Ludzie stają się samotnikami. I to hurtowo. Czasy minione chyba już nie wrócą, zwłaszcza w tym zakresie, kiedy każda okazja była dobra, nie potrzeba było wiele, żeby pogadać. Stół nie musiał się uginać. Dom nie musiał błyszczeć. Nie musiało być bogato. Sceptycy mówią, że powszechna gotowość do spotkań wynikała wtedy z nudy. Bardziej dyplomatycznie można to ująć, że po prostu z dużej ilości wolnego czasu. Dzisiaj narzekamy na brak wolnych chwil, ale jednocześnie nawet 4 godziny dziennie skrolujemy bezmyślnie telefon i oglądamy telewizję. To podobno jedyne na co nas stać po dniu pełnym wrażeń. I niekiedy trudno się nam dziwić. Tylko jak to wygląda. Czy naprawdę spotykamy się rzadziej?
![]()
Pokolenie samotnych nastolatków
Zmiany widać przede wszystkim w pokoleniu nastolatków. Osób, które generalnie co do zasady powinny garnąć się do ludzi, budować relacje, poznawać się…a w praktyce często tego nie robią.
Zamiast wyjść z domu, wybierają gry w swoim pokoju, zamiast rozmów, lepsze wydaje się pisanie na messangerze. Nie są popularne już rozmowy przez telefon tak jak kiedyś. Spotkania czy wspólne wyjścia należą do rzadkości.
Psychologowie mówią, że największą chorobą młodości jest obecnie samotność, która idzie w parze z depresją. Skala jest tak ogromna, że alarm już nie tylko błyszczy na czerwono, ale też wyje. My zdaje się, że udajemy, że tego nie dostrzegamy.
Nie ma z kim chodzić na randki
Co ciekawe problemem nie są tylko relacje towarzyskie, ale również miłosne.
Konkret? Proszę bardzo. Badania pokazują, że pierwszy związek zawierany jest coraz później. Dzisiaj nikogo nie dziwi sytuacja, gdy 19 latka czy 20 letni mężczyzna nigdy nie byli na randce, czy nigdy się nie całowali. Młodzi ludzie nie mają żadnych doświadczeń w tym zakresie.
Brakuje nie tylko doświadczenia w relacjach romantycznych, bo już same przyjaźnie zawierane są później. Zamiast nich jest koleżeństwo i ciągłe „skakanie” od osoby do osoby, bez stabilności w tym zakresie.
Relacje stają się co do zasady powierzchowne, bez głębi, lojalności. Są, kiedy jest wygodne i od razu znikają, gdy robi się trudno. Czyli następna/następny proszę.
Brak imprez na studiach
Niepokojące jest również to, co się dzieje w okresie studenckim. Tu też nie jest różowo.
Zamiast spotkań, wspólnego imprezowania, budowania przyjaźni, jest nieobecność. Bycie dla siebie samej, nauka, a później kontakt online. Są co prawda czasami wypady na koncert, na piwo, ale na tyle rzadkie, że w niczym nie przypominają studenckiego życia przed laty. Juwenalia tak, ale mniej liczne, imprezy czasami, ale krótkie…
Rozluźnione więzi rodzinne
Nawet rodzina nie jest niestety miejscem, w którym relacje są silne i bezpieczne. Coraz częściej pozostają one kurtuazyjne, kontynuowane z poczucia obowiązku, a nie chęci.
Wiele osób deklaruje w tym zakresie obcość, niezrozumienie, brak potrzeby bycia razem. Rodzinne rytuały stają się zbyt zniechęcające i też męczące. Wystarczy wymienić: konieczność sprzątania przed gośćmi, gotowania, podawania do stołu i wszystkiego, co z tym związane jest na tyle dotkliwa, że po tygodniu pracy zwyczajnie nie chce się tego robić.
Dlaczego spotykamy się coraz rzadziej?
No dobrze, to dochodzimy do meritum. Dlaczego nam się nie chce spotykać, mimo że czujemy się coraz bardziej samotni i jednocześnie nieszczęśliwi?
Powody są złożone, ale można je wymienić:
- winne jest zmęczenie,
- przeciążenie pracą, obowiązki zawodowe zajmują nam niewspółmiernie dużo czasu, a czasu wolnego pozostaje niewiele.,
- wysoko postawiona poprzeczka w pracy, brak stabilności zatrudnienia,
- poczucie zagrożenia,
- przebodźcowanie,
- uzależnienie od mediów społecznościowych i internetu, dające złudzenie, że nie ma się czasu na spotkania,
- poczucie, że inna forma spędzania czasu jest ciekawsza,
- brak potrzeb spotykania się z ludźmi, wynikająca z odzwyczajenia się,
- rozczarowanie ludźmi,
- niechęć do ciągłego inicjowania spotkań,
- brak ludzi, z którymi naprawdę chciałoby się być, brak bratnich dusz.
To, że spotykamy się rzadziej to fakt. To, że im mamy więcej lat, tym bardziej cenimy własne towarzystwo – również. I można by uznać, że wszystko jest ok i czym tu się emocjonować? Problem w tym, że samotność bywa strasznie uzależniająca. I im mniej się widujemy z ludźmi, tym mniej tego potrzebujemy. Z czasem coraz trudniej się nam zmotywować….wolimy własną wygodę i…pustkę.
Tymczasem wszystkie wyniki badań mówią to samo. Czy nam się to podoba czy nie, o prostu potrzebujemy relacji towarzyskich. To one, a nie pieniądze, sława, bogactwo, decydują o naszej satysfakcji i poczuciu spełnienia. To za nimi najczęściej tęsknimy i to one są tym, na co chciałybyśmy poświęcać więcej czasu, gdy patrzymy na swoje życie wstecz, na łożu śmierci.
Zrozumiemy jednak to teraz? Czy wtedy, kiedy będzie za późno? Przepraszam, musiałam.