Tematem tego artykułu jest grzeczność i jej konsekwencje, często niestety daleko idące, na przykład depresja. Marshall Rosenberg stwierdził, że “nagrodą za grzeczność jest depresja”. Innymi słowy nie warto być zbyt grzeczną, depresja może być bowiem konsekwencją niewyrażonej złości. Tylko czy to stwierdzenie ma szansę dotrzeć do osób, do których powinno? I czy zmotywuje ich do wyrażania emocji, pomimo trudności w tym zakresie?
![]()
Depresja to niewyrażone emocje?
Emocje są po coś. Nawet te, których nie lubimy, typu złość, smutek, czy gniew. One stanowią informację zwrotną, przekazują nam, co się dzieje w naszym życiu. Wskazują długim palcem na to, na co należy zwrócić uwagę, co woła o naszą uwagę. Nie pozwalają się ignorować. Skupiają na sobie i robią to w naszym interesie, nawet jeśli tego nie widzimy oraz nie rozumiemy. Emocje są ważne, to wiadomość.
To dlatego nie można długofalowo ignorować własnych emocji bez negatywnych skutków dla zdrowia i samopoczucia. Nie da się nie widzieć i nie przyjmować do siebie tego, co się dzieje i jednocześnie żyć długi i szczęśliwie. To tak nie działa.
Bierzesz wszystko w pakiecie
Żeby odczuwać prawdziwą radość, musisz poczuć również złość i smutek. Nie ma szczęścia bez nieszczęścia, uśmiechu bez grymasu, światła bez cienia…. Wszystko jest z sobą powiązane. To nie sklep, w którym wybieramy sobie emocje: albo odczuwamy wszystkie, albo nie odczuwamy tak naprawdę żadnych.
Jeśli wyrzekamy się złości, chwaląc się tym, że nigdy nie jesteśmy prawdziwie wściekłe, to musimy być gotowe na namiastkę życia, na jego cześć, a nie pełnię. Podobnie jak w sytuacji, gdy sądzimy, że nigdy nie smucimy się na tyle, żeby płakać. Nie pozwalamy sobie na oczyszczenie za pośrednictwem łez, na to, żeby być naprawdę smutną. Zamiast uwolnić emocje, dusimy je w sobie. One nawarstwiają się, nakładają i nie znikają, przeciwnie zjadają nas od środka. Dzień po dniu. Tak długo, aż pewnego dnia okazuje się, że mamy chorobę, która uważana jest za chorobę cywilizacyjną – depresję.
Gdy nie płaczesz, robisz sobie krzywdę…(?) Czyli uwolnić łzy
Możemy nawet przez lata doskonale sobie z nią radzić, funkcjonować, osiągać sukcesu, wypierać tę ogromną pustkę i beznadzieję, która trawi nas od środka. To depresja wysokofunkcjonalna, mimo że teoretycznie nie przeszkadza tak bardzo, to nadal jest i niszczy nasze życie.
Dlaczego nagrodą za grzeczność jest depresja?
Co to tak naprawdę znaczy grzeczność? Z jednej strony to synonim kultury, umiejętności zachowania się, z drugiej, jeśli grzeczność idzie za daleko i nigdzie tak naprawdę nie można być sobą, to grzeczność po czasie oznacza:
- uśmiechanie się, gdy nie jest dobrze, aby nie sprawiać problemów,
- integrowanie się, mimo że wcale nie chcemy,
- zmuszanie się, niesłuchanie sygnałów z ciała,
- branie udziału w czynnościach, na jakie nie mamy ochoty,
- patrzenie na to, co wypada,
- skupianie się na samopoczuciu innych,
- spełnianie czyichś oczekiwań,
- często zapominanie o sobie.
Grzeczność to często wyrzekanie się siebie. To stawianie potrzeb innych na pierwszym miejscu, to robienie tego, na co się nie ma ochoty, to stawanie na rzęsach, aby zadowolić innych. Często gdzieś w tle leży niskie poczucie własnej wartości, które jest przyczyną wszystkich problemów. Tak ujęta grzeczność to również brak asertywności, mówienie innym ciągłego “tak”, i jednocześnie sobie “nie”.
Nic dziwnego, że nauczone nie dbać o siebie, na siłę podporządkowywać się, żeby nie uchodzić za trudną, płacimy za to wysoką cenę. Jest nią depresja, choroba, która wciąga niepostrzeżenie i zabija dzień po dniu.
Depresja jest w Polsce poważnym problemem. Choroba dotyczy 1,2 miliona osób. Z roku na rok zachorowanie na depresję rośnie.
Najczęściej na depresję chorują…kobiety, to one otrzymują diagnozę choroby. Dlaczego? Być może mężczyźni rzadziej szukają pomocy i w konsekwencji cierpią w ciszy. Może jest też tak, że chorują rzadziej, bo częściej dbają o swoje potrzeby i rzadziej się poświęcają dla innych.
Jak sądzisz – depresja to nagroda za bycie zbyt długo zbyt grzeczną? czy najlepszą formą profilaktyki jest…asertywność?