Nasze codzienne szczęście zależy od relacji. Nie tylko od relacji najważniejszych, budowanych z osobami, które bardzo lubimy czy kochamy, ale też od relacji peryferycznych.
Od tego, czy powiemy dobre zdanie panu na recepcji, taksówkarzowi, pani kelnerce, sprzątaczce, sąsiadowi, listonoszowi. I w ogóle zaczynając od tego, czy powiemy samo “dzień dobry”, bo nawet o to dzisiaj trudno.
Może wydawać się to dziwne, zwłaszcza osobie, która nigdy tego nie robi, bo nie zagaduje bardziej lub mniej obcych osób. Ale to proste pytanie o pogodę, pochwalenie smacznego dania kelnerce z prośbą o przekazanie kucharzowi, podziękowanie listonoszowi za przesyłkę i życzenie miłego dnia, krótka rozmowa z taksówkarzem o rozkopach na drodze: to oczywiście są drobnostki. Ale właśnie one naprawdę mają znaczenie. Minimalnie większe zaangażowanie niż to, do którego przywykliśmy w dzisiejszych zabieganych czasach zmienia wiele. Brak obojętności. To według badań może już sporo zmienić. Nie tylko w samopoczuciu innych, ale przede wszystkim w naszym poziomie szczęścia.
![]()
Kiedy rozmawialiśmy więcej?
Kiedyś chyba rozmawialiśmy więcej. Chodziliśmy do sklepu i tam prosiliśmy o produkty. Staliśmy w kolejkach i tam też zabijaliśmy czas rozmową. Dzisiaj sięgamy najczęściej sami z półki po to, co potrzebne. Nawet w kasie coraz częściej nie ma człowieka. Jest maszyna.
Kiedyś był jeden listonosz, który znał całą wieś czy osiedle. Była sprzątaczka, która wiedziała wszystko. Rozmawiało się z sąsiadami, mechanikiem, czy też kwiaciarką. Nie było GPS, dlatego pytało się o drogę, jak dotrzeć, gdzie warto zjeść, co kupić. Rozmów było więcej, także tych przypadkowych, bo nie było Internetu i pełnej wiedzy w kieszeni spodni. Od tego, czy człowiek umiał się dogadać, zależał sukces.
Dzisiaj mamy coraz mniej powodów, żeby kogoś zagadać. O godzinę, bo większość nosi zegarek czy telefon, o zapałki, gdy się pali, o to, aby wskazać drogę. Umiemy poradzić sobie sami. Coraz częściej sądzimy nawet, że nikogo nie potrzebujemy. I…jak pokazują badania czujemy się coraz bardziej samotni.
I w tym duchu wychowujemy dzieci. Żeby nie mówiły dzień dobry, bo po co, sąsiad i tak nie odpowie. Nie wdrażamy zasad dobrego wychowania, bo świat ich nie zna. Nie ma przywitania po wejściu do biblioteki, sklepu czy windy. Niektórzy nie czekają, wpychają się. Nie ustępują miejsca starszym osobom. Myślą o sobie. Nie uczymy dzieci, aby umiały zagadać, zapytać, dowiedzieć się, pana kierowcy autobusu, panią w kiosku. Wolimy, żeby nie rozmawiały z obcymi…
I tak nieświadomie budujemy mur.
Tymczasem obojętność na innych źle wpływa na nasze zdrowie psychiczne
Barbara Fredrickson, amerykańska profesor psychologii, wskazuje, że relacje peryferyczne budują taki sam poziom szczęścia, jak relacje centralne.
Oznacza to, że osoba, która czuje się samotna, z jakiegoś powodu nie ma wielu dobrych relacji, może podbudować sobie zdrowie psychiczne, właśnie w ten sposób, rozmawiając z nieznajomą osobą w parku, na przystanku, w sklepie itd. Co ciekawe często tak właśnie się dzieje. Wiele osób robi to najczęściej nieświadomie.
Dlaczego starsze osoby zagadują obcych?
Zwłaszcza starsze osoby proszą o pomoc w sklepie, żeby ściągnąć im opakowanie z wyższej półki, czy odczytać informacje zapisane małym drukiem, pytają o dzieci, psa, zagadują o pogodę. Oczywiście są tacy, którzy robią to niezgrabnie, czasami wręcz niemiło. Ale myślę, że mnóstwo osób jednak potrafi prowadzić small talk – tak nazywane dzisiaj. Dawniej to były pogawędki, które, jak się okazuje, są po prostu tym, co buduje nasze zadowolenie.
Pod koniec dnia ma to rzeczywiście znaczenie, czy zagadaliśmy koleżankę w pracy przy kawie, powiedzieliśmy kilka słów do sąsiada, wymieniliśmy uwagę z osobą, z którą jechałyśmy autobusem.
To niesamowite, bo nie wymaga to ani wielkiego czasu, ani zaangażowania. Jedno zdanie.
Zdanie, które zostaje na dłużej
Moja córka na przykład usłyszała od innej młodej kobiety na ulicy, że ma naprawdę piękne włosy. I szeroko uśmiechała się, gdy o tym mi wieczorem opowiedziała w domu. Dziewczyna powiedziała jej komplement i po prostu poszła dalej.
Moja mama z kolei od pani w kolejce w rzeźniku usłyszała, że świetnie ma dobraną kredkę do koloru oczu. Niby nic takiego. Możemy uznać, po co to mówić, przecież każdy ma oczy i widzi. Jednak czy naprawdę?
Także taki prosty komplement zrobił mojej mamie sporą przyjemność. Poczuła się zauważona. Zwłaszcza przez inną kobietę, bo nie był to tani podryw w wykonaniu mężczyzny, tylko komplement od starszej pani.
I to nie chodzi oczywiście o to, żeby mówić nieprawdę. Ale nie bać się mówić czegoś miłego.
Naprawdę czasami spodobają nam się czyjeś buty, i tego nie mówimy. Dlaczego nie?
Ostatnio wychodziłam ze sporym doniczkowym kwiatem z jednego ze sklepów. Obok przechodziła kobieta z dwoma dużymi kwiatami. Zagaiłam rozmowę. Ona od razu zapytała z uśmiechem, gdzie znajdzie taką roślinę i ile kosztowała. Prosty komunikat. Uśmiechnięta, załadowała swoje zakupy i cofnęła się po jeszcze jedną roślinę. Zanim kwiaty wybrałam, analizowałam z mężem, czy są trujące. Google podpowiedziała śmiertelnie trujące. Obok inna kobieta mówiła, że skoro dla kota trujące, to ok, bo ona ma psa. No ale krótkie sprawdzenie okazało się, że dla psa też roślina jest niebezpieczna. Śmialiśmy się. Ona odstawiła trującą rośliną, wybrała inną. My też.
Niby proste momenty, krótkie chwile. Nic wielkiego.
Mówmy do siebie. Pytajmy, jak minął dzień, jak wakacje, co tam słychać, czy wszystko dobrze – odzywajmy się do osób z pracy, sąsiadów, znajomych.
Zauważajmy siebie na wzajem. Dzięki temu być może damy nieco szczęścia komuś, bo na pewno oddamy go sobie. I to z nawiązką. Tak to działa, tak mówi psychologia.
Dla prostych chwil naprawdę warto żyć. Niech tak będzie. Dlatego ja każdego tygodnia piszę List. Motywuję się, żeby zawrzeć w nim coś ważnego. Będzie mi miło, jeśli będziesz chciała go otrzymywać. Jeśli tak, zapisz się na listę i dołącz do społeczności Kobiety To My!