czwartek, 7 maja, 2026
Strona główna Kobieta po 40 7 rzeczy, na które już się nie godzę i dlaczego to zmienia...

7 rzeczy, na które już się nie godzę i dlaczego to zmienia życie

Z wiekiem nie stajemy się bardziej pokorne, stajemy się bardziej świadome. Przychodzi taki moment, kiedy przestajemy przepraszać za to, że żyjemy po swojemu. Kiedy „nie” przestaje być aktem odwagi, a staje się aktem troski o siebie. Te 7 rzeczy poniżej to nie głupi bunt, ani głośna rewolucja. To dorosła decyzja, że moje życie jest moje — i nie oddam go w cudze ręce. I jeśli jesteś w podobnym miejscu, to wiesz, że to nie jest egoizm. To jest wreszcie spokój.

Dojrzeć do pewnych rzeczy

Niektórzy cieszą się wrodzoną pewnością siebie i wiedzą, jak żyć. Zdecydowana większość, do której należę, musi do pewnych rzeczy jednak dorosnąć, dojrzeć…. Przychodzi taki czas (na szczęście), kiedy mówimy dość. I dla własnego dobra nie tylko stawiamy wyraźne granice, ale nie pozwalamy ich już przekraczać! Z czym przestajemy się godzić?

Na co przestajemy się godzić po 40?

Niektórzy potrafią skutecznie wyznaczać swoje granicę wcześniej, jednak sporo z nas dojrzewa do asertywności z wiekiem. Potrzebujemy czasu, by pewne rzeczy sobie uświadomić to raz, a dwa bez wyrzutów sumienia wprowadzić ważne zasady w życie. Na przykład jakie?

Asertywność to często coś więcej niż myślisz

na co się nie godzę

Nie godzę się na bycie „dziewczyną od wszystkiego”

Jednostki, która się nigdy nie sprzeciwi. Nie powie “nie”, bo zjedzą ją wyrzuty sumienia, że komuś odmówiła. Będzie brała na swoje barki więcej i więcej, bo będzie wierzyła, że tak trzeba, aż  pewnego dnia pozbawiona sił stanie pod ścianą. Najtrudniej odmówić bliskim, jednak czasami to jedyna droga, by uratować siebie.

Długo wierzyłam, że wartość kobiety mierzy się tym, ile uniesie. Dziś wiem, że moja siła nie polega na braniu wszystkiego na siebie, tylko na wybieraniu tego, co naprawdę moje. Reszta? Niech wróci tam, skąd przyszła.

Nie godzę się na jednostronne relacje

Mam gdzieś odbieranie telefonów od osób, które dzwonią tylko wtedy, kiedy czegoś chcą. Umawianie się na spotkania z tymi, którzy mają w tym interes, a nie przyjemność. Pomaganie tym, którzy tracą słuch, gdy potrzebuję ich wsparcia. Bycie miłą dla tych, którzy mnie nie szanują. Przeczytaj, co się dzieje, gdy przestajesz być dla wszystkich miła.

Jeśli ktoś pamięta o mnie tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje, to nie jest relacja. To jest transakcja. A ja już nie jestem walutą, bo nie godzę się nią być.

Nie godzę się na udawanie, że wszystko jest OK

Każdy ma czasami zły dzień, bywa, że coś nie wychodzi, coś nas dołuje, coś odbiera sił. W społeczeństwie nastawionym na sukces jednak wymaga się od nas optymizmu i machania lekceważąco ręką na kłopoty. To taka silna potrzeba, że nawet depresja się uśmiecha. Dać się wciągnąć w ten mechanizm? Nic z tych rzeczy! Po co udawać? Lepiej powiedzieć, że dzisiaj jestem nie do życia i dać sobie prawo do słabości. Bo przecież każdy może mieć gorszy dzien.

Świat nie potrzebuje kolejnej kobiety, która „daje radę”. Potrzebuje kobiet prawdziwych. A prawda czasem boli, czasem męczy, czasem płacze i to jest po prostu normalne.

Nie godzę się na perfekcję, która odbiera radość

Znacie to? Jednostki, które wiedzą wszystko, mają doskonały plan na siebie, nigdy się nie mylą, i uwielbiają ustawiać innym życie? Tacy są świetni, piękni i doskonali. Nic tylko próbować im dorównać! A po co? Rozwój to jedno, udoskonalanie się to drugie, ale zaakceptowanie swojej doskonałej niedoskonałości to droga, która daje spokój. I wcale nie wyklucza dążenia do tego, by przełamywać swoje słabości. Chodzi raczej o równowagę, która wiele rzeczy po prostu ułatwia…

Perfekcja to najładniejsza klatka, jaką sobie budujemy. Dziś wybieram niedoskonałość, która oddycha, zamiast ideału, który dusi.

Nie godzę się na zabieganie o sympatię za wszelką cenę

Nie jestem przysłowiową pomidorową. Mogę komuś nie pasować, kogoś drażnić. I w drugą stronę. Sama nie muszę akceptować wszystkich.  Oczyszczenie otoczenia z osób, które podcinają mi skrzydła to radykalne, ale w wielu sytuacjach konieczne rozwiązanie.

Nie jestem aplikacją, którą trzeba „polubić”. Jestem człowiekiem. I nie każdy musi mnie kochać, wystarczy, że ja kocham siebie.

Nie godzę się na śmiech, który mnie rani

Śmiech pozwala wybrnąć z wielu sytuacji. Łatwo jednak mechanizm ten przybiera karykaturalną formę i staje się ośmieszaniem a nie przyjaznym sposobem na wspieranie drugiej osoby. Czasami zamiast rechotać jak stado baranów, lepiej powiedzieć – nie, dzięki, to wcale nie jest śmieszne.

Granice nie są po to, by kogoś ograniczać. Są po to, by chronić to, co we mnie delikatne. I nie przepraszam już za to, że coś mnie boli.

Nie godzę się na milczenie, kiedy trzeba mówić

Często wolimy nic nie mówić, przemilczeć pewne kwestie, a innych udawać, że się nie widzi. Powodów jest całe mnóstwo… Strach, poczucie, że się nie potrafi przeciwstawić, czy rezygnacja pod tytułem, że to nic nie da. Tymczasem zmiany zaczynają się od jednostki. Jeśli każdy będzie milczał, z braku siły, by dyskutować z idiotami, mówić będą tylko ci, którzy nie mają nic mądrego do powiedzenia. Dlatego, choć to trudno, czasami zwyczajnie trzeba głośno reagować!

Milczenie nigdy nie rozwiązało problemu. Za to bardzo często go utrwalało. Dziś wiem, że głos to narzędzie, nie zagrożenie.

Główny problem współczesnego świata jest taki, że mądre osoby milczą

Na co się już nie godzę?

Pewność siebie to poczucie, że można żyć tak, jak się tego pragnie. To powiedzenie stop funkcjonowaniu pod dyktando innych – rodziców, męża, dzieci. Nie w skrajnej formie, kiedy nasze decyzje ranią innych, ale asertywnej, kiedy myśląc o przyszłości, bierzemy pod uwagę także swoje dobro. Bez wiecznego odkładania myślenia o własnych potrzebach na nigdy nieprzychodzące jutro, ale z przekonaniem, że “ja” też się liczę. Nie kiedyś, za parę lat, gdy zrobi się spokojniej, ale już TERAZ!

Każda z nas ma swoją listę rzeczy, na które już się nie godzi. I każda z nas ma prawo ją zmieniać, dopisywać, wykreślać.

Najważniejsze jest jedno: żyć tak, żeby nie zdradzać siebie. Nie dla świętego spokoju. Nie dla cudzych oczekiwań, ani nie dla „tak wypada”.

Bo kiedy zaczynasz wybierać siebie, świat wcale się nie kończy. Świat wreszcie zaczyna mieć sens i Tobie po prostu sprzyja…

Wiek średni jest przełomowy. Albo do tego czasu mądrzejesz, albo już ci to nie grozi

A Ty na co się już nie godzisz?

12 KOMENTARZE

  1. Po 40 stwierdziłam, że życie to taka gra w pokera, raz coś nam daje ,potem znów odbiera w myśl zasady koniec pewnego etapu to początek czegoś nowego

  2. Znam panie które dopiero po 40 roku wchodzą każdemu w tyłek i chcą być takie kul wazeliniary wszystko na pokaz jak to jedna określiła ja jestem taka spontaniczna u mnie drzwi są zawsze otwarte dla każdego każdy może wchodzić i wychodzić kiedy chce zarówno mężczyzna jak i kobieta on kocha wszystkich pi prostu kobieta kuuuuul załosna

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj