W podstawówce pożyczyłam różową pachnącą gumkę do mazania. Nie wróciła do mnie. Nawet upomniałam się, choć to nie było wtedy w moim stylu. Dostałam dziwne tłumaczenia w zamian. Gumka ostatecznie przepadła.
W liceum zapłaciłam za koleżankę rachunek w kawiarni. Była spłukana. Miało być tak, w formie umowy, że następnym razem zapłaci ona. Mimo licznych spotkań aż do matury nigdy nie było okazji na kawiarnię.
Moja córka pożyczyła stroik do gitary przed występem zespołu, w którym grała od lat. Ta osoba pożyczyła komuś kolejnemu. Tamta też podała dalej. Stroik nie wrócił do rąk właścicielki. Pani sprzątaczka również nie znalazła go w sali. Wszyscy rozkładali ręce.
Historie te są jak okruszki, wystarczyłoby je strzepnąć na ziemię, tam, gdzie ich miejsce. Podeptać, a…mimo to po latach są dobrze pamiętane. Mimo małej skali. Niektórzy mają dużo trudniejsze wspomnienia, w których pożyczane były spore sumy. Stąd nadal aktualne bywa powiedzenie – dobry zwyczaj nie pożyczaj, pożyczając być może stracisz przyjaciela. Tylko czy to dobra rada?
![]()
Przyjaźń, która zaczyna się od pożyczania
Niejedną relację zbudowana na pożyczaniu. Sąsiadka przychodzi po szklankę cukru, a to po sól, bo właśnie się skończyła. Być może potrzebna jest maszynka do mięsa, czy dodatkowe krzesła na imprezę rodzinną.
Naturalne relacje sąsiedzkie często na tym bazują. Ty mi, ja Tobie. W ten sposób lubimy tych, którym coś pożyczamy. To zresztą pokazują badania. Z natury darzymy sympatią osoby, którym możemy pomóc.
Jednak przecież tu nie o szklankę cukru chodzi. Zazwyczaj każdy ją pożyczy, gdy drugiej osobie zabraknie i może liczyć na podobną przysługę. Problemem jest sytuacja, gdy pożyczyć się chce pieniądze i to w większej sumie. Chociaż nawet niewielka sumka, którą się straci, boli. Zwłaszcza jeśli ktoś podkreślał, że odda szybko, manipulował hasłami, “no jak to mi nie pożyczysz, no nie bądź taka, przecież się znamy nie od dziś”. A potem się okazało, że to nic nie znaczy. Można się znać, spotykać nawet codziennie, a pożyczonych pieniędzy nie odzyskać.
Jest też taka zasada: Miłość, pieniądze i szczęście lubią ciszę. Prawda?
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Nie, gdy coś pożyczymy
Mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Myślę jednak, że nie do końca. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w dobrobycie, gdy wszystko świetnie idzie. I wtedy pojawia się zazdrość.
Jednak nie tylko w tej sytuacji dochodzi do ostrej weryfikacji. Można uznać, że testem jest każdy kryzys, w którym poznajemy czyjąś prawdziwą twarz. Moment kryzysu powie Ci wszystko…o drugim człowieku.
Etap weryfikacji następuje także wtedy, kiedy pożyczamy komuś pieniądze. I to w sumie bardzo niesprawiedliwe, bo przyjaciół przecież ma się również po to, aby mogli nam pomóc, a my im. Do kogo się zwrócić po pieniądze, jak nie do przyjaciół? No właśnie. A mimo to ryzykowne.
Mimo że przyjaciel jest naturalnym kierunkiem. Niestety okazuje się bowiem, że pieniądze mogą bardzo mocno wystawić na próbę każdą relację, także tę najbliższą.
Czy pożyczać przyjacielowi pieniądze?
Czy ryzykować przyjaźń i pożyczyć pieniądze? A może ryzykować w inny sposób i nie pożyczać?
Czyli tak źle i tak nie dobrze. Nie pożyczymy, to zostanie niesmak. Bo jak to, nie pomożesz. Pożyczymy z kolei, to musimy się liczyć z tym, że nigdy pieniędzy już nie odzyskamy.
Niektórzy wybierają taką drogę. Nie pożyczają, ale dają. I tylko tyle, ile naprawdę mogą oddać. Lub “pożyczają”, ale z myślą, że i tak do nich nie wróci. Nigdy nie oddają czegoś cennego, czegoś, do czego mają sentyment, co mogłoby się zepsuć, wrócić w gorszej formie.
To strategia z kategorii chuchania na zimno. Czy dobra? Na pewno mniej kłopotliwa.
Dobry zwyczaj nie pożyczaj?
Czyli jak? Pożyczać? Nie pożyczać?
Napiszę tak. Różowa gumka do mazania już dawno przestała mieć jakiekolwiek znaczenie praktyczne. Rachunek za lody był wtedy nie najniższy, ale dzisiaj z perspektywy dorosłej głowy nieznaczący. Stroik do gitary kupiliśmy kolejny.
Mimo to te historie zostały w pamięci.
W każdej z nich chodzi bowiem o coś więcej niż o pozory. O zwykłą uczciwość. O to, że jeśli coś pożyczamy, powinniśmy to oddać. Jeśli obiecujemy, dotrzymujmy słowa. A jeśli nie możemy, dobrze przynajmniej mieć odwagę o tym powiedzieć.
Nie każda pożyczka kończy się utratą przyjaciela. Nie jest tak, że każdy, kto prosi o pomoc, chce nas wykorzystać. I nie warto z powodu kilku przykrych doświadczeń zamykać się na ludzi, bo w ten sposób zamieniamy się w zgorzkniałych dorosłych.
Z drugiej strony życzliwość nie powinna oznaczać naiwności, a przyjaźń nie jest zobowiązaniem do spełniania każdej prośby.
Pieniędzy można dorobić się ponownie. Rzecz można kupić jeszcze raz. Ale zaufanie, kiedy już zostanie nadszarpnięte, nie zawsze da się odbudować.
Nie chodzi o to, żeby nigdy niczego nie pożyczać. Raczej o to, żeby wiedzieć, komu, na jakich zasadach i z jakim ryzykiem.
A przede wszystkim, żeby nie trzeba było wybierać między własnym spokojem a cudzym zadowoleniem.
Dobry zwyczaj nie pożyczaj? A może lepiej: pożyczaj rozważnie, pomagaj mądrze i nie pozwól, żeby kilka złotych kosztowało cię przyjaźń.