piątek, 17 kwietnia, 2026
Strona główna Związki Wygodny jak mężczyzna. Dlaczego? Bo mu na to pozwalasz. Tak Ty!

Wygodny jak mężczyzna. Dlaczego? Bo mu na to pozwalasz. Tak Ty!

Podobno wygoda to synonim potrzeby. Czegoś nam się nie chce robić, to próbujemy stworzyć takie narzędzie, które nam to ułatwi. Ma być szybciej, dokładniej, lepiej i łatwiej. Gdyby nie nasze wygodnictwo, można uznać, że z pewnością tkwilibyśmy jeszcze w jaskiniach, ale na szczęście dawno temu zostałyśmy z nich wyciągnięte…przez mężczyzn. To oni uzurpują sobie prawo do tytułu – leniwca roku. W myśl zasady, skoro nie trzeba, to po co się trudzić. Przecież są osoby, które zrobią to za nas. Dowody na to, że nie ma wygodniejszego stworzenia niż mężczyzna? Jest ich setki!

Nikt Cię nie zrani, jeśli na to nie pozwolisz? Tak mówią

Wygodny jak mężczyzna. Dlaczego? Bo mu na to pozwalasz. Tak Ty!

Mężczyźni wiedzą, co robią. Udają tylko bezradnych

Jak to jest, że mężczyzna bez trudu obsługuje komputer, włączy sobie grę, przejdzie kilka poziomów, stanie się mistrzem Internetu, odnajdzie się bez trudu, korzystając z  najnowszego modelu smartfona, a nie potrafi włączyć pralki, której uruchomienie wymaga raptem wykonania trzech ruchów palcem wskazującym?

Dlaczego wypierze białe z kolorowymi? I nie włoży chusteczki łapiącej kolory do pralki? A gdy ją znajdzie w pralce to rozwiesi niczym kolejny element odzieży?

Jak to jest, że mężczyzna koordynuje skomplikowanymi projektami, o których nawet nie opowie, bo za dużo tłumaczenia lub prowadzi auto, co wymaga wielkiej podzielności uwagi, a nie umie wstawić naczyń do zmywarki? Jak to jest, że ogrania wszystko na piątym piętrze biurowca, a w domu potrzebuje trzech miesięcy przygotowań i ciszy, by wbić jeden gwóźdź?

Im mniej ktoś wart, tym wyżej głowę nosi

Ty to zrobisz lepiej, kochanie?

Jak zmotywować kobietę do pracy w domu i poza nim?

Po pierwsze – raz czy drugi wyprać w zbyt wysokiej temperaturze jej ulubione bluzki, po drugie zbić kilka szklanek, oczywiście przypadkowo, odkurzać tak, jakby obszary pod stołem i w kątach nie istniały, przelać kwiaty, a te co potrzebują wody pozostawić na pastwę losu...Sposób idealny. Zepsuć coś, żeby pokazać, że naprawdę nie ma się do tego…głowy. Postawić kogoś pod ścianą. Kobieta z poczucia beznadziei zajmie się wszystkim. Skoro on nie potrafi, ktoś musi. Samo się nie zrobi. Żyć jakoś trzeba…

Punkt drugi – zmotywować ją do pracy zawodowej. Przecież powinna wychodzić do ludzi, zarabiać dla siebie i na siebie, to ważne dla jej poczucia niezależności. Ona pójdzie, wiadomo, chce mieć też swoje pieniądze, a po pracy jak miliony innych kobiet będzie tańczyć na szmacie i podcierać pupy wspólnym dzieciom. Bo on się nie zna, nie umie, nie ma cierpliwości, przecież “kochanie” zrobi to lepiej. Wygodne, prawda? A jak!

To oczywiście nie tak powinno wyglądać. Zajrzyj do tego artykułu: Mężczyźni wybierają takie związki: te, które pozwalają im działać i dawać z siebie wszystko

To nie moja wina

Kolejny dowód na to, że mężczyzna jest wygodny?

Pozwala, by kobiety “żarły się”, kłóciły i dokopywały sobie nawzajem, sprawiając, że problemy i dylematy współczesnego świata go nie dotyczą. On korzysta, a one się obwiniają. W myśl zasady – ja nie jestem winny, winna jest ona. Najczęściej żona, ta zła kobieta lub wredna teściowa.

Zdradziłem, no bo pijany byłem, każdemu może się zdarzyć. Ona taka była napalona, nawet nie wiem, kiedy zaciągnęła mnie do łóżka. Siłą mnie wzięła przecież. Sam bym nie poszedł. Tak mną zakręciła, że nawet nie wiem, kiedy znalazłem się między jej udami… Poza tym żona sama winna była, musiała wiedzieć, co się dzieje, że nie jest między nami najlepiej. Jeśli dawałaby mi wszystko, czego potrzebuję, nie poszedłbym do innej, czego miałbym u niej szukać, skoro bym wszystko w domu dostawał. To zrozumiałe…ona tylko o dzieciach, w garach siedzi, zaniedbała się. Nie miałem wyjścia”

Mężczyzna się wywinie, zgra biednego, poszkodowanego misia, a kobiety będą walczyły ze sobą. Czy to nie objaw sprytu i wygodnictwa? Tak skłócić dwie strony, by się wyeliminowały i znalazły winną, a samemu nie brudzić sobie “rąk” konfliktem? Majstersztyk.

To my uczymy mężczyzn wygodnictwa

Mężczyźni uczą się wygodnictwa od najmłodszych lat. Można powiedzieć, że wypijają je z mlekiem spływającym od nadopiekuńczej mamusi, która goni swoją córkę do pracy, ale synusiowi podstawia pod nos wszystko “gotowe”.

Potem taki wychuchany synuś trafia w ręce żony, która nierzadko popełnia ten sam błąd. Chce się przypodobać i mu usługuje.. Uwstecznia swojego partnera, pokazując mu, że wszystko zrobi lepiej.

A mężczyzna?

Korzysta!

Kto by nie korzystał. Przecież życie na każdym kroku uczy, że opłaca się być wygodnym…

Problem współuzależnienia

Jednak zanim rzucimy rozpędzonym i podkręconym kamieniem, warto spojrzeć na temat również z pogłębionej perspektywy psychologicznej. W relacjach bardzo często pojawia się mechanizm współzależności: jedna osoba przejmuje zbyt wiele obowiązków, a druga stopniowo przyzwyczaja się do tego i zaczyna robić mniej. Nie wynika to często z celowego wykorzystywania partnera, lecz z naturalnej tendencji człowieka do oszczędzania energii i korzystania z tego, co jest dostępne.

Psychologia relacji podkreśla, że takie schematy powstają zwykle nieświadomie. Partnerzy uczą się siebie nawzajem, reagują na swoje zachowania i wzmacniają je. Jeśli jedna strona stale wyręcza, druga z czasem przestaje podejmować inicjatywę. Jeśli granice nie są jasno stawiane, zwłaszcza na początku związku, stopniowo zanikają. Wiele takich wzorców wynika z domu rodzinnego, obserwacji rodziców i kulturowych przekonań dotyczących ról w związku i wiele jest naprawdę nieświadomych.

Dlatego zamiast szukać winnych, warto traktować to jako wspólny wzorzec funkcjonowania, który można zmienić poprzez rozmowę, świadomość i ustalenie nowych zasad. Zmiana nie polega na obwinianiu, lecz na zrozumieniu, jak powstał dany układ i co obie strony mogą zrobić, by go poprawić. Jest to możliwe, choć oczywiście trudne.

Prawdziwy, świadomy mężczyzna na to nie pozwoli?

Kobiety tworzą wygodnych mężczyzn. To prawda. Jednak nie jest to pełna prawda. Bo kobiety mogą robić wiele, ale nadal mężczyzna nie musi się wszystkiemu poddawać.

Dorosły człowiek odpowiada za swoje zachowania niezależnie od tego, czy ktoś mu coś ułatwia, czy nie. Mężczyzna również ponosi odpowiedzialność za to, jak funkcjonuje w relacji, jaką część obowiązków przejmuje i czy potrafi zauważyć przeciążenie partnerki. Jeśli jest uważny, świadomy, to je zauważy…

Współczesne partnerstwo zakłada, że samodzielność nie jest „pomocą”, lecz normą. Obowiązki domowe są wspólne, a nie przypisane do jednej płci. Dojrzałość emocjonalna wymaga świadomości, że wygoda nie powinna być traktowana jako coś oczywistego, a partnerka nie jest menedżerką domu, która nigdy nie jest zmęczona, ani sfrustrowana… Jeśli mężczyzna korzysta z tego, że druga strona bierze na siebie więcej, to nadal jest to jego wybór, i jego odpowiedzialność, by świadomie uczestniczyć w budowaniu równowagi.

Zmiana nie może opierać się wyłącznie na tym, że kobieta „przestanie wyręczać”. To proces, w którym obie strony muszą aktywnie wziąć udział, by stworzyć relację opartą na partnerstwie, wzajemnym szacunku i równym podziale obowiązków.

Wygodny mężczyzna? Można to zmienić!

Możemy oczywiście dalej grać w tę grę, w której się odnajdujecie: ty robisz, on korzysta, ty się spinasz, on się dziwi, ty płaczesz, on mówi, że przesadzasz. Ale można też postąpić rozsądnie i w pewnym momencie powiedzieć głośne „stop”, rozumiejąc, ż eta gra do niczego dobrego nie prowadzi (przy okazji przeczytaj – w co grają ludzie). Trzeba się zatrzymać, nie po to jednak, żeby kogoś ukarać, tylko po to, żeby wreszcie zacząć żyć w relacji, a nie w jednostronnym układzie usługowym.

Bo partnerstwo nie rodzi się z cichych pretensji ani z bohaterskiego brania wszystkiego na siebie. Rodzi się z rozmowy, z odwagi, z decyzji, że oboje jesteśmy dorośli i oboje mamy ręce, nogi, mózgi i odpowiedzialność. I że wygoda jednej osoby nie może być budowana kosztem drugiej.

A jeśli komuś naprawdę zależy: to usłyszy to, co mówisz, zrozumie i przemyśli. Jeśli nie usłyszy, to przynajmniej ty będziesz wiedziała, że zrobiłaś pierwszy krok w stronę życia, w którym nie musisz być jednocześnie partnerką, mamą, menedżerką i ekipą sprzątającą. Możesz po rozmowie, zastanowić się co dalej. Słowa wypowiedziane dają ulgę i energię do dalszego działania. To też ważne…

Zapamiętaj: wygodny mężczyzna to nie wyrok. To tylko układ, który można zmienić. A zmiana zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się twoje milczenie. Niezależnie od tego, jaka to dokładnie będzie zmiana.

15 KOMENTARZE

  1. To święta prawda że to nasza wina z tymi chłopami że to my ich tego wygodnictwa uczymy 🙂 sama to widzę w domu:) ale w szczegóły nie będę się wdawać bo trochę by mi na to zeszło 😉

  2. Zgodzę się z tym, że facetom zyje sięłatwiej, głównie dlatego, że pewne wzorce społeczne zakorzenione są od dawien dawna – mężczyzna pracuje, kobieta wychowuje dzieci. Oczywiście, że powoli sie to zmienia, ale bardzo powoli.

  3. Bardzo dobry artykuł. Trzeba od razu ustalić obowiązki, bo potem ciężko jest wprowadzić, tylko słucham opowieści koleżanek jak to ich mąż nawet nie potrafi ciuchów do łazienki brudnych zanieść tylko rozrzuca po całym domu, a kobieta musi wszystko zbierać. Ja na szczęście nie będę mieć tego problemu, bo u mnie Sebek robi pranie 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj