niedziela, 7 czerwca, 2026
Strona główna Psychologia Od synów oczekuje się sukcesów. A Ty, córko, masz dobrze wyglądać

Od synów oczekuje się sukcesów. A Ty, córko, masz dobrze wyglądać

Dziewczyna nigdy nie będzie chłopakiem. Cóż za odkrycie! Nie będzie też traktowana przez swojego autorytarnego ojca tak, jak syn. Bo od syna w wielu domach oczekuje się sukcesów. A od córek tego, że będą dobrze wyglądać, a na starość zaopiekują się starzejącymi rodzicami. Taki los… Oto wprost o tym, jak wygląda nierówne oczekiwania wobec córek i synów…

nierówne oczekiwania wobec córek i synów

Nierówne oczekiwania wobec córek i synów w praktyce

Miała tatę, który wyżej ceni mężczyzn niż kobiety. To było widać na pierwszy rzut oka.

Nawet w tym, jak on – jej ojciec odnosi się do własnej żony i jak ją traktuje. To nie jest odkurzony obraz z przeszłości. To rzeczywistość obecna w wielu polskich domach, w których powiew tradycyjnego ujęcia jest bardzo mocny.

Tata decyduje. Mama milczy. Synowie są dumą ojca lub…jeśli nie są, to zostają wykluczeni z rodziny, zapomniani. Mocno ukarani. Bo jak mogli?

Od córki się nie wymaga sukcesów. Bo córka ma być ozdobą. Nic więcej. Nie ma za dużo mówić. Absolutnie nie powinna mieć swojego zdania. Chyba, że będzie gorliwie powtarzać słowa swojego ojca i będzie podkreślać, jak bardzo jest mu za wszystko wdzięczna. Wtedy będzie córeczką tatusia…

Przeczytaj, dlaczego sukces nie jest linią wznoszącą się jedynie do góry.

Ja mam władzę

Ten, kto zarabia (lub zarabia więcej) ma władzę. Reszta musi się zamknąć. Milczeć, usuwać się w cień. Jeśli zrozumieją dobrze, jaką mają rolę, to zadziałają instynktownie, będą „wielbić ojca”, ślepo i bez sprzeciwu, obdarzając go licznymi pochlebstwami. To głowa rodziny ma władzę. Bo to ona utrzymuje wszystkich. I to ona ma ostatnie słowo.

A że w tej rodzinie zarabia tylko on, ona – jego żona ma niewiele do powiedzenia. I siłą logicznego przeniesienia – niewiele do powiedzenia ma również jego/ich córka.

Gdy jednak córka się usamodzielnia i zarabia na siebie, wyprowadza się, odnosi sukcesy, to wszystko to kwituje się marsową miną i pozostawia bez komentarza. O tym się nie mówi. A na pewno nie dobrze. To, co ona robi jest „nic nie warte”, „nie tak ważne, jak dokonania brata”. Sam fakt wynikający z jej zestawu genów, czyli to, że jest kobietą, powinien zmotywować ją, żeby znalazła swoje miejsce w szeregu. Jeśli tego nie jest w stanie zrobić, tym gorzej dla niej…

Nie wychylaj się

W takich tradycyjnych domach wychowanie córek a synów wygląda inaczej. Wszystko to, co ważne inwestuje się w dzieci płci męskiej. Czuje się już po przekroczeniu progu, w atmosferze, że chłopcy są najważniejsi. To oni mają potwierdzać wartość rodziny.

Dziewczynki czasami (o łaska wielka!) mogą się rozwijać, kształcić, jednak nie powinny przyćmiewać zalet brata/braci. Najlepiej jeśli będą trzymały się blisko domu, nie wybierały zbyt ambitnego zawodu, nie daj Bóg nie wyjeżdżały za daleko. Za tymi zakazami kryje się fałszywy niepokój o nie, strach, że może się coś im stać. W praktyce chodzi o to, żeby one trzymały się swojego miejsca. I znały swoje przeznaczenie.

Panuje niepisana umowa, że córki w tradycyjnych domach mogą coś tam robić, ale nigdy nie będzie to tak dobrze oceniane, jak dokonania jego – brata. Dużo łatwiej im ośmieszyć ich ród, przynieść wstyd nazwisku. Dziewczynki ocenia się gorzej. Nie wymaga się od nich co prawda sukcesów i nie naciska tak bardzo jak na ich braci, jednak gdy jedna z drugą ośmieli się ten sukces osiągnąć, to muszą się liczyć z niedowierzaniem, a zaraz za nim z gniewem

Dlatego rodzina wie. Lepiej tego nie widzieć, niż docenić sukcesu kobiety – córki, która od samego wstępu miała pod górkę. Najlepiej zrobić wszystko, żeby do sukcesu w ogóle nie doszło. Bo takiej kobiecie wyzwolonej w d…się przewraca. Ze szkodą dla wszystkich.

Na szczęście nie zawsze tak jest

Dzisiejsi rodzice wychowują inaczej dzieci. Zazwyczaj. I dobrze, bo konsekwencje błędów przeszłości, które dotknęły wielu kobiet trwają w najlepsze. Pokazują to badania. Kobiety mniej wierzą w siebie, są dla siebie dużo bardziej surowe. Niżej oceniają swoje kompetencje. Przyjmują, że nie zasługują na dobro, które je spotyka.

Mamy wpisany w gen syndrom źle pojętej skromności a również poczucia, że jesteśmy niewystarczająco dobrzy.

Skąd to się wzięło?

Ano stąd, że …. mamy ukształtowane mniemanie o sobie przekazane nam przez rodziców. Wierzmy, że jesteśmy takie, jakie mówiono nam, że powinniśmy być. Niezwykle trudno z tym zerwać. Oczekiwania wobec córek są bowiem silnie ugruntowane.

Jeśli przez lata obserwowaliśmy, że to w brata się inwestowało czas i pieniądze, to on mógł więcej, a ona była od młodości, od najwcześniejszych lat uczona, że ma ciężko pracować, usługiwać innym i odchodzić w cień – to wsiąkamy w tym. Niekiedy tak
bardzo, że nie decydujemy się walczyć. Postanawiamy absolutnie się nie wychylać i nie oczekiwać zbyt wiele. I mieć się za kogoś gorszego.

Co dalej?

Zacznijmy od podstaw. Czym naprawdę jest sukces?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj