Usiądź i nic nie rób, a potem zobacz, co się stanie

1

„Wiesz, jak zmienia się Twoje podejście do życia, gdy postanowisz na chwilę odpocząć tak zupełnie, do reszty? ” – napisała do mnie Marta i na samym wstępie mnie zaintrygowała.  „Zobacz, ciągle gdzieś biegniemy, ciągle się spieszymy. Mamy wrażenie, że czas mija nie wiadomo kiedy. Nie nadążamy. Staramy się tak bardzo, a zawsze coś pozostaje do załatwienia. Zawsze jest coś do zrobienia. Gdy nawet nie biegniemy w sensie dosłownym, to biegają nasze myśli. Natłok tego, co dzieje się w naszych głowach wypala nas do reszty. Dlatego doświadczamy tak wielu dni, kiedy nie możemy rano wstać z łóżka. Czasami chciałybyśmy zasnąć i obudzić się dopiero, gdy wszystko się ułoży. Niestety budzik dzwoni i po kilkuminutowej walce, wstajemy i zaczynamy od nowa.

Pragniemy spokoju, chwili dla siebie. Jednak nie umiemy tak po prostu usiąść i pozwolić, by naczynia były nieumyte a pranie nierozwieszone.

Zrobiłam taki eksperyment, który wiele odmienił w mojej codzienności. Napisz o tym, bo może inni też dzięki niemu sporo zyskają.

Po prostu usiadłam i postanowiłam nie ruszać się, nic nie robić przez godzinę. Wiesz, jakie to było trudne?

Nie minęło 5 minut, a przypomniałam sobie o ważnym e-mailu i że muszę teraz koniecznie odpisać. Złapałam się jednak na myśli, że nie. To musi poczekać. Mam godzinę nicnierobienia. Za chwilę moje myśli poszybowały w kierunku kolacji, że skończyło się masło i ser, że musiałabym jechać na zakupy i lepiej teraz, by nie władować się w korki. Już prawie zerwałam się z kanapy, ale coś mnie powstrzymało. Mam przecież siedzieć. Czułam dyskomfort, potem prawdziwą złość, że tak sobie siedzę. I że taka głupia jestem, że robię takie eksperymenty, że mam wstać, ruszyć dupsko i zająć się czymś konkretnym. Mimo to postanowiłam dokończyć eksperyment. Pierwsze pół godziny dłużyło się niemiłosiernie. Mocno z sobą walczyłam. Irytowałam się. Byłam bliska płaczu. Tak, wiem. Dziwne, ale zalała mnie fala emocji, jakbym nagle wszystkiego doświadczyła w zdwojony sposób.

Jednak to, co stało się potem, było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Kolejne minuty przyniosły mi spokój. To było coś niesamowitego. Coś, czego dawno nie czułam. Moja głowa stała się czysta, myśli zaczęły powoli płynąć. Poczułam się wolna.

Wstałam po godzinie z pozytywnym nastawieniem. Z wiarą, że wszystko się da. Dam radę, ogarnę. Poczułam do siebie sympatię. Taką ogromną.  To niesamowite.

Nie wiem, czy na tym polega medytacja, czy to chodzi o coś innego. Na przykład czy to forma modlitwy, poznania siebie? Usłyszenia, co nam w duszy gra?

Wiem, że od tamtej pory, gdy zdecydowałam się świadomie nic nie robić – wracam do tego eksperymentu systematycznie. I za każdym razem nie są to minuty stracone, ale to najlepszy trening umysłu, czas bardzo obfity w zmieniające rzeczywistość myśli.

To chwile, kiedy rozwiązania przychodzą same. Problemy, które wydawały się trudne, stają się prostsze. Napisz o tym. Sama spróbuj. To bardzo ciekawe, co się dzieje z nami i naszymi myślami, gdy dajemy sobie tylko godzinę… ”

Czy to ma sens? Czy warto dawać sobie czas na prawdziwy reset? Jak sądzicie? Godzina nicnierobienia to inwestycja w nasze dobre samopoczucie? Doświadczenie Marty, nie powiem, jest mocno intrygujące.

1 KOMENTARZ

  1. Tak, myjąc zęby drugą ręką przecieramy półeczkę pod lustrem, wkładamy pranie do pralki… Multitasking w każdym calu. W domu, pracy… Tylko dla siebie jakoś trudno o uwagę i czas. Też tak miałam i nie wyszło mi to na dobre. Dobrze się jest jednak obudzić 🙂 Obudziłam się… Zrobiłam coś dla siebie. Poszłam na podyplomowe studia. Wyjazdy w weekendy. Dom się nie zawalił. Teraz te wspieram kobiety w takiej właśnie drodze do siebie. Aż oddech stał się głębszy i spokojniejszy 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj