Im jestem starsza, tym częściej milczę

1098

Im jestem starsza, tym częściej milczę. Nie dlatego, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia, ale dlatego, że szkoda czasu i energii na jałowe dyskusje.

Gdy miałam nieco ponad 20 lat, czułam się w obowiązku reagować. Nakierowywać zagubione duszyczki na odpowiednią drogę, wyprowadzać innych z błędów, zbawiać świat, nawet wtedy, kiedy nikt tego nie chciał ani nie doceniał.

Wierzyłam, że wystarczy innym powiedzieć to, co wiem, by zrozumieli i przyjęli mój punkt widzenia. Oczywiście byłam pewna, że moja prawda jest najprawdziwsza, a ja wiem lepiej! Uważałam, że muszę głośno protestować, gdy inni plotą głupstwa. Milczenie uważałam za oznakę braku charyzmy lub ostatecznie życiowego wycofania i rezygnacji. Milczeli przegrani! Dlatego mówiłam dużo i chętnie. Plotłam, zagłuszając własne myśli. Ważniejsze niż pytanie była dla mnie odpowiedź. Nie słuchałam, co mówią inni, koncentrowałam się na tym, co zaraz wypłynie z moich ust. Teraz wiem, że się myliłam.

Dzisiaj milczę częściej niż kiedyś i dobrze mi z tym. Bo wiem, że…

Świata nie zmienię. Mogę zmienić tylko siebie

Nie mam wpływu na to, co myślisz. Nie mogę w cudowny sposób przemówić Ci do rozsądku. Jeśli Ty sama nie chcesz zmienić swojego życia, to ja tego nie zrobię za Ciebie. Milczenie w takich momentach, gdy widzę, że rujnujesz swoją przyszłość, nie jest proste. Czasami boli, ale póki mnie sama nie zapytasz o zdanie, dopóki nie będziesz gotowa, by usłyszeć, co myślę, moje gadanie na nic się zda.

Lepiej nie mówić nic. Być obok i wspierać.

Nikt nie lubi nieproszonych rad. Ani wytykania błędów

Milczę, bo nie mam prawa mówić Ci, jak żyć.

Nawet jeśli wydaje mi się, że wiem lepiej, to nie zmienia faktu, że Ty jeśli chcesz, możesz żyć po swojemu. Masz prawo popełniać błędy.

Trzeba znaleźć w sobie mnóstwo sił, by pozwolić innym żyć po swojemu.

Bo nie ma sensu zniżać się do tego poziomu

Milczę, bo czasami dyskusja oznacza zniżenie się do poziomu, którego nie akceptuję i chce poznać bliżej. To tak, jak rozmowa z głupią osobą, najpierw wciągnie Cię do swojego świata, a później pobije na łeb na szyję, bo umie się w nim poruszać lepiej niż Ty.

Dlatego czasami zamiast soczystej wiązanki, lepiej się uśmiechnąć i przemilczeć pewne kwestie. Po co psuć sobie humor? Po co obdarzać uwagą kogoś, kto na to nie zasługuje?

Bo lubię ciszę

Kiedyś cisza mnie przerażała. Uważałam ją za przygnębiającą, nudną i przytłaczającą. Cisza była dla mnie synonimem pustki, otchłani, która nie ma nic ciekawego do zaproponowania…Stratą czasu.

Teraz mam ponad 40 lat i wiem, że cisza nie jest przytłaczająca, jest piękna. Cisza potrafi przemawiać na wiele sposobów. Kiedy patrzysz w dal na morze, dotykasz stopami rozgrzanego piasku, biegasz po lesie, oddychasz pełną piersią i czerpiesz energię z natury.

Ale żeby to poczuć, trzeba naprawdę polubić siebie i znaleźć radość z bycia twarzą w twarz z sobą samą. Bez ulepszaczy rzeczywistości, gwaru i rozpraszaczy uwagi.

Cisza nie daje fałszywych rozrywek, ale przynosi uczucia, które odsłaniają nasza dusze. Pozwala…przemówić nam samym. Dzięki niej docieramy do rdzenia naszego jestestwa, do prawdziwej głębi. Cisza nie pozwala nam zapomnieć, kim naprawdę jesteś.

Dlatego początkowo może nas przerażać, czynić niespokojnymi. Gdy milkną hałasy, przychodzą do nas myśli. Często te, których nie chcemy, nie akceptujemy. Razem z radością, satysfakcją przychodzi lęk, strach, wstyd. Tylko zaakceptowanie ich wszystkich, zmierzenie się z nimi pozwala doświadczyć życia w pełni.

Gdy milknie gwar, robi się spokojniej, mogę głęboko odetchnąć i zapytać siebie – czego pragnę, co jest dla mnie naprawdę ważne i wysłuchać prawdziwych, szczerych odpowiedzi. Cisza pozwala mi pobyć samej ze sobą, docenić to, co mam i popracować nad tym, co chcę zmienić. Już się jej nie boję, bo teraz wiem, co to tak naprawdę oznacza kochać siebie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here