Napisałam wiele miesięcy temu dwa artykuły: Szpachlowanie, malowanie, układanie kafli. Tak kobiety biorą sprawy w swoje ręce oraz Remont po 40: dlaczego kobiety wolą zrobić go same?. I w komentarzach zawrzało. Panowie pisali: pokaż mi taką kobietę, co ty gadasz, do tego dorzucali epitet »durna« (to ten najłagodniejszy), a także heheszki, że niby kobieta i lodówka wnoszona na czwarte piętro? Zapomnij. No to piszę ten artykuł w ramach aktualizacji.I niekoniecznie o lodówce, bo są już specjalne wózki, dzięki którym nie trzeba jej dźwigać. Chodzi jednak o coś innego: o to, że kobiety też mogą. Boją się, ale robią. Dokładnie tak, jak mężczyźni. Dlaczego? Bo mogą. I niekiedy dlatego, że nie mają innego wyjścia.
![]()
Razem łatwiej, czyli budowa pokazuje charakter
Oczywiście, że razem zazwyczaj łatwiej. Zazwyczaj, ale nie zawsze. Na pewno nie wtedy, kiedy ktoś ma dwie lewe ręce, wielkie roszczenia, mnóstwo fantazji, ale niewiele chęci do działania. Budowa czy remont unaoczniają to doskonale. Pokazują, jacy jesteśmy w obliczu problemów, wyzwań, kryzysów. Wtedy, kiedy wszystko idzie nie tak, gdy jedna rzecz niby gotowa okazuje się jednak niegotowa. Gdy coś nie wyjdzie, coś innego trudno naprawić.
Nic dziwnego, że mówią, że jak się chcesz rozwieść zacznij razem z bliską sercu osobą budować dom. Wiele par tego nie przetrwało, pokłóciło się tak na poważnie lub po latach budowy straciło zapał i rozstali się, bo wszystko okazało się za trudne. Wizja pięknego domu nie wystarczyła. Stres dobił razem z finansami, ciągła nieobecność w domu i długa lista rzeczy do zrobienia nie dały spokoju.
Budowa szybko weryfikuje też tradycyjny podział ról. Nagle okazuje się, że nie liczy się to, kto jest kobietą, a kto mężczyzną, tylko kto potrafi rozwiązać konkretny problem
Mimo że z budową wiadomo, jak jest – ciężko – nadal się na nią decydujemy. Pod wieloma względami wydaje się to lepszą opcją niż kupno gotowego domu. I jak to w życiu, żeby zrozumieć, trzeba przeżyć. Trzeba zweryfikować swoje wyobrażenia oraz doświadczyć tego, jak to jest, gdy stres miesza się z niepewnością, a każda kolejna wycena jest wyższa niż poprzednia.
Budowa domu jest dla milionerów?
Polacy jednak potrafią. I kombinują tam, gdzie to tylko możliwe. Jesteśmy znani z kreatywności i z tego, że rzadko się poddajemy. Zatem coraz częściej budujemy domy samodzielnie, bez ekip.
Widziałam to nieraz na własne oczy, jak mężczyzna kładł cegłę po cegle od fundamentów po strop. Sam, czasami z pomocą teścia, wujka, brata. Widziałam też kobietę pchającą taczkę i mężczyznę, który murował, a do tego biegające obok małe dzieci. Na własne oczy widziałam także jak koleżanka układała kafelki w łazience. Nie wyszło może idealnie, jak sama zaznacza, ale efekt jest wystarczający. Nie ma wstydu, przeciwnie jest wielka satysfakcja i mnóstwo zaoszczędzonych pieniędzy, które można wydać na cokolwiek innego, choćby na przyjemności.
To jak w tym memie: gdy inwestor zaczyna budowę domu, wygląda jak milioner. Ale kiedy przychodzi do wykończenia, które potrafi finansowo wykończyć nawet naprawdę dobrze zarabiające osoby, zaczynają się schody. Dentysta w trakcie pandemii, kiedy ceny szybowały, a na dobrą ekipę czekało się znacznie dłużej niż teraz, mówił mi, że sam stawiał ścianę działową. Nie wyglądało, że żartował. Inna osoba z tego samego środowiska kupowała używane meble i wyposażenie, bo budżet się nie spinał. Pewnie, szybko je wymieniła, ale ta historia pokazuje, że najczęściej założenia są niedoszacowane.
Samodzielna budowa to dobry sposób, żeby rozłożyć wydatki w czasie i budować bez kredytu lub z małym kredytem.
Dlatego wiele osób decyduje się budować samodzielnie, bo w ten sposób można zaoszczędzić nawet 50% kosztów budowy. Do tego często można wybierać lepsze materiały i nie trzeba się tak ograniczać pod kątem udogodnień w domu. Wiele osób chociażby z uwagi na koszty i budowę z ekipą wybiera inną, trudniejszą drogę, która jednak często pozwala zaoszczędzić sporo nerwów. Bo z jednej strony pracujesz fizycznie, bolą cię ręce, cierpną w nocy, masz odciski, pęcherze, zakwasy, ale jednocześnie masz większą kontrolę nad tym, jak powstaje dom.
Niektórzy mówią, że to bez sensu, bo trzeba poświęcić dużo czasu na budowę. To prawda samodzielna budowa to lata wyjęte z życia (bardziej lub mniej). Z drugiej strony budowa z ekipą też wymusza obecność na budowie i kontrolę, nawet jeśli zatrudniliśmy naprawdę dobrą firmę.
Ona buduje dom. Dlaczego kobiety biorą się za budowę?
Tu może być naprawdę wiele różnych możliwości.
Kobiety budują dom:
- z mężem, partnerem, fizycznie własnymi rękami, ale też jako osoba pomagająca, na zasadzie przynieś, podaj. Stopień zaangażowania bywa różny. Niekiedy kobiety załatwiają materiały, dzwonią po składach, negocjują ceny, zajmują się organizacją, czytają, szukają informacji, opiekując się jednocześnie dziećmi, a to mężczyzna buduje dom sam. To również jest udział w budowie domu, choć nie zawsze widać go na zdjęciach dokumentujących kolejne etapy prac. Podział przy budowie domu, kiedy obowiązków jest wiele, jest naprawdę różny.
- samodzielnie. Kobiety budują naprawdę same. Dowód? W Internecie – dostępny dla wszystkich. Można znaleźć coraz więcej zdjęć i informacji na ten temat. Kobiety robiące ocieplenie domu, układające bloczki betonowe, stawiające ściany nośne i działowe, układające styropian na wylewce, podłogówkę, nakładające gładź z wiadra, skręcające stelaż pod sufit. Kobiety z taczkami, z piłami, młotkami, żyrafami, w maskach, kombinezonach, śpiewające i klnące na budowach. To się dzieje! Nie chodzi o to, żeby każda kobieta udowadniała, że potrafi zrobić wszystko sama. Nie musi. Chodzi o to, żeby miała wybór. Żeby nie zakładano z góry, że czegoś nie zrobi, bo jest kobietą.
Dlaczego kobiety budują dom?
Kobiety budują dom, bo poczuły siłę i sprawczość. Zauważyły, że są w stanie poradzić sobie naprawdę z rzeczami, których wcześniej się bały, i to robią. Pytane, czy mają wątpliwości, nie kryją, że tak, boją się, ale działają dalej.
Często całkowicie same, bez wsparcia kogokolwiek bliskiego, ale w oparciu o informacje w Internecie, ze wsparciem innych kobiet. Słuchają, pytają, nie dają się zbyć, przyglądają się innym rozwiązaniom. Działają.
Biorąc pod uwagę, że dopiero od 108 lat mamy w Polsce prawo wyborcze, i jeszcze nie tak dawno kobieta była mniej wartościowa od krowy, (polecam lekturę “Chłopek”) oraz to, że dopiero od pokolenia zdaje się zanikać patriarchat, to mamy świetny moment w historii. Możemy własnym przykładem pokazać, że się da. I to robimy.
Myślę, że brakuje nam tylko jednego – jeszcze mocniejszego wspierania siebie nawzajem. Zamiast wyśmiewać kobietę, która pierwszy raz bierze do ręki wiertarkę, pokażmy jej, jak jej używać. Zamiast komentować, że coś zrobiła krzywo, podpowiedzmy, jak zrobić to lepiej. Nie konkurować, dzielić się wiedzą. Tak, żeby powiedzenie, że najgorszym wrogiem kobiety jest druga kobieta, straciło rację bytu. Warto zacząć od fundamentów.
I to właśnie robimy.
Jeśli chcesz czytać więcej takich tekstów, dzielić się doświadczeniami i wspierać zmiany, które sprawiają, że kobietom żyje się lepiej, zapisz się na newsletter. Zaczynamy od fundamentów.