Większość młodych kobiet, marząc o idealnym kandydacie na partnera na życie, myśli o tym, jaki ma być on. Jak ma wyglądać, jak się ubierać, jak mówić, co robić, gdzie pracować, jaki być. Oczywiście to ważne, ale…typowe dla nas kobiet jest to, że i w tym przypadku nie myślimy o sobie. Ważnym pytaniem, jakie powinniśmy sobie zadać na początku jest to, jak ja czuję się w jego towarzystwie. Czy mogę być sobą?
Dlaczego warto zacząć od pytania „Jak się czuję?”
To pytanie jest jak zatrzymanie w biegu. Nie po to, żeby analizować, ale żeby zauważyć siebie.
Bo zanim zrobisz cokolwiek, powiesz, zareagujesz, zdecydujesz, warto wiedzieć, z jakiego miejsca to robisz.
Z lęku? Z miłości? Z poczucia winy? To zmienia wszystko.
Czy mogę być sobą?
Czy nie muszę udawać głupszej/mądrzejszej niż jestem? Muszę wciągać brzuch? Kreować się na fit kobietę? A może bizneswomen? Czy muszę być kimś innym niż jestem? Czy wystarczy, że jestem sobą? Nieidealna, z wadami, ale i z zaletami, marzeniami, planami, oczekiwaniami i historią życia. Czy on to akceptuje? Czy lubi także moje wady? A co ja myślę o jego słabościach?
Istotne jest to, czy obok partnera czuję się swobodnie. To bowiem spontaniczność, naturalność, otwartość na drugiego człowieka buduje bliskość. Nie da się stworzyć trwałego związku tam, gdzie udajemy, ciągle gramy i nie dopuszczamy drugiej osoby do swojego prawdziwego ja. Tylko to, co nas odróżnia, pozwala nas pokochać w pełni. To właśnie te nasze indywidualne cechy tworzą nas jako kobiety. I to od nich trzeba zacząć.
![]()
Nie idźmy jednak w skrajności. Każdy ma większe lub mniejsze potrzeby do zachowania sfery prywatnej. Przy partnerze możemy czuć się swobodnie, ale nie dla każdego oznacza to pełną naturalność i otwartość na każdy aspekt życia. Są rzeczy, które chcemy zachować dla siebie. Partner nie musi wchodzić w każdą naszą sferę. I to jest w porządku. Bo to od nas zależy, gdzie postawimy granicę.
Dlaczego to, jak ja się czuję, jest ważniejsze niż to, jaki on jest?
Wiele kobiet, myśląc o idealnym partnerze, zaczyna od listy cech, które on powinien mieć:
- żeby był czuły,
- ma był ambitny,
- miał poczucie humoru,
- żeby był przystojny, zadbany, stabilny emocjonalnie i finansowo.
To naturalne. Ale często w tym wszystkim zapominamy o pytaniu, które jest fundamentem każdego zdrowego związku:
Jak ja się czuję przy tej osobie? Nawet najbardziej „idealny” partner nie stworzy z nami dobrej relacji, jeśli w jego towarzystwie czujemy napięcie, presję, niepewność albo konieczność udawania kogoś, kim nie jesteśmy. To nie jest wtedy partner dla nas. Nasze ciało i nasze emocje nas ostrzegają i warto posłuchać siebie.
Czy mogę być przy nim sobą? Jak rozpoznać swoje emocje?
To pytanie jest naprawdę kluczowe. Nie chodzi o to, czy partner akceptuje naszą najlepszą wersję, tę, którą pokazujemy światu.
Chodzi o to, czy akceptuje całość:
- nasze wady,
- słabości, lęki,
- dziwactwa,
- marzenia,
- naszą historię,
- nasze emocje: także te trudne.
Prawdziwa bliskość zaczyna się tam, gdzie kończy się udawanie.
Jeśli przy kimś musisz wciągać brzuch, grać mądrzejszą lub głupszą niż naprawdę jesteś, udawać bardziej „fit”, bardziej „ogarniętą”, bardziej „idealną”, kontrolować każde słowo, pilnować, żeby nie pokazać „za dużo” siebie…to nie jest bliskość. To jest rola.
A w rolach nie da się zbudować trwałego związku. To będzie zawsze udawanie.
A czy Ty akceptujesz jego?
Akceptacja działa w dwie strony, związek to działanie obopólne.
Dlatego ważne jest nie tylko to, czy on akceptuje Ciebie. Równie istotne jest to: Jak Ty czujesz się z jego słabościami?
Bo każdy je ma i nawet idealny partner również. I jeśli oczekujemy, że partner pokocha nas „z pakietem”, to musimy być gotowe zrobić to samo, oczywiście nie chodzi o tolerowanie zachowań raniących czy toksycznych: chodzi o akceptację ludzkiej niedoskonałości, samego faktu, że jesteśmy po prostu ludźmi.
Co dzieje się, gdy ignorujemy emocje?
Kiedy przez lata nie pytasz siebie, jak się czujesz, ciało zaczyna mówić za Ciebie.
Bezsenność, napięcie, bóle głowy, rozdrażnienie — to wszystko nie przypadek. To emocje, które nie znalazły ujścia. Nie znikają. Zmieniają tylko formę.
Jak rozpoznać swoje emocje w codziennym życiu?
Nie trzeba psychologicznej analizy. Wystarczy zatrzymać się na chwilę i zapytać:
- Co czuję w ciele?
- Co próbuję ukryć?
- Czego mi brakuje?
- Co mnie dziś poruszyło?
To proste pytania, które otwierają drzwi do prawdy.
Jak wrócić do siebie?
Wracanie do siebie to proces. Nie przez wielkie decyzje, ale przez małe gesty:
- powiedzenie „nie” bez tłumaczenia,
- odpoczynek bez poczucia winy,
- rozmowa z kimś, kto słucha,
- spacer bez celu,
- chwila ciszy.
To właśnie tam zaczyna się spokój.
Warto jednak zacząć budowanie związku od bycia sobą. Bo jak inaczej mówić o zaangażowaniu i szczerości w związku, jeśli do siebie nam daleko?
Jeśli ten tekst był Ci bliski, dołącz do newslettera. Piszę tam o emocjach, o tym, jak wracać do siebie i jak pytać: „Jak ja się czuję?” — zanim odpowiesz komukolwiek innemu.
Mam bardzo podobne zdanie W w tym temacie. 😊
Kiedyś przeczytałam, że aby ktoś cię pokochał musisz najpierw pokochać siebie. I coś w tym jest. Fajny tekst!
pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂
Bycia sobą uczymy się całe życie … Bo my też się zmieniamy.
Przy moim obecnym partnerze w końcu mogę być sobą.Totalna wolność.
Bekam, pierdzę,tańczę,rzygam kiedy się nabrzdryngolę 🤣 a on w tym czasie jest przy mnie.
Przy byłym mężu byłam cichą szarą myszką siedzącą pod miotłą.Teraz na tej miotle latam 🧹🤣