Usłyszałam kiedyś zdanie: „Twoja kobieta świadczy o Tobie. Twój mężczyzna świadczy o Tobie”. Brzmi jak banał, ale im dłużej żyję, tym bardziej widzę, że… coś w tym jest. Tylko nie tak, jak większość myśli.

To zależy…
Zacznijmy od podstaw. Nikt nie może zmienić drugiej osoby. Każdy odpowiada za siebie.
Nie da się nikogo uratować na siłę, ani wpłynąć na kogokolwiek tak, żeby żył świadomiej i lepiej, jeśli sam tego nie chce.
Do zmiany siebie potrzeba ogromnej siły i determinacji. Nie każdemu z nas się chce. Prawdę mówiąc większość z nas nie ma ochoty na życiowe rewolucje.
Można komuś co prawda dać w rękę wędkę, ale nie zmusimy nikogo do łowienia. Można zaprowadzić konia do wodopoju, ale on sam musi zacząć pić. Podobnie człowiek. Same narzędzia, wsparcie, motywowanie nie wystarczą. W takim znaczeniu druga osoba nie świadczy o nas, ale sama o sobie.
Widziałam kiedyś kobietę, która w sklepie przepraszała za męża, który warczał na kasjerkę. I widziałam inną — której mąż podał płaszcz, zanim zdążyła o nim pomyśleć. Obie niosły na twarzy historię swojego domu.
Z drugiej strony…
Prawdą jest, że dobry związek wiele w życiu ułatwia. W dobrym małżeństwie rozkwitamy, a w złym pomału umieramy. To widać, zarówno pod względem fizycznym, jak i duchowym. Znane są badania, w których przedstawiało się zdjęcia tej samej kobiety tkwiącej w toksycznej relacji oraz będącej w szczęśliwym związku. Łatwo rozpoznać, kto z czym mierzy się na co dzień.
Trudny związek dodaje nam trosk, przyspiesza starzenie, sprawia, że nasze oczy gasną, a cera wydaje się zmęczona i zgaszona. Pewne zmiany widać gołym okiem, choć często trudno je tak naprawdę wskazać i zdefiniować, co szwankuje i dlaczego dana osoba wydaje się przybita, nawet gdy się uśmiecha. Intuicyjnie jednak wiemy, że coś jest nie tak…
Zdrowa relacja to taka, w której obie osoby rosną, a nie więdną. Toksyczny związek to relacja, w której jedna lub obie osoby tracą energię, poczucie wartości i spokój.
To nie partner świadczy o Tobie, ale to, jak się przy nim czujesz. Zdrowa relacja sprawia, że rośniesz, a toksyczna, że więdniesz. Najważniejszym kryterium jest zawsze to, czy Twoje ciało mówi „jestem bezpieczna”.
Mężczyzno, twoja żona świadczy o tobie
Zdanie to oczywiście można rozumieć na wiele sposobów. Jeśli w ten sposób, że żona ma być ozdobą mężczyzny, to większość z tym się nie zgodzi. Takie podejście będzie jak obelga… i ograniczenie roli kobiety do pięknej twarzy i ciała.
Jednak jeśli wejdziemy w temat głębiej i zaczniemy myśleć raczej o wartościach, którymi się kierujemy, aspiracjach i stopniu dojrzałości – to robi się ciekawiej. W takim wydaniu mężczyzna nie wybierze przypadkowej kobiety na żonę. On będzie szukał partnerki, kogoś, kto go wesprze i będzie z nim podążał ramię w ramię. Mężczyzna wybierze dla siebie odpowiednią osobę, kierując się czymś więcej niż wzrokiem, po to, aby budować stabilną relację opartą na empatii i wzajemnym zrozumieniu. Jego dojrzały wybór będzie świadczył o nim.
Podobnie jak kolejne decyzje, jakie podejmie: czy stworzy partnerce dobre warunki do życia, czy będzie z nią rozmawiał, brał jej zdanie pod uwagę, czy da jej szansę na spokojne wychowanie dzieci, zaangażuje się w prowadzenie domu w taki sposób, żeby i ona mogła się rozwijać.
W dobrym związku oboje rośniemy.
W złym — oboje więdniemy.
I to właśnie o nas świadczy najbardziej
Kobieto, twój mężczyzna świadczy o tobie
Twój mężczyzna świadczy o Tobie, kobieto. Czy zgadzasz się z tym stwierdzeniem? Nawet jeśli istnieje ryzyko, że zbyt dosłownie zostanie ono zrozumiane?
Jeśli twój mężczyzna pije, to świadczy o tobie? No nie. Jeśli jest hazardzistą, to twoja wina? Również nie. Nie chodzi o sytuacje skrajne jak zdrady i bezpośrednie działanie na szkodę rodziny.
Chodzi o coś innego. O to, że w interesie osób budujących relację jest stworzenie takich warunków, żeby każdy czuł się dobrze. Mąż kochany i wspierany przez żonę może więcej. Jest spokojniejszy i zdrowszy. Tak pokazują badania, żyje dłużej, statystycznie sięga rzadziej po nałogi, odnosi większe sukcesy. I w takim znaczeniu mąż świadczy o tobie.
Oczywiście nie tylko kobieta jest odpowiedzialna za relacje. To zadanie dla dwóch osób. Jeśli jednak para się stara, to jest to jej w interesie, bo w ten sposób tworzą dla siebie dobrą codzienność. Sami na tym korzystają – wyglądają lepiej, są zdrowsi i zdecydowanie bardziej szczęśliwi.
Jak rozpoznać, że związek Cię podnosi, a nie ciągnie w dół?
Nie po wielkich deklaracjach. Po drobiazgach. Po tym:
- jak do Ciebie mówi, kiedy jest zmęczony,
- czy Twoje sukcesy go cieszą, czy tylko je „akceptuje”,
- czy przy nim oddychasz pełniej, czy płycej,
- czy czujesz się sobą, czy wersją „do zniesienia”.
To są te małe sygnały, które mówią o relacji więcej niż rocznice ślubu i zdjęcia z wakacji.
Najważniejsze pytanie: jak ja się przy nim czuję?
Nie tak naprawdę co on robi, ani co nawet co mówi..
Tylko: jak ja się czuję, kiedy zamykają się za nami drzwi. Czy jest to ulga, radość, czy po prostu – ok, mam czas dla siebie, widzimy się później.
To jest jedyne kryterium, które ma sens. I jedyne, które naprawdę świadczy o Tobie, bo pokazuje, że bierzesz siebie na poważnie. Czy rozumiesz, co znacząc sygnały wysyłane z ciała i czy umiesz wziąć pod uwagę ostrzeżenia, które są i albo je zamiatasz pod dywan, albo wymiatasz na środek pokoju, bierzesz szufelkę…i wyrzucasz do śmieci. To od nazwania problemu, nieudawania zaczyna się lepsze, spokojniejsze życie.
Ten artykuł jest również trochę o tym, a trochę o czymś więcej Najważniejsze, żeby ktoś stał na straży miłości. O kryzysach, zwątpieniu i sile bycia razem
W związku trzeba o siebie dbać…ale też o drugiego człowieka. Pomagać sobie, a nie wszystko utrudniać. Efekt? Wszystko układa się po prostu lepiej…