0

Mamy mechanizmy obronne. One mówią nam, żeby usprawiedliwiać osoby nam najbliższe. Także rodziców. Zaślepiają nas, odbierając rozsądek. Wielu z nas popełnia ten sam błąd, wyrastając w pewnych schematach, nie zauważając, jak bardzo one negatywnie na nas wpływają. Tymczasem fakty są jednoznaczne. Jeśli Twoi rodzice uparcie milczą i nie odzywają się do Ciebie, to jest to agresja, bierna, ale jednak agresja, która pozostawia po sobie ślady podobnie bolesne jak te, które występują po uderzeniu pięścią w nos. Zwłaszcza jeśli na skutek tej formy manipulacji, podporządkowujesz się i nie stawiasz granic. Wtedy jest to nie tylko przemoc, ale skuteczna forma wpływu, działanie zmierzające przeciwko Tobie, przeciwko Twojej mocy (bo to prze-moc). Nie idziesz dalej, tkwisz w miejscu, jak zagubione dziecko, mimo że pełnoletność podbiłaś już razy dwa, a może więcej…Zachowujesz się jak dziecko, które ma słuchać i robić to, co rodzic każe. Jak wyjść z tego toksycznego schematu?

Do Ani mama nigdy nie dzwoni

Do Ani mama nigdy nie dzwoni. Uważa, że to córka powinna się odzywać. A gdy tego nie robi wystarczająco często (co to znaczy, wie tylko mama Ani), to po drugiej stronie jest milczenie.

Nie tylko milczenie. Są też znaczące odpowiedzi na pytania. Tylko “tak” i tylko “nie”. Nic więcej. Żadnych pytań co u ciebie, czy wszystko w porządku. Jakby córka nie istniała…

Wszelkie próby rozwinięcia rozmowy ze strony Ani są przez jej mamę ignorowane. Z czasem mama w ogóle przestaje odbierać telefon. To znany i skuteczny sposób, żeby córkę uderzyć, nie podnosząc nawet ręki, zaniepokoić, ukarać bez wypowiedzenia słowa. Zresztą trzeba dodać, że bardzo skuteczny sposób….

Mama Ani w ten sposób próbuje sprawować kontrolę nad córką. I przez lata jej się to udawało. Do czasu, gdy…

Tak było kiedyś. Zaniepokojona dziewczyna wielokrotnie wsiadała w środku nocy w samochód i pukała do znanych drzwi domu rodzinnego. W ręku trzymała telefon z wiadomością od mamy, że ta bardzo źle się czuje, czy że życie nie ma sensu… Niekiedy musiała bardzo długo czekać na otwarcie drzwi, chociaż wiedziała, że mama nie śpi, bo w pokoju paliło się światło. Wtedy się bała. Naprawdę się bała...Czasami drżała z lęku a niekiedy ze złości. Z czasem przestała rozróżniać te uczucia, jakby oba się stopiły w jedno. Przyjęcie córki przez mamę w takich momentach było zawsze zimne, ale kamień, który tkwił na sercu Ani mimo wszystko kruszał…Bo z mamą było dobrze, nic się nie stało. To uspokajało córkę. Nie musi się już bać…Może wracać do siebie.

Następnego dnia  po takiej nocnej wycieczce Ania jechała do pracy ledwo żywa. Gdy podobne sytuacje zaczęły się coraz częściej powtarzać, niczym schemat, mama milczała, a potem wysyłała alarmującą wiadomość, Ania przemogła się i w końcu poszła do psychologa. Tam dowiedziała się, co się z nią działo przez lata i jak mocno była raniona przez najbliższą osobę.

Psycholog poinstruował, że to Ania musi zmienić swoje podejście, bo mama Ani się nie zmieni. I ta refleksja dała dziewczynie siłę i zmusiła do działania…

To przez ciebie…i cisza w słuchawce

Każdy jest odpowiedzialny za swoje emocje. To nasza decyzja, że krzyczymy, tracimy panowanie nad sobą, że tłuczemy szklanki…i bijemy dzieci. To nie wina bezbronnych dzieci, to odpowiedzialność rodziców.

Niestety mimo długiej listy badań i wyników pochodzących wprost od znanych i cenionych naukowców, nadal przyzwolenie społeczne na toksyczne zachowania ma się dobrze.

Wielu twierdzi, że jeśli „dziecko zasłuży”, to można je zbić. Twarda ręka je wzmacnia (!)

Nierzadko teoretycznie dojrzali, ale toksyczni rodzice czują się ze swoimi decyzjami świetnie. Tonem nieznoszącym sprzeciwu mówią, że „to przez ciebie”, obarczając odpowiedzialnością nie tylko małe, ale i dorosłe dzieci.

  • To przez ciebie mi nie wyszło,
  • to z twojego powodu święta będą smutne,
  • to dlatego, że nie przyjechałaś lub byłaś za krótko,
  • to twoja wina, że teraz choruję,
  • to przez nerwy,
  • to dlatego, że ty….dostałem zawału,
  • to twoja wina.

Takie słowa ranią jak ostrza wycelowane wprost w serce. Raz wypowiedziane zapadają w pamięć, nie da się ich wymazać. Powracają niczym najmroczniejszy koszmar w kolejną długą noc…

Milczę, nie przeproszę

Nawet gdyby dorosłe dziecko usłyszało słowo “przepraszam”, musiałaby za nim iść zmiana zachowania. Na to zazwyczaj nie ma co liczyć.

Zresztą niestety słowo przepraszam nie pada z ust rodziców wychowanych w pokoleniu, w którym siła autorytetu oznacza, że trzeba udawać ideał, nawet jeśli wszystkie znaki na ziemi i w niebie wskazują, że do doskonałego człowieka nam daleko. Nawet wtedy nie należy przyznawać się do błędu…

Rodzic nie przeprasza dorosłego syna czy dorosłą córkę, bo uważa, że nie musi.

Presja rośnie. Dorosłe dziecko w zamian słyszy całą listę wymagań i zarzutów. Z czasem nie dowierza w to, co się dzieje i jak daleko to wszystko zaszło…. Gdy ma obok siebie dojrzałe osoby, to rozumie, zaczyna łączyć kropki, widzi, jak bardzo destrukcyjne mechanizmy kształtowały dotąd jego życie. Nie zawsze ma jednak takie szczęście.

Niekiedy nie dość, że nie wie, że jest ofiarą manipulacji, ale nie ma też świadomości, jak się uwolnić…

Nie prosi o pomoc.

Jest ofiarą. Uważa jednocześnie, że ma siłę i determinację i nic go nie złamie. Sądzi, że proszenie o pomoc to…słabość. Nie przyjdzie mu do głowy, że to, co myśli o szukaniu wsparcia to bagaż sposobu wychowania. Dorosły jako dziecko nie mógł tak naprawdę liczyć na rodziców, to teraz uważa, że trzeba zawsze radzić sobie w pojedynkę, co w praktyce zazwyczaj oznacza – nie radzić sobie i pozwalać sobie na złe traktowanie. Tak było zawsze i tak już zostanie.

Toksyczna rodzina? Twoja rola przeciąć węzeł gordyjski i żyć inaczej

Karanie ciszą

Niestety wielu dojrzałych rodziców każe swoje dorosłe dzieci ciszą. Gdy te nie zachowują się tak, jak oni tego pragną, gdy robią po swojemu, gdy ośmielają się żyć i marzyć….

Karanie ciszą jest powszechne. Nie będę się odzywać. Nie tylko jako pierwsza, ale zagadana nie odezwę się lub odpowiem półsłówkiem. Po to, żeby pokazać, jak bardzo jesteś zły i po to, aby zmusić do innego zachowania. Poprawnego, prawidłowego, bo mojego. Ja jestem rodzicem i wiem lepiej, co jest dla ciebie dobre, ty jesteś dzieckiem i masz robić to, co ja chcę. Tak jak dotąd, tak jak zawsze.

Karanie ciszą to jednak agresja. Bardzo powszechna, ale agresja. To, że do niej przywykliśmy i ją usprawiedliwiamy, nie oznacza, że można bagatelizować jej wpływ na nas i w ogóle na relację.

Karanie ciszą ma bazować na poczuciu winy, wywoływać u drugiej osoby dezorientację i wstyd. Ma sprowadzać nas do poziomu dziecka, kogoś, kto nie ma prawa, jak te ryby, które głosu nie mają, pozbawia się je życia tłuczkiem bez wahania czy poczucia winy, aby potem położyć na białym obrusie i zaśpiewać nad nimi kolędę…. Z miłością do rodziny i z potrzeby jedzenia. Wszystko się zgadza, tak ma być.

Uderzasz dziecko, nie stosując siły, ale niszczysz je, nie pozwalając dojrzeć. Tak działa cisza wymierzona w drugą osobę. Mur tworzony z niemej agresji.

Karanie ciszą to mechanizm, który ma wywierać wpływ. I często właśnie to robi. Dzieci, które postanowiły być dorosłe, dają za wygraną (świadomie lub podświadomie) zachowują się tak, jak tego chcą rodzice. Pokornieją, wycofują się, dla świętego spokoju odpuszczają i stawiają kropkę nad i tego, co się dzieje w relacji.

Tracą siebie, ale zatrzymują rodziców i ich warunkową miłość. Nie chcą tracić mamy i taty, ale chroniąc ich na siłę, pozbawiają się woli i sprawczości.

Gra się kończy, milczenie znika, pojawiają się słowa, do czasu aż schemat powraca. Zaraz zacznie się na nowo…Jednak póki co jest spokój, upragniony i na nowo budujący relację. Za chwilę będzie trzeba znowu przywołać dorosłe dziecko do porządku. Cisza je otrzeźwi.

Jak się uwolnić? Po prostu nie grać w tę grę

Karanie ciszą to nie tylko agresja, to także manipulacja.

Jak sobie poradzić z tą formą zachowania, co robić?

Przede wszystkim zachować spokój i nie dać się wciągnąć w tę grę. Tylko konsekwentne zachowanie pozwala bowiem uwolnić się z destrukcyjnego układu.

Jednak uwaga, to nie takie proste. Im dłużej jako dorosłe dziecko pozwalałaś sprawować nad sobą kontrolę, tym próby wpłynięcia na Ciebie będą większe, a opór z drugiej strony silniejszy. Jeśli rodzice przyzwyczaili się, że dzieci robią to, czego oni chcą, walka będzie trudniejsza i bardziej bolesna. Nikt dobrowolnie i szybko nie rezygnuje z władzy.

Ciekawie opisuje ten złożony problem sprawowania kontroli nad dziećmi i mechanizmów uzależniających, które za nim się kryją, Suzan Forward w znanej pozycji „Toksyczni rodzice”:

„Rodzice, którzy akceptują sami siebie, nie muszą kontrolować swoich dorosłych dzieci. Ale toksyczni rodzice […] działają pod wpływem głębokiego poczucia braku satysfakcji z własnego życia i lęku przed odrzuceniem. [podkreślenie moje] Niezależność dziecka jest dla nich jak utrata ręki. Kiedy dziecko dorasta, dla rodzica staje się jeszcze istotniejsze pociąganie sznureczkami utrzymującymi je w zależności. Dopóki toksyczni rodzice potrafią skłonić swojego syna czy swoją córkę do czucia się dzieckiem, dopóty mogą utrzymywać kontrolę. […] Wszyscy rodzice kontrolują swoje dzieci aż do chwili, kiedy one same przejmują kontrolę nad swoim życiem. W normalnych rodzinach zmiana ta ma miejsce wkrótce po wejściu w wiek dorosły. W rodzinach toksycznych to zdrowe oddzielenie jest opóźnione o całe lata lub też nigdy do niego nie dochodzi. Może mieć ono miejsce tylko wówczas, gdy dokonasz zmian, które umożliwią ci uzyskanie władzy nad własnym życiem”.

Zmiany są trudne. Jednak jeszcze trudniejsza jest świadomość tego, co się z nami dzieje i z jakim oporem się spotkamy. Często tego nie widzimy….

Jedyna droga to zmiana swojego zachowania, bo brutalną prawdą jest, że rodziców nie zmienisz…Oni mogą się zmienić tylko, jeśli będą tego chcieli i gdy zrozumieją, że nie mają wyjścia. To Ty musisz zawalczyć o swoje życie. Tylko czy masz siłę i odwagę to zrobić?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj