Dlaczego strefa komfortu to złota klatka, która nie pozwala się nam rozwijać?

2

Lubimy spokój. To, co znane. Oswojoną codzienność. Gdy wiemy, czego się spodziewać. Nic nas negatywnie nie zaskakuje. Wtedy możemy sobie żyć, bez zbędnego stresu. Wszak mamy wiele znanych i oswojonych nerwów na co dzień. Po co nam więcej? Tymczasem odpowiedź jest prosta. Ano po to, żeby się rozwijać. Nie da się inaczej. Musimy wyjść ze złotej klatki i spojrzeć na ciasną przestrzeń z perspektywy wolności. Dopiero wtedy, gdy doświadczymy czegoś „większego”, zauważymy, jak mocno ograniczałyśmy się do tej pory. I uznamy, że wyjście poza było najlepszą decyzją, jaką mogłyśmy podjąć!

„Największym przeciwnikiem twojego potencjału osiągania większych sukcesów jest strefa komfortu, a więc tendencja do zagnieżdżania się w koleinie i sprzeciwiania się wszelkim zmianom, nawet tym pozytywnym, które wymagałyby ich opuszczenia”. Brain Tracy „Maksimum osiągnięć”

Lepsze znienawidzone, ale znane niż nowe i niepewne?

Lubimy te nasze złote klatki, bo dają nam złudzenie bezpieczeństwa. Jesteśmy otoczone, dlatego nikt nas nie uderzy, nie skrzywdzi. Funkcjonujemy w swojej dobrze znanej rzeczywistości. Mamy wszystko oswojone. Nasze, tuż obok, nie trzeba daleko chodzić, starać się, bo przecież mamy wszystko, co trzeba. Że ciasno i nie można rozwinąć skrzydeł? No cóż, taka cena. Przecież mogłoby być znacznie gorzej.

 strefa komfortu

Poza klatką bywa groźnie. Latają inne ptaki, być może większe, straszne, nieprzyjazne. Nie wiadomo, może nas napadną, pożrą? Może okazać się, że jesteśmy „za małe”, by wylecieć. Będą się z nas śmiać i pytać z szyderczą miną, czego się spodziewałyśmy, przecież nie damy sobie rady w „nowym świecie”, to było do przewidzenia. Trzeba było siedzieć na swoim i się nie wychylać! Naiwna jedna. Zachciało się jej wolności!

Po co Ci zmiana?

Nie lubimy zmian. W naturalny sposób ich unikamy. Chcemy, żeby wszystko pozostawało takie, jak zawsze, aby nic nas nie zaskakiwało i nie wyprowadzało z równowagi. Żeby było łatwo i wygodnie.

Dlatego zmiana to coś, czego unikamy. Bo zmiana zaczyna się…od dyskomfortu. Wymaga od nas zaangażowania, uwagi, czasu. Trzeba się otworzyć na coś nowego, nieznanego, oswoić to, poznać…To wiąże się z wysiłkiem fizycznym i intelektualnym.

Któż by tego chciał? Przecież jesteśmy takie zmęczone! Zapracowane, zaorane wręcz.

Poza tym, co jeśli się nie uda? Napracuje się, narobię po pachy, a nie wyjdzie? Okaże się, że pomysł był u podstaw zły? Nikt mi nie zwróci ani czasu, a czasami także pieniędzy, które musiałam zainwestować…. Po co mi to?

Zmiana jest wpisana w życie

Uciekanie przed zmianą i zamykanie się w strefie komfortu jest częste. Działa. Ale tylko do pewnego momentu. Przychodzi taki czas, że nie mamy wyjścia i musimy zmierzyć się z nową rzeczywistością.

Bo w życie wpisana jest zmiana. Wszystko ciągle się zmienia. Na lepsze, na gorsze, nigdy nie pozostaje stałe. Nawet jeśli pozornie się nam tak wydaje, to tylko złudzenie.

Życie jest jak rzeka, która płynie. Dojrzewamy, nabywamy doświadczeń, inspirują nas zdarzenia, uderzają pewne okoliczności. Każdy dzień pozostawia po sobie większy lub mniejszy ślad.

Jeśli uparcie udajemy, że tego nie widzimy, to płyniemy z nurtem. Tracimy kontrolę nad swoim życiem. Za pozór bezpieczeństwa oddajemy decyzyjność. Po latach okazuje się, że budzimy się i doświadczamy koszmarnego rozczarowania w postaci przespania życia, robienia tego, czego nie znosimy, w miejscu, którego nie lubimy, z ludźmi, którzy nie są warci najmniejszej uwagi.

Pozostanie w strefie komfortu sprawia, że to inne osoby rozdają karty, a my godzimy się na to, co przynosi los. Nie mamy celu, planu na przyszłość, boimy się realizować, bo to wymaga decyzji o zmianie. A ta…jest zbyt przerażająca, żeby się przemóc. Lepsza złota klatka. Ciasna, ale…własna. Tak?

„Po pierwsze – zdecyduj, czego dokładnie chcesz. Większość ludzi nie ma o tym pojęcia. Po drugie określ cenę – którą jesteś gotów zapłacić, by to uzyskać, a potem zdecyduj się ją zapłacić”. H.L. Hunt

 

 

2 KOMENTARZE

  1. Przez pół wieku, w ciągłym stresie dążyłam do rozwoju siebie. Czy to była „wolność” czy raczej wyimaginowana złota klatka, w której chciałam zamknąć siebie? W końcu przestałam udowadniać sobie i innym, że mogę być inna, lepsza (według innych) niż jestem. Zrozumiałam, że ta pogoń, to raczej ucieczka przed sobą jaką naprawdę jestem. Dzisiaj wolę żyć spokojnie i w zgodzie z własnym JA. Uważam, że pół wieku opłacone stresem jest wystarczającą zapłatą za wolność, którą teraz mam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj