„To nie moja wina.” oraz „wiem lepiej”. Zdania, które niedojrzały człowiek ma przygotowane jak as w rękawie. Jedno jak rewers, drugie jak awers. Karty z kategorii „żadne zaskoczenie”. Tylko co one oznaczają dla Ciebie i dla mnie też? Co one mówią o osobie, która je wypowiada?
![]()
Dwa zdania, które niedojrzały człowiek ma pod ręką
Wypłowiałe, z zadartymi rogami, tak często używane, że właściwie można już nimi grać z zamkniętymi oczami. Czasami zanim wydarzy się cokolwiek, za co można byłoby tę winę ponieść, on już krzyczy:
– To nie ja.
A kiedy ktoś próbuje dojść do słowa:
– Wiem lepiej.
Karta w formie słów-wytrychów leży sobie spokojnie w kieszeni. Obok telefonu, kluczy i innych rzeczy potrzebnych dorosłemu człowiekowi do życia. Wystarczy sięgnąć. I zamknąć innym usta. Albo umyć ręce od odpowiedzialności. To jest właśnie twarz niedojrzałości. Zdanie, po które sięga osoba niedojrzała
- Coś się zepsuło? To nie moja wina.
- Ktoś odszedł? To nie moja wina.
- Dziecko jest nieszczęśliwe? To nie moja wina.
- Związek się rozpadł? To przecież nie moja wina.
- Szef się zdenerwował? Wiadomo. Szef. To wszystko wyjaśnia.
- Żona płacze? Hormony. Ona zresztą zawsze była taka histeryczna.
- Dziecko nie chce rozmawiać? W dzisiejszych czasach młodzież taka jest.
Wszystko ma przyczynę. Tylko dziwnym trafem bardzo rzadko siedzi ona po naszej stronie stołu. Przyczyna jest gdzie indziej, przecież. Nie zależy od nas. Taki pech.
To jest zresztą niezwykle wygodne. Bo jeśli to nie moja wina, to nie muszę niczego naprawiać. Nie muszę przepraszać.
Jakie tam zmienienie zachowania. Nawet za długo myśleć nie muszę. Bo to nie moja odpowiedzialność. Nie muszę się zastanawiać. Posłuchać niewygodnej prawdy. Nic nie muszę. Bo ja już wiem. Prawda?
Tu czas na głęboki oddech, bo jest przecież całkowicie inaczej: Nie oczekuj niczego. Po prostu weź odpowiedzialność
Cztery słowa, które wymazują odpowiedzialność
Wystarczy je powiedzieć i można z ulgą odsunąć od siebie cały ciężar. Jak walizkę, której nie chce się wnosić po schodach. Tylko że życie nie działa jak przechowalnia bagażu. Można odłożyć odpowiedzialność.
Ale to tylko złudzenie. Ona nie znika. Czeka jak wierny pies. W rozczarowaniu drugiego człowieka i poczuciu odrzucenia. Czasami w nadmiernej odpowiedzialności, jaką bierze na siebie dziecko. Niekiedy wraca jak czkawka w kolejnym związku. Problem nie znika.
On tylko czeka, aż ktoś wreszcie się nim zajmie. Czasami przypomina się po latach, kiedy człowiek jest już przekonany, że wszystko zostało dawno załatwione. I wtedy okazuje się, że nie. Nic nie zostało załatwione. Tylko przykryte.
Odpowiedzialność potrafi się przebrać
Najbardziej lubię moment, kiedy niedojrzały człowiek zaczyna bardzo dokładnie wyjaśniać, dlaczego zrobił to, co zrobił.
To nie jego wina. Tak po prostu się stało.
Te uniki w tym momencie jako próba tworzenia argumentów mówią wszystko o niedojrzałości.
Nagle niepytani dostajemy całą historię. Miał trudne dzieciństwo. Był zmęczony. Ona go sprowokowała. On był pod presją. To zła kobieta była. Nikt go nie rozumiał. Miał prawo. Każdy by tak zrobił. I tak dalej. I tym podobne. Być może część z tego jest prawdą. To właśnie jest najciekawsze.
Dojrzałość to problemy w życiu, ale też mądra odpowiedź na nie: „Miałem powód. Ale on mnie nie usprawiedliwia. Zrobiłem źle. Zawaliłem.”
To jest ogromna różnica. Widzieć swój udział.
To jest typowe dla niedojrzałości, ciągłe szukanie wymówek:
- Można mieć trudne dzieciństwo i dlatego krzywdzić ludzi.
- Być zdradzonym i później samemu zdradzić.
- Można być zmęczonym i powiedzieć coś, czego nie powinno się powiedzieć.
- Zostać źle potraktowanym i samemu źle potraktować kogoś następnego.
Ale powód, dlaczego coś robimy nie zawsze jest usprawiedliwieniem. Czasami jest tylko powodem, zasłoną dymną, która mydli oczy i pozwala zachować sumienie czyste, bo właściwie nieużywane.
I właśnie tutaj zaczyna się dorosłość, gdy rozumiemy, że łatwiej wiecznie tłumaczyć niż widzieć swoją odpowiedzialność….Dorosłość to konsekwencje i odpowiedzialność.
Kiedy zaczyna się dorosłość?
- nie w wieku 18 lat,
- nie w wieku 21 lat
- wcale nie wtedy, kiedy wyprowadzamy się z domu,
- bierzemy ślub
- mamy dzieci.
Dorosłość zaczyna się w chwili, kiedy można spojrzeć na własne zachowanie i powiedzieć: „Tak. To zrobiłem ja”. To moja odpowiedzialność. I moja wina. I wszystkiego nie wiem. Po prostu nie wiem. Mogę się mylić.
Bez żadnego „ale”, przypisu, gwiazdki i małego druku na końcu dokumentu. Bez dwudziestu stron wyjaśnień i szukania winnego na drugim końcu pokoju.
To jedno zdanie jest zresztą dziwnie trudne. „To moja wina”. Cztery słowa. A czasami ważą więcej niż całe małżeństwo.
Bo za nimi trzeba już coś zrobić. Przeprosić. Naprawić. Zmienić. Albo przynajmniej przestać udawać, że człowiek nie miał w tym wszystkim żadnego udziału.
Jest jeszcze jedno pytanie
„To nie moja wina” niczego od nas nie wymaga. Można po nim spokojnie wrócić do swoich zajęć.
Tylko że jest jeszcze jedno zdanie. Znacznie mniej wygodne. „Co ja zrobiłem, że znaleźliśmy się właśnie tutaj?”. Nie: „Kto jest winny?”, „Kto zaczął?”, „Kto pierwszy powiedział?”. Tylko: „Co ja zrobiłem?”
To pytanie jest jak lustro. A lustra mają tę paskudną cechę, że pokazują również to, czego akurat nie chcielibyśmy oglądać. Bez retuszu.
Tak, jak jest. Może dlatego niektórzy ludzie całe życie szukają winnych. Żeby nie musieć spojrzeć na siebie.
Czasami mamy pięćdziesiąt lat, własny dom, samochód, dzieci, konto bankowe i bardzo dorosły głos. A w środku nadal trzymamy jedno małe zdanie. Na wszelki wypadek. „To nie moja wina.”
„Wiem lepiej”. To zdanie bardzo pasuje do tego drugiego. Skoro wiem, to nie muszę pytać. Nie muszę dociekać, słuchać. Nie muszę nawet dopuścić do siebie myśli, że być może czegoś nie wiem.
Czego oczekujemy od dojrzałej osoby?
I tu robi się ciekawie.
W książce „Uwięzieni w słowach rodziców” Agnieszka Kozak i Jacek Wasilewski przywołują badanie, w którym mężczyzn pytano między innymi o cechy kobiet. 38 proc. badanych nie chciało, żeby kobieta była decyzyjna, 34 proc. bezpośrednia, a 30 proc. dynamiczna.
To ciekawe zestawienie.
Bo przecież decyzyjność, bezpośredniość i dynamika trudno uznać za cechy niepożądane u dorosłego człowieka. A jednak kiedy pytanie dotyczy kobiety, pojawia się inne oczekiwanie.
Jeszcze ciekawsze jest to, że kiedy w tym samym badaniu pytano o córkę, mężczyźni częściej wybierali cechy związane z zaradnością posiadaniem własnego zdania. Czyli chcemy, żeby nasze córki były sprawcze. Tylko czy zawsze jesteśmy równie gotowi na to, żeby takie były wszystkie kobiety wokół nas? Może właśnie tutaj zaczyna się zmiana. Bo świat się zmienia. Tylko czasami trochę wolniej niż nasze deklaracje.
Nadal można usłyszeć: „Wiem lepiej”. Ale coraz częściej gdzieś obok tego zdania pojawia się mały znak zapytania. A jeśli nie? I chyba właśnie od tego znaku zapytania zaczyna się dorosłość.
Kiedy zaczyna się dorosłość i co ma wspólnego z błędami?
Prawdziwa dorosłość zaczyna się wtedy, kiedy popełniamy błędy i nie uciekamy od ich konsekwencji.
Oczywiście nie wszystko jest naszą winą. Ale prawie zawsze jest coś, za co jesteśmy odpowiedzialni.
I tej różnicy warto nauczyć się wcześniej niż później. To lekcja, której nie dostaje się w podstawówce, na etapie nauki alfabetu.
Tylko wtedy, kiedy poznajemy ten prawdziwy alfabet dojrzałości.
Ten z życia.
Jeśli chcecie zobaczyć, jak te mechanizmy wyglądają w praktyce, od tego właśnie zaczęłam.
„Alfabet mężczyzny, który nie dorósł” to opowieść zbudowana z kolejnych liter. Każda pokazuje inny kawałek niedojrzałości, która może mieć dorosłą twarz, pracę, rodzinę, samochód i całkiem poważny PESEL.